IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wschodni ołtarz słońca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#1PisanieTemat: Wschodni ołtarz słońca   Wto Sty 10, 2017 2:00 pm

Ogromna, trzydziestometrowa płaska rzeźba unosząca się nieco nad ziemią niczym słynne dyski Shurimy.
Zachowuje się nieco jak statek na morzu, bowiem zawsze unosi się kilka metrów nad ziemią, skierowany jedną tarczą we stronę słońca. Dodatkowo osiem osobnych elementów pełniących funkcję "języków" słońca, lewituje dookoła dysku.
Jest wykonany z kruchego piaskowca, natomiast języku ze złota.
W nocy można zauważyć dziwną anomalię, bowiem dysk rozsypuje się, a języki opadają na piasek.
Wygląd ołtarza
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#2PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Wto Sty 10, 2017 2:26 pm


- Jesteśmy na miejscu. - oznajmił kobiecie wysoki mężczyzna, wskazując na lewitującą rzecz, po czym założył ręce na siebie i usiadł po turecku. Dziwne było tylko to... że ciągle lewitował.
- Wejdziemy do środka dopiero w południe. Wtedy słońce będzie w odpowiednim punkcie na niebie. - oznajmił spokojnym tonem, wskazując wpierw oczami na ognistą gwiazdę, po czym je zamknął.
- A w tym czasie sprawdzę co się dzieje w pozostałych częściach świata. - i zaczął medytować, unosząc się jeszcze wyżej, aż był widoczny jako czarna plama na niebie. Nie odpowiadał na żadne pytania ani wołania kobiety, ot jakby miał ją obecnie gdzieś...
Pozostawiona samej sobie Deith po dłużej chwili mogła zauważyć jak coraz mocniejszy wiatr odsłania spod piasku resztki ludzi którzy również postanowili "pomóc". Chociaż i tak pewnie zostali tutaj ściągnięci chęcią zyskania przeogromnej mocy płynącej z naszyjnika. Tych trupów są... dziesiątki. Jedne świeże, drugie praktycznie ogołocone do samych kości. Widać, że mężczyzna który jeszcze nie przedstawił się jej, mimo iż przeprowadził ją przez góry Targon i pół pustyni, sprowadzał tutaj tych biedaków od dosyć dawna...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Deith Luanes
Liczba postów : 14
Dołączył/a : 22/12/2016

#3PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Wto Sty 17, 2017 9:50 pm

Nie wiedziała czy dobrze robi, przybywając tu wraz z nieznajomym mężczyzną, jednakże nie mogła tak po prostu odmówić obiecanemu jej przepisowi na miksturę długowieczności. Nie dało się ukryć, że zależało Deith na utrzymaniu na długo nie tylko swojej urody, ale też i życia. Jak to młoda kobieta, dopiero po trzydziestce, miała jeszcze sporo planów, które miała zamiar zrealizować. Bała się, że nawet nie spostrzeże kiedy i bam, nagle pełna zmarszczek, kości już nie te, no i serce ledwo co bijące. Co to, to nie! Właściwie już od jakiegoś czasu planowała zdobyć ten przepis, ale... coś jej nie wychodziło. No, aż do teraz. Przedmiot jej "westchnień" był na wyciągnięcie ręki. Musiała "jedynie" pomóc wysokiemu ktosiowi, który jeszcze nie zdążył jej się przedstawić. No cóż, nie dbała o to i zamiaru też pytać nie miała. Uważała, że gdy zechce to to najzwyczajniej w świecie zrobi, a jak nie - trudno.  Póki co, rudowłosa postanowiła rozejrzeć się odrobinę, gdy ten medytował.
Nie była w stanie naliczyć dokładnie ile wokół znajduje się ciał. Niektóre były w pełni odsłonięte, inne przykryte po części piaskiem... i znając życie, głębiej też pewnie jakieś się znajdowały. Prawie że nie było momentu, w którym Luanes nie nastąpiła stopą na jakąś kość. Poszczególne nawet pod nią pękały. Były strasznie wysuszone, dość nienaturalnie. Ciekawiło ją dlaczego... i coś czuła, że niebawem będzie miała okazję się dowiedzieć.
- Hmm...
Burknęła pod nosem. Była oddalona od towarzysza podróży o jakieś niespełna piętnaście metrów. Przyglądała się stosom, nieróżniących się tak naprawdę od siebie, szkieletów, aż do momentu, gdy nie przykuł jej wzroku przedmiot leżący obok jednej z wielu czaszek. Ogólnie to nie spodziewała się, że cokolwiek będzie tu mogła znaleźć, gdyż jak myślała, wszystko, prócz kości - zostało w jakiś sposób "wyżarte". No ale jednak.
Podeszła więc zgrabnie do owej rzeczy, po czym postanowiła ją podnieść. Jak się okazało - był to różaniec... wykonany z kości, nie ludzkiej, ale słoniowej. Deith prychnęła jedynie i opuściła go na ziemię, przysypując go następnie piaskiem.
- Skraść życie zwierzęcia na rzecz durnego wisiorka z krzyżem. Ach Ci wierni...
Zielonooka przewróciła oczyma, z kolei zerknęła w stronę mężczyzny.
- Jeszcze tyle godzin...
Wypuściła powietrze z ust. Nie była jakoś wielce zmęczona, ale jak to ona - nie pogardziłaby kąpielą w łaźni i jakimś oleistym masażem. Usta miała lekko spierzchnięte. Suche warunki nie sprzyjały jej cerze. Na szczęście zabrała ze sobą malutki flakonik z natłuszczającym olejkiem. Wyciągnęła go, nałożyła odrobinę esencji na palec wskazujący i po chwili posmarowała nią wargi, a pojemniczek schowała z powrotem, dalej obserwując bezimiennego.
Bądź co bądź, nie przeszywała go wzrokiem i nie próbowała czytać mu w myślach. Po prostu się przyglądała, ale niedługo, gdyż ostatecznie postanowiła podejść do osamotnionego, półmetrowego kamienia, siąść obok, nałożyć kaptur na głowę i oprzeć się o niego, najwygodniej jak mogła.
Siedziała tak może z godzinę, aż w końcu przysnęła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#4PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Sro Sty 18, 2017 11:52 am


Zasnąć jej nie było dane, przynajmniej teraz. Z dala widoczna burza piaskowa zbliżała się coraz bliżej, a towarzyszący temu hałas był gorszy od miejskiego zgiełku zgiełku. A tajemniczy mężczyzna nadal lewitował na ziemią...
Coś trzeba w takiej sytuacji wykombinować, bowiem nie zapowiada się aby przeszła ona obok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Deith Luanes
Liczba postów : 14
Dołączył/a : 22/12/2016

#5PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Sob Sty 28, 2017 3:25 am

Wtem cały spokój zaczął zakłócać cholerny hałas, który z sekundy na sekundę zaczynał robić się coraz to bardziej głośniejszy. Sprawiło to, że Deith wstała na równe nogi niczym żołnierz na komendę podczas służby w wojsku. Nie musiała się wielce trudzić by spostrzec zbliżającą się w ich stronę burzę piaskową, która zdecydowanie nie miała zamiaru ich wyminąć. Najbezpieczniej byłoby się stąd teleportować w inne miejsce, jednakże... byłoby to bezcelowe. Oczywiście, mogłaby się tu potem z powrotem usadzić, ale co z bezimiennym? Cóż, nie wyglądał on na kogoś kto przejmowałby się "jakąś tam burzą piaskową", jednak czy był świadom zaistniałej sytuacji? Rudowłosa postanowiła zaryzykować. Usiadła znowu wygodnie na piasku obok kamienia. Następnie przymknęła oczy i zaczęła po nosem wypowiadać w kółko dobrze jej znane zaklęcie. Poskutkowało to pojawieniem się wokół niej, w obrębie dwóch, a może i nawet trzech metrów, prawie że niewidocznego pola siłowego. Jako, że to była jedynie burza piaskowa to i pole nie było nie wiadomo jak mocne. Należało do tych słabszych, które było w stanie odeprzeć fruwające w tę i we w tę ostre, czasem jak brzytwa, ziarenka piasku.
Kobieta długo na nadejście w to miejsce burzy nie musiała czekać. Kiedy tylko piasek zaczął atakować pole - zaczęło ono w niektórych miejscach, szczególnie w tych, w których piasek uderzał najmocniej, żarzyć się lekką czerwienią. Nie dało się ukryć, że był to dość ładny widok...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#6PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Pon Sty 30, 2017 10:34 am



Burza piaskowa rozpętała się w najlepsze. Fakt,  uderzające ziarenka piasku o barierę tworzyły niesamowity widok, jednak jakim kosztem? Jeżeli będzie to tak trwać jeszcze ponad godzinę, znajdzie się ona pod piaskiem, bowiem już na jeden ze ścian zaczął on osiadać mocniej, co może kobieta stwierdzić na własne oczy. Cóż, trochę piasku we włosach, ubraniu i innych miejsca będzie tylko niewielką niedogodnością, patrząc na to co może zdobyć. O ile nie podzieli losu tych nieszczęśników których kości miała okazję zobaczyć.

W międzyczasie Arthezil kończył przygotowania do otwarcia portalu na dużą odległość. Wszystkie dane o położeniu celu podróży otrzymał od nieznajomego. O dziwo, podał mu nawet położenie gwiazd, dzięki czemu zaoszczędził masę czasu. Nie musiał więc czekać aż całkowicie się ściemni. W końcu wstał od "surowego zaklęcia" i rzucił inkantację. Z jego akcentem, brzmiała ona na tyle dziwnie, aż druga osoba prychła ze śmiechu, aczkolwiek szybko opanowała się.
- Musisz wypowiadać inkantację? - zapytał, a w jego głosie brzmiała jeszcze nuta wesołości.
- Na większe dystanse jeszcze muszę rzucać skróconą wersję. - odpowiedział mu, dziwiąc się co w tym takie śmiesznego. W sumie jego studenci również czasami popadali w pętle śmiechu słysząc jak wypowiada zaklęcia.
- Och, a więc to JUŻ była skrócona wersja? -
- No tak. Wszystko gotowe, możemy wykonać skok do tego ołtarzu. - poinformował jednocześnie jako pierwszy wchodząc. Bez żadnego słowa, zawahania czy też strachu, jego przewodnik wkroczył za nim.

Pierwszy rzecz jasna pojawił się nikt inny niż Arthezil. Niczego nie świadom wyszedł z portalu kilka metrów nad ziemią. Miał strasznie ograniczoną widoczność, więc nic dziwnego, że spadł. Co jak co, ale lądowanie miał raczej miękkie, bo od razu wstał i strzepał z siebie resztki piasku. Nie wiadomo czemu to zrobił, bo chwilę potem znowu go pokrył. Zauważywszy, że znalazł się w centrum burzy piaskowej, kolejne otrzepanie ubrania odpuścił sobie.
Następnie z niebieskawej szczeliny na niebie wyłonił się jego towarzysz. W porównaniu do niego, wpierw sprawdził czy nie spadnie. W porównaniu do arcymaga, wiedział, że podane przez niego współrzędne znajdują się nieco nad ziemią. Po chwili zeskoczył i wylądował niczym koty na czterech łapach, obok Arhezila.
- Nie przeszkadza ci ten piasek? - zapytał zasłaniając twarz ręką, jakby miało to coś dać.
- Yhh, nie powiem, byłoby o niebo lepiej bez tej burzy. - odpowiedział robiąc to samo co on.
- Zatem... - mruknął raczej do siebie mężczyzna, po czym zebrał nieco energii, łudzącą podobnej do złotego proszku, i wykonał jakiś gest.  Fala mocy od razu rozniosła burzę, uspokajając nawet wiatr. Teraz nawet Deith mogła dostrzec ich, ponieważ zaklęcie rozniosło w drobny mak jej tarczę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#7PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Czw Lut 09, 2017 11:37 am


Deith zareagowała dosyć ostro na to wszystko co nagle zdarzyło się. Wstała, z grubsza się otrzepała i podeszła do jegomościa przybyłego wraz z Arthezilem:
- Dobra, dosyć tego! Przebyłam pół Demacii, Targon i spory kawałek pustyni by dostać przepis na długowieczność! Jednak myliłam się, zgadzając się pomóc ci! Wracam do siebie! - wykrakała mu wszystko prosto we twarz, grożąc jednocześnie palcem. Zbyt dużo na raz dla kobiety.
Nieznajomy jednak przyjął to spokojnie:
- A więc rezygnujesz? - zapytał zakładając rękę na rękę na wysokości piersi.
- Tak! - rzuciła ostatnie słowo w jego kierunku, odwracając się na pięcie i energicznie idąc przed siebie.
- Rozumiem. Potrafię wiele przewidzieć, ale są też sytuacje których nie przewidziałem. Ta... jest jedną z nich. - przyznał się do błędnego wyboru Deith do tego zadania. Chociaż sądząc po pozostałościach po innych ludziach, pomyłki zdarzały się zapewne dosyć często. W końcu tylko on wie, od kiedy leżą tutaj niektóre kości.
Wtedy też wtrącił się Arthezil:
- To może zechcesz przyjąć moją pomoc? - zapytał robiąc lekki ukłon. Kobieta przez chwilę się zastanawiała nad tą propozycją. Wydawał się on w pewien sposób znajomy, a zarazem obcy. Jakby już gdzieś go spotkała, lecz nie może sobie przypomnieć w jakich okolicznościach. W końcu postanowiła zaryzykować:
- A jaka to będzie pomoc? - pozwoliła arcymagowi się wypowiedzieć. Na te słowa poderwał się z ukłonu, założył ręce za plecy i ruszył w jej kierunku:
- Otóż młoda damo, otworzę ci portal wprost do stolicy Demacii. W końcu jesteś kobietą w opałach, czyż nie? -
- Nie do końca... ale dobrze. Zgadzam się. -
- Wyśmienicie. - i zabrał się do roboty. Po przygotowaniach, otwarciu przejścia odprowadził Deith aż pod bramę uniwersytetu. Na miejscu pożegnał się z damą i powrócił na pustynię. Tam przez chwilę szukał nieznajomego, jednak przez otaczając go energię, nie wykrył go. Dopiero jak zawołał, odezwał się:
- Po co ten wrzask? Chyba nie chcesz ściągnąć tu jakiś rabusiów w nocy? - rozbrzmiało nad nim. Gdy spojrzał, dostrzegł jego jak i coś o niemal identycznych kształtach przylepionym do jego pleców. Już wskazywał na to palcem z zapytaniem co to, jednak ten gestem ręki powstrzymał go:
- Nie odpowiem na twoje pytanie. Odpocznij, musimy czekać jeszcze na jedną osobę. - poinformował dżinna siadając w powietrzu po turecku. Nie pozostało mu nic do roboty, poza czekaniem...
W oddali widział także kropkę energii i zgadywał, że dotrze tutaj w okolicach poranku.

Z powodu braku odpisu przez dłuższy czas, Deith zostaje wyrzucona z eventu i przeniesiona fabularnie do stolicy Demacii, tak samo jak Torre. Pozostał tylko npc Arthezil i Selim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#8PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Pią Lut 10, 2017 9:04 pm

Selim zsiadł z konia i zaczął się rozglądać. Co to za miejsce? Wyjął Lightbringera w razie niebezpieczeństwa czyhającego wśród piasków i przyglądał się uważnie każdemu szczegółowi. Podchodził do każdej rzeczy leżącej w pobliżu i się jej przyglądał jeszcze nie wchodząc w interakcję chciał wiedzieć co go otacza i jak może to wykorzystać. Zagrożenie mogło czyhać z każdej strony i nie mógł sobie pozwolić na wrogi atak z zaskoczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Hecarim
Liczba postów : 5
Dołączył/a : 02/01/2017

#9PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   Czw Lut 16, 2017 10:22 pm


Dochodziła prawie północ i już ledwo co było widoczne. Czy to ludzkie i zwierzęce kości czy też sam ołtarz. Do tego dochodził jeszcze spadek temperatury, który na szczęście był nawet do wytrzymania. Szczególnie dla nieczłowieka. Arthezil, jego przewodnik jak i wysoki mężczyzna, który zdawał się być jakimś dżinem, usadowili swoje tyłki wygodnie na piasku nieopodal sporego kamienia. Oparli się o niego i tak siedzieli nie wymieniając ze sobą ani słowa. Czemu? Hmm, może tak naprawdę za sobą nie przepadali i jedynie w razie potrzeby uśmiechali się do siebie. Nie wiadomo. Niemniej jednak mieli spuszczone głowy i nie rozglądali się za bardzo, więc nie mogli spostrzec pewnej anomalii. Za to Ty Selimie mogłeś, dzięki temu, że postanowiłeś rozejrzeć się wokół głównej atrakcji tego miejsca.
Spod jednej skamieniałej części ołtarza wypełznął cień. Po chwili obserwacji można było spostrzec, że był on w kształcie węża i pomimo, że był jedynie cieniem - piasek się pod nim usuwał. Śledziłeś go starannie wzrokiem. Okazyjnie nawet podbiegałeś w jego kierunku, żeby przypadkiem go nie zgubić.  Spostrzegłeś, że kieruje się on w stronę "trójki muszkieterów", której wcześniej nie miałeś okazji poznać. Tak przynajmniej wydawało się Tobie na pierwszy rzut oka, ale też nie przejmowałeś się tym za bardzo. Wolałeś wtedy skupić uwagę na wężowatym czymś, co nagle zaczęło się ładnie uwypuklać i przywdziewać formę tajpana pustynnego. Wzrok miał skierowany na Arthezila, który w międzyczasie zdążył sobie zasnąć. Cóż, łatwy cel. Wąż z gracją podpełzł do swojej ofiary, a następnie owinął się lekko wokół szyi, w którą z kolei się w gryzł. Jako, że nie był to zwykły wąż, a wokół panoszyła się jakaś magiczna aura, której częścią było to jadowite gadzisko - mężczyzna nie był w stanie tego najzwyczajniej w świecie poczuć. Zwierzę jak szybko ugryzło tak też szybko rozpłynęło się w powietrzu. Natomiast Arthezil wstał w oka mgnieniu na baczność. Spojrzenie miał puste, a z jego czoła zaczęły spływać krople potu. Do tego jeszcze dochodziły drgawki. Nie da się ukryć, że zaniepokoiło to resztę kampanii. Dżin wraz z niejakim przewodnikiem wstali niepewnie, patrząc wzajemnie na siebie z niepewnością i przerażeniem w oczach. Nagle Arth rzucił zaklęcie, odpowiadające za otwarcie portalu, który rozświetlił z lekka otoczenie wokół.
- Co jest... - Rzucił jeden z nich.
Terraco uniósł nieznacznie głowę. Można było ujrzeć na jego twarzy szeroki uśmiech, wręcz demoniczny. Ponadto rozjarzone na czerwono, niczym zapałki, tęczówki. Dwójka nie zdążyła nawet dopowiedzieć czegokolwiek, gdyż ofiara ugryzienia niespodziewanie złapała ich silnym uściskiem za ręce i pociągnęła do teleportu, który następnie zniknął, a tym samym dopływ światła. Jednak byłeś na tyle blisko by spostrzec, że któryś z nich zostawił coś po sobie. Postanowiłeś to zbadać. Oczywiście mając się na baczności.

[z/t dla Artha i reszty familii]

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#10PisanieTemat: Re: Wschodni ołtarz słońca   

Powrót do góry Go down
 
Wschodni ołtarz słońca
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Kontynent Valoran

 :: Południe Valoran :: Shurima
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon