IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Shaco

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : za dnia Gecko Milst, w nocy Shaco
Liczba postów : 10
Dołączył/a : 23/01/2017

#1PisanieTemat: Shaco   Pon Sty 23, 2017 5:52 pm

Imię i nazwisko: Gecko Milst „Shaco”, z zawodu lalkarz
Rasa: człowiek o dwóch osobowościach
Wiek: wygląda na około 30 lat
Pochodzenie: ponoć Ziemie Voodoo
Miejsce zamieszkania: jest wędrowcem, aczkolwiek mieszka w wozie


Wygląd:
w świetle dnia:
 

W blasku księżyca:
 


Jednak jest człowiekiem jak każdy inny, a tutaj jego sylwetka nie wyróżnia go z tłumu. Mężczyzna mierzący 170 centymetrów, nie więc niski ani wysoki. Bądź co bądź, zawsze może mieć kilka jednostek pomiarowych więcej lub mniej. Również z budowy nie jest kimś kto ma nieco więcej tłuszczu, jak i nie jest chodzącym wieszakiem. Włosy… brak tego u niego. Po prostu brak. Jest mężczyzną o lekko rozciągniętej twarzy z wielkim uśmiechem, długim, szpiczastym nosem i łysą glancom, lubiącą od czasu do czasu świecić. Ma natomiast niezwykłe dłonie, które to są jego narzędziem pracy. Lata pracy przy szyciu, poruszaniu kukiełkami sprawiły, że są one świetnie wyćwiczone. Niejeden złodziej czy też włamywacz by pozazdrościł precyzji, którą dzięki nim może osiągnąć.
Jedyną rzeczą jaką może przykuć do siebie czyjąś uwagę, to dwie dziwne blizny na łopatkach, w kształcie oczu. Jak sam mówi, ma je od dziecka.


Charakter:
Gecko:
 

Shaco:
 


Umiejętności:

Jako Gecko:
 

Jako Shaco:
 


Ekwipunek:

Jako Gecko:
 

Jako Shaco:
 


Historia:
Mówią, że śmierć nie jest zabawna. Chyba, że jesteś Shaco – w tym wypadku jest prześmieszna. Jest pierwszym w Valoran, w pełni funkcjonującym zabójczym komikiem. Zabawia tak długo, dopóki ktoś nie umrze ze śmiechu, a potem śmieje się ostatni. Postać Demonicznego Błazna do dziś pozostaje zagadką. Nikt nie wie, skąd się wziął, a sam Shaco nie odpowiada na to pytanie. Wielu wierzy, że nie pochodzi z Runeterry – że został przyzwany z mrocznego, pokracznego świata. Inni uważają, że jest manifestacją mrocznych pragnień ludzkości i dlatego nie można z nim dyskutować. Najczęściej zakłada się, że Shaco jest płatnym mordercą, zajmującym się sobie tylko znanymi szaleństwami, dopóki ktoś go nie wynajmie. Z pewnością udowodnił, że jest przebiegły, uciekając władzom szukającym go jako podejrzanego o okropne zbrodnie. Chociaż ta plotka może być pocieszeniem dla rodowitych Valorańczyków, wydaje się nieprawdopodobnym, by taki przestępca pozostawał na wolności.


ciekawostki:
- Gecko ma masę historyjek, we których pojawia się Shaco,
- Shaco nie zawsze musi się obudzić w Gecko,
- obydwaj mają pokręcone poczucie humoru,
- Gecko rzadko bywa wyspany...
- ...a Shaco natomiast tryska energią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : za dnia Gecko Milst, w nocy Shaco
Liczba postów : 10
Dołączył/a : 23/01/2017

#2PisanieTemat: Re: Shaco   Pią Lut 03, 2017 8:05 am

Przedmieścia Noxusu

- …I tak oto Braum uratował małego trolla. – zakończył Gecko swoje małe przedstawienie, wykonując pokłon laleczką mocno zbudowanego mężczyzny z wąsami i małym trollem. Sam też wyłonił się zza kurtyny, szczerząc się od ucha do ucha we stronę swoich widzów, których znaczną część stanowiły dzieci. Także i one chwilę potem zawołały chórem:
- Jeszcze! Jeszcze! Jeszcze! –
- Więcej będzie wieczorem, na dobranoc. Teraz jestem głodny. – stanowczo odpowiedział im, a pośród nich przeszedł pomruk zawiedzenia, nie to co pomiędzy dorosłymi. Oni, w większości zapewne rodzice, raczej cieszyli się, że nareszcie koniec bajki którą pewnie wiele razy słyszeli i w końcu będą mogli oddać się bardziej przyjemnemu zajęciu.
- Co nie oznacza, że nie możecie jakoś mi pomóc. – dodał po chwili Gecko wychodząc z przodu wozu.
- Ktoś musi pilnować by Braum nie ruszył na kolejną przygodę beze mnie. – oznajmił dzieciom puszczając do nich oczko. Wtedy też wyciągnął zza pleców ”tarczę” legendarnego człowieka z Frejlordu. Chociaż trudno byłoby to nazwać jego osłonom, skoro była wielkości dłoni. Jednak trzeba przyznać, wygląda niemal jak prawdziwa, szczególnie patrząc na detale. Po prostu kawał dobrej roboty.
- To jak? Przypilnujecie mu tarczy i mego wozu? – zapytał dzieciaki. Te tylko w odpowiedzi wystrzeliły niczym proca do niego, próbując dostać to co trzymał w ręce. Po chwili dał jakiemuś dzieciakowi, a te zaczęły gonić za nim wokół wozu.
- Ej, hej! Tylko mi koni nie spłoszcie! – krzyknął za nimi. Nie żeby się o nie martwił czy co, ale jakby tak te wierzchowce znienacka ruszyły… każdemu by z osobna spuścił lanie. Przecież we wozie jest jego cały dobytek, nie mówiąc już o tym, że to jego dom. Wtedy też ktoś do niego podszedł i szturchnął lekko łokciem w bok:
- Gecko, na pół świni wystarczy spokojnie. – rzekł radośnie niższy od niego pulchny facet. Był to Tojra, bard z którym wędruje od kilku dni. Spotkali się na trakcie