IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stary plac

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Sara 'Hunted' Blackhawk
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 26/12/2016

#1PisanieTemat: Stary plac   Czw Sty 19, 2017 5:16 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#2PisanieTemat: Re: Stary plac   Czw Sty 19, 2017 7:50 pm

Noc, pani ciemności otuliła swoim płaszczem Piltover jak również jego okolice. Uliczne lampy rywalizowały z migoczącymi na nieboskłonie gwiazdami oraz tarczą Księżyca. Ta, wydawała się dość sporej wielkości, a budynki na jej tle sprawiały wrażenie skąpanych w srebrnej poświacie. Ciepły wiatr, wraz z szumiącymi drzewami tworzyły spokojną melodię. Obydwa dźwięki były niczym instrumenty magicznej orkiestry. Czasami, dało się słyszeć cichnące odgłosy miasta. Nawet smog z budynków, nie był już taki jak za godzin popołudniowych. Zniknął gdzieś, unosząc się powoli ku górze.
Większość mieszkańców miasta dawno szykowała się do spania. Jednak nie wy. Wszak to dzisiaj miał odbyć się bal, na który zostaliście zaproszeni. Każde z was, w tym samym czasie dostało taką samą inwitację z instrukcją, gdzie odbywa się zbiórka oraz jak dotrzeć na miejsce, wraz ze zdjęciem rezydencji.

Spoiler:
 

Mimo, że mogliście sami wybrać się w podróż, to jednak ciekawość poznania innych wzięła nad wami górę. Zdecydowaliście się udać na miejsce zbiórki.
Najszybciej z was dotarł Vergil, niesiony wiatrem oraz siłą swoich majestatycznych skrzydeł. To dzięki nim, mogłeś podróżować znacznie szybciej niż inni. Poza tym, nie wyobrażałeś sobie, by poruszać się w innym sposobem. Twoim motywem, nie tylko była wykwintna kolacja oraz tańce, lecz możliwość pozyskania krwi, której cały czas potrzebowałeś. Wśród istot żywych, zajętych balem, bez problemu będziesz mógł, niepostrzeżenie upatrzyć jakąś ofiarę, aby zakosztować słodkiej vitae. Jako, że przybyłeś a miejsce pierwszy, nie dostrzegłeś póki co nikogo. Do czasu, kiedy na horyzoncie, po jakiś pięciu minutach, może więcej zjawiła się kolejna osoba.
Thresh, byłeś tym drugim, który zawitał na miejsce spotkania. Mogłeś dostrzec, że ktoś już jest. Bez najmniejszego problemu dostrzegłeś złożone skrzydła bardzo wysokiej postaci. Im byłeś bliżej, tym lepiej mogłeś dostrzec osobę, która tam się znajdowała. Jako byt, którym byłeś, czułeś, że ta istota na pewno człowiekiem nie jest. Miałeś rozmyślania, km jest ten, na którego musiałeś patrzeć z góry. Wiedziałeś, że ten ktoś jest zaproszony jak ty, gdyż na palcu dostrzegłeś pierścień, podobny do twojego, tylko z innym kamieniem szlachetnym. Thresh, pojawiłeś się na tym balu, z podobnych pobudek co Vergil. Tylko ty, nie szukałeś krwi, a przyszedłeś po dusze. Świeże i smaczne. Ty jeden pośród tych wszystkich żywych istot. Mogłeś poczuć się jak pan i władca, bo twój kamuflaż działał, wręcz idealne. Wystarczyło tylko zakręcić się, wokół samotnej pannicy, desperacko poszukującej mężczyzny, a dusza zostanie ci podana jak na złotej tacy.
Obaj mieliście czas, żeby ewentualnie porozmawiać, gdyż na kolejnych gości balu, musieliście poczekać prawie trzydzieści minut. Tak to bywa, kiedy przychodzi się zdecydowanie za wcześnie.
Terjei oraz Khada Jhin pojawili się niemal równocześnie. Terjei, długo zastanawiałeś się, czy udać się na bal, ale wręcz w ostatniej chwili uznałeś, że jednak się pojawisz. Uznałeś, że to dobra okazja na rozmowy i plotki. Na takim balu zawsze bywa mnóstwo ludzi, którzy coś znaczą w Pitlover. Co za tym idzie, mogą poruszyć temat tobie bliski sercu- przestępczości w ich ukochanym mieście. Zdajesz sobie sprawę, że ich majątki bywają zagrożone, a oni sami mają wrogów. To wręcz idealna okazja dla ciebie, żeby wcielać swoje marzenie w życie. Jhinie, ty zaś jako wirtuoz, znawca muzyki pozwoliłeś sobie na to, aby się tutaj znaleźć. Ktoś taki jak ty, posiadający zmysł muzyczny i duszę artysty, nie przeszedłby obok takiego wydarzenia. Dla ciebie, to będzie istny raj. Śpiew, muzyka oraz tańce. Uznałeś, że kogoś takiego jak ty, nie może zabraknąć na uroczystości, jeszcze z taką śmietanką towarzyską. Oboje dostrzegacie Vergila oraz Thresha. Dość zabawnie to wygląda, kiedy taki kurdupel stoi obok wielkoluda. Jak tylko znajdziecie się blisko nich, zauważycie pierścienie. Wiecie już, że i oni są gośćmi balu.
Ostatnimi, ale i nie ostatnimi zostali Lex i Xel. Obaj, wręcz biegli, aby się nie spóźnić. Tak to bywa, kiedy bracia dbają o siebie i chcą, wyglądać elegancko, tak aby, żaden się nie ośmieszył. Musieliście przecież godnie się prezentować. Co was sprowadziło na bal? Ciekawość! Nigdy nie mieliście okazji, aby być na takim balu. Poza tym, liczycie na spotkanie kogoś, kto pomoże wam wrócić do korzeni. Wiecie już, ze swojego doświadczenia, że jeśli ma się pieniądze, to można zrobić wręcz wszystko. Macie w planach, zakręcić się wokół jakiegoś bogacza, a może lepiej bogaczki, a jeszcze lepiej bliźniaczek, coby sobie lepiej poradzić sobie z waszym marzeniem. Możecie dostrzec stojących na placu osobników. Jeden z nich wygląda jak jakiś ożywiony posąg, jeszcze jeden jak paniczyk z bogatego domu, a trzeci ma minę, jakby mu ktoś kij w dupę wsadził. W każdym razie, wiecie, że tak jak i wy, są gośćmi balu- dostrzegacie pierścionki na ich palcach.
Kiedy już myśleliście, że będziecie cieszyć się tylko swoim, męskim towarzystwem, na horyzoncie pojawiła się biegnąca dama. Deith, mimo tego, że jesteś kobietą o twardym charakterze, nadal jesteś kobietą. Udzieliło ci się typowe nie mam w co się ubrać, mimo,że zakupiłeś kilka sukienek konkretnie na ten jeden bal. Czemu się tu zjawiłaś?  Gdyż kobiety lubią bale, nawet gdy ich serca są mężne i dzielne. Poza tym, może to tutaj, chcąc nie chcąc spotkasz księcia z bajki? Nie, nie takiego na białym koniu, tylko równemu tobie! Poza tym, jako mistrzyni ognia, umiejąca się nim posługiwać, zamierzasz spróbować swojego szczęścia i oczarować gości, jeśli ci na to pozwolą, swą sztuką władania ogniem.
Nie minęła chwila, od kiedy pojawili się bliźniacy, a na plac zajechało sześć powozów. Czarne, majestatyczne konie, po dwie pary przy każdym transporcie, patrzyły na was swymi pięknymi oczyma. Obserwowały każdego z was, z osobna. Każdy woźnica ubrany był w inny kolor szaty: niebieski, czerwony, żółty, zielony, czarnym oraz biały. Nie było widać ich twarzy, gdyż te zakryte były padającym, z nakrycia głowy ceniem. Jedyne, co mogliście dostrzec, to blade dłonie, które mocno i pewnie trzymały lejce.
Transport przybył więc mogliście zagrzać miejsca w powozie, tylko, że napotkaliście pewien problem. Drzwi, za cholerę nie chciały się otworzyć. Widać, organizator balu bardzo lubił stroić sobie żarty z gości. Pozostało wam zatem dojść, jak dostać się do powozów. Wszak nie wypadało się spóźnić.

//OOC: No dobrze, to zaczynamy. Kolejność postów jest następująca: Vergil, Thresh, Terjei, Jhin, Lexi Xel oraz Deith. Nie wiecie, że Thresh używa iluzji dopóki tej nie zdejmie!
I macie pierwszą zagadkę. Powodzenia w jej rozwiązaniu! Wszelkie pytania, wątpliwości piszcie pod postem fabularnym, za ukośnikiem po OOC. Będę wam odpowiadać albo w następnym poście, albo dostaniecie odpowiedź na pw. Mała podpowiedź ode mnie: wszystko u mnie ma znaczenie, nawet mały detal, więc uważajcie! ;) Jak mi ktoś nie przysłał potrzebnych rzeczy to, żeby to zrobił jak najszybciej. Na odpisy macie czas do jutra do tej samej godziny. Jak ktoś nie odpisze, to jego postać będzie kierowana przeze mnie w nieznacznym stopniu czyli postać poszła za innymi, żeby nie zostawiać nikogo w tyle


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 21

#3PisanieTemat: Re: Stary plac   Czw Sty 19, 2017 10:07 pm

Czułem się dosyć... nieswojo. Cała ta sytuacja była dosyć absurdalna. Paczuszka jaką otrzymał, strój, pierścień. Zaproszenie. Mapa. Z jakiego powodu ktokolwiek miałby go zapraszać na wystawny bal? To było interesujące, ale to, co zajmowało umysł wampira najbardziej... jakim cudem ktoś wiedział, jak go znaleźć i kim jest? Zdawać by się mogło, że jest całkowicie anonimowy, a mimo tego - niewątpliwie przesyłka trafiła do odpowiedniej osoby. Zwłaszcza, kiedy na swojej szacie dostrzegł wycięcia na skrzydła.
Udałem się na miejsce, bo jaki inny miałem wybór? Trzeba było poznać gościa, który najwidoczniej znał mnie na tyle, by wiedzieć, jak dobrać mi się do tyłka. A przedtem warto będzie się dowiedzieć, kto dostał podobne zaproszenia. A nuż natrafi się jakaś smaczna ciekawa osoba?
Gdy znalazłem się wysoko nad placem, nie lądowałem. Z oczywistych względów. W końcu jakąś mam pewność, że nie czeka na mnie zasadzka? Co jak co, ale wampir, morderca - ludzie mieli powód, by na mnie polować. Nie było takich prób zbyt często, bo zwyczajnie nikt mnie nie zna i nie wie, gdzie siedzę... aż do dziś. Stąd też oczywistym zabezpieczeniem była najpierw obserwacja okolicy.
Z góry widać względnie dobrze, zatem po kilkuminutowej analizie doszedłem do wniosku, że nikt się w pobliżu nie ukrywa. Pikując dostrzegłem jedynie jakiegoś gościa zbliżającego się na miejsce. Nikt mu nie towarzyszył. Możliwe, ze też był jednym z zaproszonych.
Na ogół byłem aspołeczny, ale zagadanie do tego typka było dobrym sposobem żeby dowiedzieć się, kim jest i dlaczego się tu znalazł...
- Witaj. Na bal? - zagadnąłem pokrótce, nie siląc się na szczególne uprzejmości. Nie ufałem temu człowiekowi i w każdej chwili gotów byłem zareagować, ale... czym to się różniło od mego codziennego postępowania? No właśnie. - Znasz się z tym... Vonder Craftem? - zagadnąłem po dłuższej chwili ciszy, jaka zaległa po odpowiedzi. Chyba, że gość nie odpowiadał nawet na pierwsze pytanie. Wtedy zwyczajnie odwzajemniłem się milczeniem.
Spoglądałem na kolejnych przybywających, choć od momentu zagadania do pierwszego minęło trochę czasu. Na każdego patrzyłem i analizowałem, co mogło nas wszystkich łączyć, że to akurat my dostaliśmy zaproszenia na ten bal. Starałem się skupić wszelkie moje zmysły, na które zawsze mogłem liczyć: węch, by poznać, skąd przybywają i czym się trudnią. Wzrok, próbując odgadnąć ich status społeczny, zdolności bojowe czy jakiekolwiek wskazówki, jaka mogła dać mu aparycja przybyszów. I nareszcie, rzecz jasna, słuch. Warto było podsłuchać ich rozmowy, o ile jakiekolwiek się odbyły.
Ze względu na skupienie na obserwacjach, sam nie mogłem się zbyt mocno zaangażować w rozmowę z kimkolwiek, ale takiemu odludkowi jak ja to było nawet na rękę.
Jako ostatnie nadjechały powozy. Dokładnie sześć... na siedmioro zaproszonych. Och, tak - para z nich była zapewne bliźniętami. Dosyć rzucało się to w oczy.
Nie bez uwagi obeszły się też kolory ubioru poszczególnych woźniców. Może nie lubiłem się dopasowywać, ale stwierdziłem, że z jakiegoś względu zostały one przyporządkowane. Spojrzałem więc dla pewności na pierścień na swoim palcu, po czym ruszyłem do powozu z człowiekiem odzianym w czerwień.
- Można? - zagadnąłem, po czym spróbowałem otworzyć "swój" transport.
Jeżeli okazał się być zamknięty a woźnica nie odpowiadał, obejrzałem dokładnie drzwi, szukając jakiegoś miejsca na klucz, czy czegokolwiek. Jeżeli tegoż nie było, zapukałem - jeżeli zamka nie ma od zewnątrz, to ktoś musi siedzieć w środku, skoro są zamknięte.
Bez paniki. Zawsze zostają skrzydła... lub mniej pokojowe rozwiązania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Thresh
Liczba postów : 91
Dołączył/a : 26/11/2016

#4PisanieTemat: Re: Stary plac   Czw Sty 19, 2017 10:57 pm

Od niedawna postanowiłem zmienić swoje miejsce pobytu, czując przeokropną nudę na Wyspach Cienia. Nie miałem nic do zrobienia - zero nowych dusz, zero osób żywych .. To najbardziej mnie dobijało, niektórzy powiadali, że byłem jeszcze bardziej zamknięty na otoczenie niż zazwyczaj. Aby zrobić sobie przerwę od monotoniczności, wybyłem ze swej rezydencji by znów ujrzeć życie - prosto do Ionii.
Całkiem niedawno otrzymałem list, w kopercie zaś znajdowało się coś więcej niż samo pismo. Spodziewałem się, że ktoś z Wysp Cienia będzie chciał się ze mną porozumieć, lecz to, co ujrzałem, wprowadziło mnie w zaskoczenie ale i też zdziwienie. Pismo skierowane prosto do mnie było zaproszeniem. Na bal. Kto, u licha, chciałby mnie gdziekolwiek zapraszać? Spośród ludzi żywych? Tajemnicą nie było, że umarłem. Jakiś stary znajomy? Zresztą. Kto by mnie pamiętał. Jednakże, ciekawość wzięła górę. Podjąłem decyzję, aby zjawić się na owej uroczystości. A nuż, znajdę ciekawą osobę z silnym charakterem.. po to, aby później zwabić ją prosto w pułapkę a następnie wyrwać duszę za pomocą swych szponów. Na samą myśl zaśmiałem się cicho, odkładając list na biurko.

***

W wyznaczony dzień tygodnia przybrałem ludzki wygląd, a następnie, odstawiony jak pan i władca otworzyłem portal aby przenieść się na miejsce zbiórki. Całe szczęście, że podróżowałem dużo i wiedziałem o tym miejscu. Dzięki temu mogłem bez problemu zjawić się przed czasem w punkcie zbornym. Przeszedłem przez portal, który całkowicie pochłonął moją materię. Czułem to, jak najmniejsza cząstka rozpływała się w nicość, a następnie materializowała się w wytyczonym przeze mnie okręgu.
Rozejrzałem się po placu. Było ciemno, jednak moje tęczówki lekko jarzyły się pośród cieni, jednak prawie niezauważalnie. Wiedziałem o tym, był to niestety skutek uboczny tej formy - przez oczy można zajrzeć do głębi duszy, a w głębi mojej.. duszy, istniała jedynie czysta magia. Przybyłem jako drugi, co zdziwiło mnie. Uniosłem lekko brew, gdy z każdym krokiem zbliżając się do postaci odczuwałem lekkie drgania magii wokół postaci, która prawdopodobnie była gościem tejże imprezy. Czyli nie jestem sam. Ciekawe, ilu jeszcze z nas przybędzie? Czy dałem się złowić w pułapkę? Ja nie jestem zwykłym człowiekiem, a nieznajomy, którego widziałem z pewnej odległości również nie należał do bytów zwykłych. Na jego palcu również dostrzegłem sygnet, jednakże o innym kolorze, niż mój. Aktualnie po moich myślach krążyło kilka pytań, jednakże główną myślą było: “Co te pierścienie mają oznaczać? Tylko to, że są wizytówką gości, czy może coś jeszcze? Czy mają inne właściwości?”. Na pytania postawione przez siebie nie byłem w stanie odpowiedzieć w aktualnym momencie. Czas pokaże.  
Wreszcie, do moich uszu dotarł głos nieznajomego. Nie było to nic szczególnego, zapytał się tylko o to, czy również wybieram się na bal. Stwierdziłem, że odpowiem. Trzymać język za zębami to tak nieelegancko, nieprawdaż?
- Tak. - odparłem krótko jakże spokojnym głosem, dość niskim i chłodnym - Nie spodziewałem się, że ktoś przybędzie przede mną. I niestety, muszę Cię zasmucić, ale nie znam tego człowieka.
Nie odezwałem się już więcej, czekając na rozwój wydarzeń. Co jakiś czas rozglądałem się, mój wzrok wodził po okolicy i zahaczał o coraz to nowsze sylwetki postaci, które to pojawiały się z czasem. Nie rozmawiałem z nikim, chłodno oceniałem sytuację. Szóstka osób, która przybyła na palcach miała owe pierścienie, które z każdą minioną minutą wywierały we mnie presję, ciekawość. Nie bałem się, gdyż nie miałem nic do stracenia. Mogłem tylko zyskać.
Nareszcie wydarzyło się coś ciekawszego, niż przybycie gości z czasem. Mianowicie, na plac wjechał powóz, dla każdego gościa. Z tego co zauważyłem, każdy wóz przypisany był do kamieni szlachetnych osadzonych w naszych pierścieniach. Ciekawe. Może rzeczywiście owe ozdoby miały jakieś większe zastosowanie niż tylko błyszczenie.
Gdy tylko woźnica zatrzymał transport, udałem się do swojego wyznaczonego metra kwadratowego i chwyciłem za klamkę. Drzwiczki ani drgnęły. Hm.. zmarszczyłem nieco swe brwi, a usta me wydęły się w grymasie niezadowolenia. Nie znosiłem, gdy coś szło nie po mojej myśli. Jednak zaraz.. skoro kolor kamienia przypisany jest woźnicy, to nie bez powodu. Wyciągnąłem swoją dłoń, zaciśnięta w pięść, z sygnetem w stronę drzwi, licząc, że coś się stanie. Klucza do drzwiczek nie miał, ale co jeśli tym kluczem okaże się ozdoba?




Ostatnio zmieniony przez Thresh dnia Pią Sty 20, 2017 6:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Terjei Duibhne
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 23/12/2016

#5PisanieTemat: Re: Stary plac   Pią Sty 20, 2017 4:21 pm

Nie lada zaskoczeniem była dla mnie przesyłka jaką otrzymałem jakiś czas temu. Już sam fakt, że ktoś do mnie pisał był dość niemałą niespodzianką. Wszak nie miałem zbyt wielu znajomych, właściwie to była tylko jedna osoba. Tylko jedna osoba tak naprawdę mogła wiedzieć gdzie mieszkam, ale i to wydawało mi się mało prawdopodobne. Prędzej mogła być to właśnie wiadomość dla niej. Nie. To było jedyną możliwością. Szybko jednak musiałem porzucić ten pomysł, adresatem byłem ja. Gdybym nie zobaczył swojego imienia na przesyłce pewne nawet bym jej nie ruszył, ale skoro było to dla mnie... Czytając wiadomość nie miałem pojęcia co o tym myśleć. Kompletnie obca mi osoba zapraszała mnie na bal. W dodatku w jakiś sposób znała mój rozmiar jak i preferencje co do strojów jakie noszę. Jeden rzut oka na ubranko wystarczyło, żebym miał co do tego pewność. Szczerze powiedziawszy w pierwszej chwili miałem zamiar po prostu to zignorować i zapomnieć, że w ogóle tą przesyłkę otrzymałem. Dlaczego tego nie zrobiłem? Powód był tylko jeden - miejsce zbiórki znajdowało się w pobliżu Piltover. Postanowiłem to zbadać. W mojej głowie pojawiło się kilka teorii co do tego zaproszenia, niektóre z nich były naprawdę dziwne. Co by jednak za tym wszystkim nie stało miałem jedno postanowienie - jeśli było więcej miejsc zbiórki, chociaż nie. Tego i tak wykluczyć nie mogłem. Więc inaczej, jeśli w miejscu zbiórki z mojego zaproszenia pojawiłbym się tylko ja nie miałem zamiaru udawać się na żadne przyjęcie. Jeśli pojawiłoby się więcej osób miałem zamiar przyjrzeć się sprawie dokładniej.

Tego konkretnego dnia włożyłem otrzymany strój, bo przecież jako że zwykle na przyjęciach nie bywam nie miałem nic innego co mógłbym założyć na taką okazję. Trzeba jednak przyznać, że czułem się w niem całkiem dobrze, pasował mi idealnie. Zarówno pod względem fizycznym jak i mentalnym, ten strój był jakby stworzony dla mnie. Wyszedłem ze swojego mieszkanka nieco wcześniej. Jakoś nie mogłem w nim wysiedzieć. Więc, żeby nie pojawić się zbyt wcześnie kluczyłem ulicami Piltover przez jakiś czas. A może chciałem trafić na kogoś lub na coś przez co nie udałoby mi się dotrzeć na miejsce zbiórki? Nawet jeśli to tego dnia Piltover było wyjątkowo spokojne i bez przeszkód zjawiłem się na placyku z tajemniczej wiadomości.
Byłem chyba bardzo zamyślony skoro nie udało mi się niczego zauważyć wcześniej, jednak kiedy już znalazłem się na miejscu od razu to zrozumiałem. Jeden z dwójki mężczyzn, którzy już czekali na transport - wiedziałem, że oni również dostali zaproszenie, mieli pierścienie podobne do tego, który sam otrzymałem. W każdym razie od razu poczułem, że jeden z nich coś ukrywa. Jakaś magiczna iluzja lub coś podobnego wisiało wokół niego. Dlatego też od tamtej chwili zachowałem najwyższą ostrożność. Starałem się nie dać po sobie poznać, że to zauważyłem więc skinąłem głową na powitanie i stanąłem nieco z boku. Nie odzywałem się, właściwie nie robiłem nic. Nic poza skrytym obserwowaniem tego osobnika. Co prawda ten drugi też mi się nie podobał, ale to temu pierwszemu (Threshowi) poświęciłem większość swojej uwagi. Nie podobało mi się to, ale przecież postanowiłem zbadać tą sprawę. Czekałem więc. W międzyczasie pojawiały się kolejne osoby, każdej skinąłem głową na powitanie. I tyle, żadnego słowa, żadnego więcej gestu. Skinienie głowy.
W końcu nadjechały powozy. Nie było trudno odgadnąć, że barwa szat każdego z woźniców przyporządkowana była do koloru kamienia jaki każdy z zaproszonych otrzymał. Tak przynajmniej mi się wydawało. Bez zwłoki ruszyłem ku powozowi z ubranym na żółto woźnicą. Pociągnąłem za klamkę, ale ta ani drgnęła. Czyżbym się pomylił? Spojrzałem pytająco na kierującego pojazdem, ale nie wydawało mi się, aby chciał mi cokolwiek wyjaśniać. Pokazałem mu swój pierścień. Czy o to chodziło? Złapałem ponownie za klamkę i jeśli ponownie drzwi się nie otworzyły to postanowiłem bliżej przyjrzeć się samej klamce i drzwiom. Byłem przekonany, że właśnie o kolor kamienia w pierścieniu chodziło więc to on musiał otwierać pojazd. Należało dotknąć nim klamki? A może w drzwiach było jakieś wgłębienia lub coś takiego? Jeśli jednak nie znalazł rozwiązania to niechętnie musiał zerknąć na pozostałych zaproszonych. Jak oni poradzili sobie z tym problemem? A może podobnie jak on nie wiedzą co powinni zrobić?

// OOC Pisanie w pierwszej osobie... ;_;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#6PisanieTemat: Re: Stary plac   Pią Sty 20, 2017 7:34 pm

Skoro pragną mnie na balu - zjawię się. Otrzymany list doprawdy mnie zaintrygował. Na podobnych przyjęciach byłem gościem wielokrotnie, jednak rzadko otrzymywałem pisemne zaproszenia. Nic osobistego, na ogół często zmieniam miejsce zamieszkania. Wręcz nie mogę się doczekać, gdy dane mi będzie posłuchać klasycznych, pięknych utworów orkiestrowych, bądź zakosztować zapachu czerwonych, kaszmirowych róż przygotowanych specjalnie na jeden wyjątkowy wieczór. Obejrzałem dokładnie kopertę. Była bardzo ładna, złoto zdobiona, schludnie wykonana. Pismo również. Uniosłem lekko brew, wertując wzrokiem dokument. Nie znałem tego nazwiska. Mieszane uczucia wzbudziła we mnie również obecność diamentowego pierścienia. Długo się zastanawiałem, czy ten mężczyzna mógłby mieć do mnie interes, sądząc po tak kosztownym upominku. Nie działam w zawodzie najemnictwa. Uważam się za artystę, który dzieli się własną sztuką, aby każdy mógł w niej uczestniczyć i zyskiwać inspirację, ale odpowiednie pieniądze mogłyby przekonać do wystawienia prywatnego przedstawienia scenicznego. Uśmiechnąłem się lekko. Obym dobrze się bawił, nie lubię żałować własnych decyzji.  


W umówionym miejscu zjawiłem się punktualnie. W tych godzinach ulice są mniej uczęszczane, a Piltover ostatnimi czasy poznałem na tyle dobrze, że nie miałem problemu, aby odnaleźć plac. Gdy tylko nieco się zbliżyłem, zdobione kamienie szlachetne na sygnaturach gości od razu zyskały moje zainteresowanie. Fantastycznie mieniły się w obecnym świetle, wzbudzając dodatkowy zachwyt. Ich właściciele niestety nie byli z pewnością wart podobnej uwagi, dlatego nie podchodziłem, aby się przywitać. Wolałem zająć się własnymi myślami, a raczej pytaniami, które nie dawały mi spokoju. Nadal miałem swoiste wątpliwości co do słuszności przyjęcia zaproszenia.
Od własnych spraw wyrwały mnie nadciągające powozy. Stukot końskich kopyt niósł się echem wzdłuż placu, przykuwając sobą uwagę. Więc tradycyjnie, tak lubię najbardziej. Podszedłem lekkim krokiem do woźnicy, aby przywitać się z nim skinieniem głowy, po czym pociągnąć za klamkę. Zdziwiłem się, rzecz jasna, odchodząc kilka kroków od transportu, gdy drzwi nawet nie drgnęły. Byłem ciekaw, co zrobią inni, prócz oczywiście użycia pierścienia. Wcale nie głupi pomysł, skoro każdy powóz odpowiadał barwie kamienia. Westchnąłem. Liczyłem, że już niedługo dane mi będzie zobaczyć słynną rezydencję.


Ostatnio zmieniony przez Khada Jhin dnia Sob Sty 21, 2017 1:36 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Deith Luanes
Liczba postów : 14
Dołączył/a : 22/12/2016

#7PisanieTemat: Re: Stary plac   Pią Sty 20, 2017 10:39 pm

Cóż, zaproszenia na bal nie były dla mnie żadną nowością. Wręcz przeciwnie, otrzymywałam je dosyć często. Czy to od wpływowych ludzi, którzy pragnęli przekabacić mnie na swoją stronę, czy też ludzi po prostu wdzięcznych za pomoc. Wbrew pozorom, nie pojawiałam się na nich wszystkich, bo gdyby tak było... brakowałoby mi czasu dla mej samej. Głównie o moim pójściu zawsze decydowało to czy się opłaca oraz czy coś z tego będę miała. Materialistką nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę, jednakże jestem osobą, która zdecydowanie potrzebuje zachęty by coś uczynić, szczególnie jeśli chodzi opuszczenie własnych czterech ścian.

Tym razem nowe odzienie, no i onyxowy pierścionek były wystarczającą zachętą by opuścić łaźnie, całą Demacię i wyruszyć do Piltover... na miejsce zbiórki. W głębi duszy coś czułam, że reszta zaproszonych, o ile jakaś była, również pojawi się w umówionym miejscu, a nie będzie kłopotać się z dotarciem samodzielnym już na bal.

Choć często podróżuję, to w Piltover byłam może raz, także teleportowałam się jedynie w miejsce, które zapamiętałam stamtąd najbardziej. Potem pozostało mi już jedynie pytać przechodniów o drogę i najwyżej korzystać z mapy, czyli coś za czym nie przepadałam. Nie dało się ukryć, że z geografii najlepsza nie byłam i zdarzało mi się nie radzić sobie z ogarnianiem własnego położenia. Musiałam wtedy polegać na ludziach. Tak też było tym razem. W ciągu całego odnajdywania drogi zdążyłam prawdopodobnie zaczepić około piętnaście osób. Nie wszyscy byli przyjaźnie nastawieni i nie za każdym podejściem działała próba użycia uroku osobistego, ale ostatecznie udało się! Nieco spóźniona, jednak i tak zdążyłam przybyć wcześniej niż same powozy. Co z tego, że przyjechały już niespełna po dziesięciu sekundach od stanięcia obok mężczyzn.
Właściwie to nie zdążyłam nawet zmierzyć wzrokiem pozostałych. Od razu moją uwagę skradły kolory strojów woźnic. Dopiero po chwili zorientowałam się, że każdy z zaproszonych także otrzymał pierścień, tyle że innej barwy, i jak to już inni zdążyli wywnioskować – kolor biżuterii odpowiadał kolorowi woźnicy. Czy na pewno? Zobaczymy.
Podeszłam więc do jednego z powozów, na którym siedział woźnica odziany w czarne szaty, a następnie pociągnęłam za klamkę od drzwi. Nie otwarły się, tak samo jak reszcie. Szczerze powiedziawszy to nie chciało mi się za bardzo rozwodzić nad tym wszystkim, więc machnęłam jedynie lekko dłonią przy klamce, wyszeptałam pod nosem zaklęcie odpowiedzialne za otwieranie zamków i liczyłam na to, że zadziała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Lex i Xel
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 13/12/2016

#8PisanieTemat: Re: Stary plac   Sob Sty 21, 2017 9:06 am

Troszkę nam się zbiegło. Ale chyba nie spóźniliśmy się, wnioskując po tym, że nie było jeszcze żadnego środku transportu, ani niczego innego. Cóż, tak to jest, jak chce się wyglądać elegancko i mieszka się taki kawał od miejsca zbiórki. Piltover nigdy nie było nam jakoś wyjątkowo bliskie, ale jego bliskość do Zaun sprawiało pewne możliwości. Była to ta "lepsza strona nauki", choć wciąż miała ona pewien negatywny wpływa na okoliczną faunę i florę. Tyle że tutaj jest większa szansa, by coś osiągnąć, w kierunku w którym zmierzaliśmy.
Obecni, zebrani już pozostali goście byli dziwni. Nie wzbudzali mojego zaufania. No, przynajmniej ten skrzydlaty olbrzym i człek, od którego śmierdziało jakąś wyjątkowo nieprzyjemną aurą. Po prostu jakoś nie wzbudzał zaufania. Choć pewnie Lex tego nie czuje. W końcu od tego ma mnie. Mam nadzieję, że nie pożałuje zostawienia claymora w domu.
Podjechali. Sześciu woźniców i sześć wozów. Dobrze że pomyśleli o naszej dwójce jako o jednym. Wolał bym się z Xelem nie rozdzielać. On pewnie tak samo.
Muszę przyznać, że gospodarz ładnie to opracował. Pierścienie w różnych kolorach, przypisane do nich barwy strojów woźniców. Podszedłem do niebieskiego człowieka i jego pojazdu. Skinąłem głową i chwyciłem śmiało za klamkę. Może zbyt śmiało. Kto to wie, tych z Piltover, jakie to u nich maniery są. Nic jednak, bo drzwi były zamknięte. Uniosłem swoją laskę i zastukałem delikatnie gałką trzy razy.

"To klucz" przeszło mi przez myśl. Podszedłem do Lexa i wyciągnąłem dłoń, na której spoczywał pierścień. Skierowałem go w stronę drzwi. Może podziała.
W międzyczasie, rozejrzałem się dookoła. Xel najwyraźniej miał pomysł. Tak jak wcześniej zwróciłem uwagę tylko na tych dwóch dziwnych typów, tak teraz omiotłem wzrokiem wszystkich zebranych. Zaciekawiło mnie, że zaproszonych zostało pięciu mężczyzn i tylko jedna kobieta. A przynajmniej spośród tu zebranych. No i onyks? Toż to kamień półszlachetny. Czymże więc różni się od nas ta niewiasta?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#9PisanieTemat: Re: Stary plac   Sob Sty 21, 2017 12:17 pm



Każdy woźnica przyglądał się z wam z wielką uwagą. Zupełnie tak, jakby chciał poznać jak najwięcej detal z waszych strojów, waszego zachowania. W momencie, kiedy niektórzy z was zaczęli się odzywać, od razu skierowali swoje głowy w wasze strony. Mogliście poczuć się trochę niekomfortowo, gdyż patrzenie w taki sposób na kogoś, nie było zbyt przyjemne. Poza tym, zdawali się być zimni jak lód, gdyż nie wypowiedzieli ani jednego słowa. Tak, jakby im ktoś zabronił.
Każdy z was, przyglądając się drzwiom powozu, bez problemu mogliście dostrzec z jaką dokładnością wyrzeźbione zostały, delikatne kwieciste wzory. Istne dzieło sztuki. Ktoś musiał spędzić bardzo dużo czasu, na dopracowaniu tych wszystkich detali.
Co najważniejsze, mogliście zobaczyć, że w miejscu, gdzie zawsze znajduje się dziurka od klucza, widać otwór. Ten, bardzo przypominał kształt części pierścionka, w której znajdował się szlachetny kamień. Dlatego, Thresh bardzo trafnie wydedukowałeś, że
kluczem jest ozdoba, którą posiadacie a palcu. Wystarczyło, tylko włożyć w otwór pierścionek tak, aby go w niego dopasować i po prostu przekręcić.
Cóż, Deith poszłaś na zupełną łatwiznę, więc raz dwa trzy i otworzyłaś drzwi. Poczułaś jednak, zimny dreszcz przechodzący przechodzący przez całe twoje ciało, kiedy to woźnica odwrócił w twoją stronę głowę.
Terjei, ty ze swoją umiejętnością  czujesz, że coś jest innego z Threshem. Nie wiesz jednak, co takiego, ale na pewno będziesz bardziej czujny.
Jak już udało wam się wsiąść do powozów, każdy woźnica pociągnął lejce, a wy pojechaliście na bal.

/OOC: proszę wszystkich o napisanie z/t w swoim poście. Możeci opisać, co wasze postacie robiły do momentu zatrzymania się. Na razie lecimy bez kolejki i przechodzimy do tematu: http://last-bastion.forumpolish.com/t147-rezydencja-na-uboczu

Póki co nie ma kolejki-jak będzie taka potrzeba-to takową ustalimy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Thresh
Liczba postów : 91
Dołączył/a : 26/11/2016

#10PisanieTemat: Re: Stary plac   Sob Sty 21, 2017 3:55 pm

Plan który wymyśliłem - ten tyczący się użycia sygnetu jako klucza okazał się dość trafny, dlatego też bez problemu wsiadłem do swojego powozu, zamykając drzwiczki z lekkim trzaśnięciem. Usiadłem wygodnie na siedzisku, a plecy luźno oparłem o miękkie i komfortowe oparcie. Nie lubiłem zbytnio takich małych, zamkniętych przestrzeni, źle mi się kojarzyły. Jednak na całe moje szczęście w ściance powozu zamontowane były okienka, z których mogłem dobrze obserwować mijane obiekty, takie jak budynki, drzewa czy po prostu krajobraz. Przeokropnie mi się dłużyło, a wyboje na drodze pogarszały sprawę, obijając tylko moje ciało. Tego nie znosiłem w powozach takich jak ten - amortyzacja była słaba i dało się czuć dosłownie każdy kamyczek pod kołem. Normalnie jak w bajce o księżniczce na ziarnku grochu.

z/t


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Terjei Duibhne
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 23/12/2016

#11PisanieTemat: Re: Stary plac   Sob Sty 21, 2017 4:17 pm

Tak jak przypuszczałem pierścień był swego rodzaju kluczem otwierającym drzwi do powozu. Wszedłem do środka u usiadłem na tylnym siedzeniu, żeby widzieć co za widok roztacza się przede mną. Chyba, że tylnego siedzenia nie było, ale mniejsza z miejscem jakie zająłem. Byłem zaniepokojony. Woźnicą na spojrzenie, którego przeszedł mnie dreszcz, ale przede wszystkim pozostałymi gośćmi. To oni najbardziej mnie niepokoili. Roztaczali wokół siebie taką aurę, w powietrzu wisiało tyle energii, że dosłownie miałem mętlik w głowie. Zwykle mogłem z łatwością wyczuć kiedy coś niezwykłego działo się wokół mnie, kiedy miałem do czynienia z czymś nadnaturalnym./ Tutaj mój szósty zmysł tylko mnie zamroczył, energii w powietrzu było zwyczajnie zbyt wiele. Czy był wśród tych wszystkich osób choć jeden zwykły człowiek? Teraz zwyczajnie nie potrafiłem odpowiedzieć na to pytanie. Wiedziałem jednak, że jeden z nich emanuje mocniejszą aurą od pozostałych. Tylko co z tym faktem zrobić? Nie, to pytanie było zbędne, wiedziałem co powinienem uczynić. I w trakcie podróży karocą starałem się wszystko jakoś ogarnąć, poukładać w głowie to wszystko czego doświadczyłem na placyku. Starałem się uspokoić, pogrążyłem się w myślach na tyle, że kompletnie się w tym zatraciłem. Początkowy zamiar obserwacji otoczenia po prostu zniknął. Wszystko wskazywało na to, że podróż minie zanim się obejrzę.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Lex i Xel
Liczba postów : 16
Dołączył/a : 13/12/2016

#12PisanieTemat: Re: Stary plac   Sob Sty 21, 2017 5:33 pm

Nie narzekaliśmy na podróż. Jesteśmy bardzo cierpliwi. Potrafimy czekać cierpliwie na kiełkujące drzewo. To było kojące. Aktualna sytuacja, też miała w sobie coś przyjemnego. Wyboje wprawiały nas w jakiś taki trans, jakiś kojący rytm. No, przynajmniej mnie. Chociażnie czułem, żeby Xela jakoś wyjątkowo to bulwersowało. Pomysł z pierścieniem jako kluczem był doskonały. Co dwie głowy to nie jedna, choć nie była to wyjątkowo ciężka zagadka. Skoro nawet Xel ją rozwiązał, hihi.

Prosta zagadka. Tak, nawet dla mnie Lexsiu. Prychnąłem w duszy. Obserwowałem bacznie okolicę, przez okienka w karocy. Ktoś tu musi być tym odpowiedzialnym. Las był jak każdy inny, nie było powodów do obaw. Chyba że nagle pojawiło by się coś nadnaturalnego. Ehh, może mam paranoje, ale mam złe przeczucia co do tego balu.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 21

#13PisanieTemat: Re: Stary plac   Sob Sty 21, 2017 7:21 pm

- Ach. - odparł człekowi, do którego zagadał. - W takim razie, nie jestem wyjątkowy. - może nie było to roztropne, ale dałem też znać, że ja również nie znam owego Vonder Crafta. Dlaczego bowiem miałbym tego nie zrobić?...
Tak żem czuł - we wzorze na furcie do wozu znajdowało się wgłębienie idealnie pasujące na pierścień. Dziurka od klucza, której poszukiwałem.
Niepokojące było to, że woźnica nie odpowiadał. Chciał się narazić? Ktoś, kto zapraszałby człowieka mego pokroju - i, najwidoczniej, znając mnie (wystarczająco, by być w ogóle świadomym mego istnienia) -  musiałby wiedzieć też, że taki wampir jak ja nie jest najbardziej pokojowo nastawioną do świata osobą. Czyżby nie przewidział, że mogę na podobne oznaki zareagować... brzydko?
A może właśnie na to liczył, skurwibąk.
Tak czy inaczej, rozejrzałem się. Z sygnałów docierających do moich uszu - jakimi było szarpanie - oraz tym, co zdążyłem zauważyć, okazało się, że każdy miał niewielki problem z otwarciem wrót do wozu. Każdy jednak równie szybko go rozwiązał.
"Dlaczego zatem w ogóle zastosowano takie rozwiązanie?", przemknęło mi przez myśl. "Skoro to było takie proste, nie mogło być żadnym sprawdzianem. No, chyba że było. W takim razie ten hrabia zdecydowanie nikogo stąd nie docenił...", pomyślałem.
Chyba że z jakiegoś powodu chciał nas sprawdzić. Obserwować każdy etap, zobaczyć, kto na którym odpadnie.
Dziwne jednak w tej sytuacji byłoby to, że przyjechało dokładnie sześć wozów, na sześć... no, "siedem" osób. Czyżby więc całkowita ilość zaproszonych wynosiła właśnie tyle? Z pierścieni przyporządkowanych do każdego uczestnika, jakie zdążyłem w międzyczasie dostrzec, tak właśnie wynikało.
Skąd zatem ten hrabia miał pewność, że każdy zdecyduje się na podróż powozem? To całkiem możliwe, że niektórym wygodniej było się przedostać na własną rękę.
Na przykład mi. Na skrzydłach mam zdecydowanie lepiej, a pojawiłem się tu, żeby zbadać teren, na którym będę funkcjonował. Obejrzeć, "poznać" ludzi. Głęboko jednak rozważałem podróż bardziej pasującą do mnie drogą, a Vonder Craft nie mógł przecież z góry mieć pewność, którą z nich wybiorę.
...zresztą, mniejsza. Nie ma sensu teraz o tym rozmyślać. Jedyne, do czego dojdę, to pewnie fałszywe wnioski. Opierając się na nich, będę tylko o krok w tył.
Nie zwlekając, wskoczyłem do wozu i zacząłem badać wnętrze. Wzory? A może pułapki? Nie potrafił wyczuwać magii, ale ta często dawała o sobie znać w fizyczny sposób, jeśli nie była dobrze maskowana. Byłoby głupio, gdyby coś niebezpiecznego czekało na niego wewnątrz, a nie miał nawet o tym świadomości...
z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Deith Luanes
Liczba postów : 14
Dołączył/a : 22/12/2016

#14PisanieTemat: Re: Stary plac   Nie Sty 22, 2017 10:00 pm

No i zadziałało. Dość inaczej niż zwykle, ale... zadziałało. Przechodzące mnie dreszcze poskutkowały jednocześnie gęsią skórką na rękach. Nie dało się ukryć, że było to dość dziwne. Spojrzałam kątem oka na woźnicę, starając się przy tym zachować chłodny wyraz twarzy, nie wyrażający żadnych emocji. W tym momencie zaczęły do mojej głowy napływać pewne wątpliwości, co do skorzystania z przejażdżki, ale ciekawość dała górę. Chwyciłam za sukienkę i podwinęłam ją za kolano tak, by łatwiej byłoby mi wejść do powozu. Z kolei postało mi już tylko wygodnie usadowić się, zarzucając nogę na nogę, i zrelaksować się przy lekkim dygotaniu karocy.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#15PisanieTemat: Re: Stary plac   

Powrót do góry Go down
 
Stary plac
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Eventy

 :: Archiwum
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon