IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Noegrasil, Opętana Suka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Noegrasil
Liczba postów : 2
Dołączył/a : 20/01/2017

#1PisanieTemat: Noegrasil, Opętana Suka   Sob Sty 21, 2017 11:29 am

Imię i nazwisko: Noegrasil
Tytuł: Opętana Suka

Wiek: 20 lat
Rasa: Człowiek

Miejsce pochodzenia: Noxus
Przynależność: Czarna Róża
Ranga: Współpracowniczka, czasem agentka
Profesja: Wiedźma voodoo


Wygląd: Bardzo niska i drobna osóbka. Nikłe mięśnie, małe piersi, oraz wystające żebra. Rzecz jasna przekłada się to dość dotkliwie na jej wytrzymałość i siłę. Wyróżnić można u niej też ciemną skórę, oraz długie, zgrabne nogi. Twarz dziewczyny, nieco zmieniona przez tryb życia, najczęściej przesłania biały malunek rytualny. Rysy były dość gładkie i delikatne, choć dało się spostrzec na niej kilka dziwnych zmarszczek szaleństwa. Ciemne włosy zaplecione był w dredy, z wplecionymi różnymi czaszkami, piórami, kostkami i kilkoma czerwonymi wstążkami. Zazwyczaj były albo spięte w dość duży, gruby kok, albo całkiem rozpuszczone.
Odzienie wiedźmy było skromne. Często ubierała na siebie samą, szarą koszulę do połowy ud, bez niczego pod spodem, lub przepasała się zieloną chustą przez biodra. Nierzadko nie kryła swych piersi, czasem ich okrycie stanowiły dredy spływające z ramion. W uszach jej była mnogość różnych kościanych kolczyków, z czego zawsze na każdym z uszu dyndał długi kolczyk, z kła dzikiego zwierza.


Charakter: Wychowana w dziczy, przez ciemną matronę. Żyła niemal w całkowitym odosobnieniu, mając przy sobie zaledwie swą matkę, która była równie szalona i osamotniona. Dziewczyna popadła w obłęd i przypomina teraz bardzo prymitywną istotę, choć w rzeczywistości jest bardzo inteligentna. Bardzo mocno kieruje się intuicją i instynktem, które rzadko ją zawodzą. Nie przypomina innych ludzi. Jest nieobliczalna i nieprzewidywalna. Nie zna litości, a współczucie jest jej uczuciem obcym. Potrafi za to nienawidzić, jak nikt inny.


Umiejętności:
Czarne rytuały: Noegrasil prawie całe swe dzieciństwo spędziła pod mrocznymi skrzydłami szamanów, a jej matka, a zarazem mistrzyni, przekazywała jej systematycznie całą swą wiedzę. Dziewczyna wie, jak korzystać z mocy, którą obudziła w niej jej rodzicielka. Potrafi zadawać ból, za pomocą swych lalek, którym wystarczy zaledwie kropla krwi ofiary, by te złączył się z nią duchową więzią. Od tej pory każdy uszczerbek na strukturze szmacianki, będzie powodować rozdzierający ból połączonej z nią ofiary, będącej w zasięgu przynajmniej sześćdziesięciu metrów. Lalka w miarę użytkowania niszczeje, z przyczyn wiadomych. Gdy całe wełniane wypełnienie ujdzie z laleczki, staje się ona bezużyteczna.
Umartwienie: Wiedźma voodoo jest w stanie plugawić swe ciało. Potrafi utwardzić miejscowo swą skórę do wytrzymałości stali hartowanej, lecz zatrzymuje przez to krążenie w danej części ciała. Powoduje to czernienie i po pewnym czasie obumieranie. Nim jednak będzie ona nie do uratowania, mija trochę czasu, w którym wiedźma musi się zmieścić z zakończeniem zaklęcia. Dla powierzchni całego przedramienia wraz z dłonią, czas do bezpowrotnego obumarcia kończyny to trzydzieści sekund. Jeżeli czas działania zaklęcia zmieści się w danym przedziale, część ciała automatycznie regeneruje się do stanu sprzed zaklęcia.
Umartwianie, potrafi się również rozprzestrzeniać. Dotknięcie umartwioną częścią ciała, ciała innej istoty, powoduje jej obumieranie w miejscu dotyku. Rozprzestrzenia się ono po ciele promieniście, tak długo, jak długo trwa kontakt. Po jego zerwaniu, tkanki stopniowo wracają do normy. W przypadku przekroczenia czasu trwania Umartwienia na ciele ofiary, który jest o połowę krótszy niż czas umartwiania Opętanej Suki, tkanka obumiera bezpowrotnie. Sprawia to również delikatny ból, uczucie odrętwienia i ograniczona władza nad daną częścią ciała. Szybkość rozprzestrzeniania się Umartwienia zależy od powierzchni, jaką umartwiona część Noegrasil dotyka ofiary.
Cieniolubna: Naturalne predyspozycje fizyczne, nadały Noegrasil idealne warunki do skradania się. Dziewczyna klei się wręcz do cienia. Ciche kroki które stawia swymi bosymi stopami, zręczność z jaką przemyka i przeskakuje między konkretnymi celami, czynią z niej ciche zagrożenie i... Mistrza chowanego. Jej postura również sprzyja wszystkiemu, pozwalając jej wcisnąć się w wiele ciasnych miejsc i skryć w choćby najmniejszej plamie ciemności. Umiejętność ukrywania się, to akurat jej największy atut.
Animizacja: Opętana Suka ma jeszcze jedną sztuczkę w zanadrzu. To właśnie miedzy innymi dzięki niej zyskała sobie taki przydomek. Za pomocą mrocznej magii, może przekształcić się w psa, z czarnym, zjeżonym i poszarpanym futrem. Nie różni się wtedy niczym od bezdomnego kundla, poza połyskującymi lekko, fioletowymi ślepiami, które, jeśli tylko wiedźma zechce, zabłysną w ciemności, co niejednego chojraka przyprawiło już o konieczność prania spodni. W tej postaci może spędzić maksymalnie dwanaście godzin.
Trucicielka: Rytuały voodoo to nie wszystko. Zielarstwo i szamanizm również zostały wpojone dziewczynie. Nauczyła się ona sporządzać substancje tak silnie trujące, że w ciągu kilku sekund zdolne są powalić byka. Wymaga to oczywiście uprzedniego przygotowania i posiadania odpowiednich składników, które albo zdobywa na własną rękę, albo dostarczają jej kurierzy Czarnej Róży.
Szpila z ciemności: Do wyszkolenia wiedźmy, zalicza się też miotanie zatrutymi strzałkami i szpilami, a więc i celność porównywalna do tej, która pochwalić się mogą co lepsi łucznicy. Sprawa jest jednak o tyle utrudniona, że szpila, by być skuteczną, nie może trafić w pancerz. Musi trafić bezpośrednio w ciało, bądź przebić materiał ubrania.


Ekwipunek/złoto:
PODRĘCZNE:
Trzy szmaciane laleczki
Trzynaście igieł długości pięciu cali
Wydrążony zwierzęcy kieł, z mazią, silnie trującą przy wchłonięciu przez otwartą ranę, lub jakikolwiek otwór ciała.
Podczas przemiany w wilka, wszystko to znajduje swe miejsce na szyi zwierzęcia, w postaci obroży.
Resztę zapasów, takich jak więcej lalek, więcej szpil, kocioł na palenisku, składniki do trucizn, prymitywne ubrania, czy ozdoby posiada w swoim domku niedaleko miasta Noxus.


Ciekawostki fabularne:
- została ostatnią ze swojego plemienia
- lubi czasem bawić się swymi lalkami, odgrywając nimi różne scenki i postacie
- zapach krwi działa na nią pobudzająco
- jest zoofilką


Historia:
Stukot kopyt wypełniał całą okolicę. Nie byli tu mile widziani. Słyszeli co chwila dziwne dźwięki, szelest liści dookoła. Zdawało im się, że drzewa osuwały im się z drogi, gęstniejąc tym samym po bokach. Półmrok groził im nieustannie. Wiedzieli, że zostać tu w nocy, to niemal pewna śmierć. Tym bardziej zaczęli przeklinać kanclerza za to, gdzie i kiedy ich wysłał. Gnój był w Czarnej Róży. Chyba każdy z Najwyższego Dowództwa już do niej należał. To wręcz śmieszne, że władza jest w rękach organizacji, którą każdy inny okrzyknął by organizacją przestępczą. Jeszcze do tego oni mieli załatwiać ich ciemne interesy. Nadstawiać karku.
Deodryk nie mógł w to uwierzyć. A jednak siedział w tych strzemionach, w lesie, z którego nie wraca się żywym. Bał się układów z wiedźmami. Były szalone i nieobliczalne. Nie dało się ich poskromić, jako sojusznika. Ale oni tego przecież nie widzieli.
Coś stuknęło. Konie stanęły.
- Gotowość! - zakomenderował rycerz. Cała ósemka zwróciła swe konie i utworzyła krąg, wyciągając pochodnie przed siebie, starając się rozświetlić gąszcz dookoła. Ich oczy błędnie wodziły po otoczeniu, wypatrując choćby najmniejszego ruchu. Gdyby chociaż ujrzeli łanie, czy dzikiego psa przemykającego przez chaszcze. Trochę by ich to uspokoiło. Ale nie. Wokół wciąż szumiało i trzaskały gałęzie. Deodryk wysunął wolno ostrze z pochwy. Poddenerwowani kompani postąpili śladem kapitana. Zdawało się jednak, że tylko on miał tu jeszcze nerwy na wodzy. Jeszcze. Nie spuszczał wzroku z gęstwiny przed nim. Wytężał go do granic możliwości, by tylko przebić tę morderczą ścianę mroku. Słyszał za sobą, jak jeden z mieczników dygocze i szczęka zębami. Słyszał przytłumiony jęk drugiego. Musieli się stąd zabierać co żywo.
- Kompania - szepnął - W tył zwrot, musimy się stąd zabierać - Nikt nie protestował. Wszyscy byli zgodni co do tego, że rozkazy muszą zostać zaniechane. Nikt w tej chwili nie myślał o konsekwencjach. Wszystkie konie zwróciły się w kierunku, z którego przyjechali. Nie zdążyły jednak postąpić ani jednego kroku, gdy coś świsnęło, a zaraz po tym rozległo się łupnięcie.
Koń bez jeźdźca stanął dęba, rżąc dziko. Leżący na ziemi woj wił się w konwulsjach. Deodryk zeskoczył z wierzchowca i przyklęknął przy towarzyszu. Z szyi mężczyzny sterczała strzałka, zdobiona zielonymi piórami. Twarz wykrzywiona w parszywym grymasie strachu, przybrała odcienie toksycznej zieleni, a pokrywać ją zaczęły wrzody. Nie mógł wykrztusić z siebie nic, poza niemym krzykiem. Kompania zaczęła panikować. Kapitan podniósł głowę, po czym kolejny z koni stanął dęba i ruszył dziko w chaszcze, a zaklinowany w strzemionach miecznik rozdarł się na całe gardło, by za chwilę jego głos dobiegał już tylko przytłumiony z głębi lasu, a następni zamilknął całkowicie.
- Na koń! Deodryku! Na koń! - wrzasnął jeden wysokim głosem, po czym runął przed siebie, wraz drugim, grubszym jegomościem.
Rycerz spuścił wzrok na towarzysza, który już się nawet nie ruszał. Zastygł w grymasie bólu. Podniósł się więc i ze łzami w oczach  wskoczył na konia.
- Szybcieeee graaaaahhhh...! - zaczął jeden z pozostałych, po czym złapał się za głowę i runął na ziemię, wrzeszcząc z bólu.
- Asdon! - Cierpiący podndniósł się, na nogi, po czym chwiejnie postąpił dwa kroki, nim znów runął na ziemię. Wokół jego nogi zacisnęła się pętla, a mężczyzna zdążył tylko spojrzeć załzawionymi oczami na dowódce, po czym jego ciało, szorując brzuchem po liściach zniknęło w gąszczu. Trzech pozostałych mężczyzn nie patrząc już za siebie pomknęli do przodu. Drzewa, które wcześniej zdawały się tworzyć szeroki szpaler, teraz blokowały im drogę i musieli mocno uważać by w pędzie na jedno z nich nie wpaść. Po chwili dostrzegli dół w ziemi. Nie chcieli się zatrzymać, lecz Deodryk, zwolniwszy nieco, dostrzegł z przerażeniem, że w jego wnętrzu znajdował się, nabity na naostrzone pale, jego rycerz wraz ze swym koniem. Zaraz potem usłyszał warkot wilków i wrzask innego, tego grubszego, który również urwał się stłumionym bulgotem. Zatrzymał konia i spojrzał przed siebie. Zdążył tedy dostrzec, jak dwóm pozostałym jego kompanom, w pędzie głowy spadają z karków, a w miejscu, w którym mógłby przysiąc, że była pusta przestrzeń, widniała teraz czerwona od krwi linia, ociekająca posoką na liście. Koń rycerza prychnął, rzucił się, a Deodryk wylądował na murawie. Wierzchowiec jego umknął. Został sam. Pochodnia, którą dzierżył w ręku zgasła. Zerwał się na równe nogi i uniósł miecz. Kręcił się w miejscu, obserwując otoczenie, bojąc się choćby postąpić kroku. Wtem ujrzał coś... Pierwszą rzecz która dostrzegł, odkąd wjechał do tego przeklętego lasu. Parę dwóch, fioletowych świetlików, jarzących się między drzewami.
- Mamy męża... Mamy męża... - odzywały się szepty wśród drzew. Lecz on zdawał się ich nie słyszeć. Wbijał wciąż wzrok w skrzące się ślepia. Nagle ruszył, szybkim krokiem w ich kierunku. Najpierw kroczył, potem biegł, a punkciki coraz bardziej się oddalały. Biegł coraz szybciej, a dech w jego piersiach wzmagał się niczym wichura. Wypadł na małą polankę, o mało nie przewracając się o wystający korzeń. Na jej środku stał dość mały, czarny kundel, z poszarpaną sierścią. Stał ze spuszczoną głową, wpatrując się w człowieka intensywnie fioletowymi oczyma. Deodryk podszedł do niego powoli. Miecz upuścił na ziemię. Wyciągnął dłoń do zwierzęcia, a gdy zbliżył się na wystarczająco małą odległość, pies nieoczekiwanie rzucił się, zagryzając dłoń mężczyzny. Ten na chwilę zdawał się odzyskać rezon i sapnął z bólu, po czym rozluźnił się cały i dał się zawlec suce do nory, w której oświetlona blaskiem paleniska, stanęła przed nim kobieta, która uprzednio byłą psem. Człek, pozbawiony własnej woli, uległ wiedźmie, która rozdarłszy jego odzienie, wykorzystała jego ciało w dzikich, głośnych orgazmach. Zostawił w jej ciele ziarno, z którego parę miesięcy później, poczęło się dziewczę.

***

- Noegrasil! Ogień pali - zaskrzeczała matrona.
- Zjedzmy, połykacze ognia. Nie ogień straszy lecz strach - wtórowała jej kruszyna, siedząca w kącie.
- Za dużo!
- Zjedzmy. Pożerania nadszedł czas. Ognie nie pożrą nas! - Matrona odwróciła głowę w stronę dziecka. Rzuciła się dziko do wiszących zgnilizn i sterty padliny. Zaczęła rwać, gryźć, nadziewać. Wcierała dziwną pastę w szmaciankę trzymaną w ręku. Wbiła trzy, długie gwoździe w kok na swej głowie.
- Czeka! Czas płynie dla niej, my teraz pożerać.
- Też chcę pożerać.
- Czeka! - warknęła starsza, po czym wyprysnęła z nory w ziemi i z dzikim skrzekiem, zmieszanym z okrzykami ludzi i trzaskiem ognia, zniknęła.

Noegrasil czekała. Nie doczekała się. W końcu i do niej zawitał człek. Czarnobrody, z chudą twarzą, pokrytą bliznami. Wcisnął się w szczelinę i z zakrzywionym nożem w ręce stanął przed skuloną dziewczynką.
- No maleńka. Choć do... - Nie zdążył się nawet zorientować, kiedy istotka skoczyła dziko do niego i zwarła szczęki na jego gardle. Wczepiona małymi ramionkami i nóżkami w korpus mężczyzny, gryzła i szarpała, a błyszcząca w blasku ognia, szkarłatna krew pokrywała jej buzię i ciało. Nóż wpadł do paleniska, a bezwładne, zakrwawione ciało runęło na ziemię.
- Oleksy! - Do jamy dopadł on. Sprawca śmierci swego wojownika. Deodryk spojrzał do środka i ujrzał ją. Tą samą jamę, w której wiedźma zawładnęła jego ciałem i... O zgrozo... Zdał sobie sprawę, że to jego krew... Jego córka, wychowana przez wiedźmę. Zdziczała, drobna dziewczynka, która właśnie zagryzła jego człowieka. Z rozwartymi ustami, patrzył na to, patrzył w oczy dziewczynki, która spokojnie klęczała na piersi trupa. Nie mógł wydusić z siebie słowa, nie mógł poruszyć żadnym mięśniem. Wtem twarz dziewczynki zaczęła się wydłużać, kończyny powykręcały się, a ciało zaczęło porastać futrem. Staną przed nim pies, niemal identyczny do tego, który go zwabił i wlókł do swej jamy. Pies który teraz wyskoczył wprost na niego, przewracając go na plecy. Zawył wściekle i umknął między drzewa. A ona nawet nie próbował go zatrzymać... A wokół wszystko płonęło. Ostatnie wiedźmy z plemienia Noegrasil właśnie przestawały istnieć.

*** 

Rozpadająca się, gnijąca chatka. Było stąd widać wzgórze, na którym znajdowało się miasto Noxus, oraz sam pałac Najwyższego Generała. Noegrasil nie spodziewała się tu nieproszonych gości. Mimo to czuła od nich śmierć i mrok. Poczuła pewne zaufanie... Dwójka ludzi, mężczyzna i kobieta, w czarnych szatach stanęli w drzwiach. Oboje mieli na kapturach symbol róży. Dziewczyna siedziała na środku pokoju naga, tyłem do nich. Poruszała lekko głową i rękoma. Zdawała się coś robić. 
- Czarna ziemia lubi czarne plony - mruknęła na powitanie. Para ludzi spojrzała po sobie. Nie wiedzieli dokładnie co to znaczy, ale uznali to za oznakę przychylności. Nie odważyli się jednak przekroczyć progu. Domek był niemal pusty. Nie było tu ani jednego mebla w całości. Pod sufitem porozwieszane były sznury z różnymi roślinami, niektórymi przegniłymi. W kącie stał kocioł, a pod nim otoczone kamieniami, palenisko, wysypane papierem i gałęziami. Wszędzie po podłodze walały się szmaty. Na jednej ścianie widać było całą masę gwoździ, powbijanych, może do jednej piątej długości. Niektóre przybijały do desek szmaciane lalki. Całe pomieszczenie wypełniał paskudny odór.
- Czarna Róża potrzebuje twych usług wiedźmo - rzekł w końcu mężczyzna.
- Co Suka do miski dostanie? - odwróciła lekko głowę. Mężczyzna w drzwiach uśmiechnął się delikatnie.
- Wszystko, czego będzie potrzebowała. - Dziewczyna przekrzywiła głowę. Zamruczała coś pod nosem, po czym wolno, acz zgrabnie podniosłą się. Wolno odwróciła się, odrzucając włosy na plecy, po czym wyciągnęła przed siebie dłoń. Coś w niej było. Kobieta w czarnej szacie nieśmiało zbliżyła się do niej. Tęczówki dziewczyny był przeraźliwie jasne, niemal białe. Kobieta wyciągnęła dłoń i odebrała przedmiot. Spojrzała na niego i z trudem dojrzałą przez panujący półmrok napis, na szmacianej, brązowej laleczce.
"Noegrasil".
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Thresh
Liczba postów : 91
Dołączył/a : 26/11/2016

#2PisanieTemat: Re: Noegrasil, Opętana Suka   Sob Sty 21, 2017 4:49 pm

Kartę akceptuję.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Noegrasil, Opętana Suka
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Strefa Gracza

 :: Karty Postaci :: Zaakceptowane Karty
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon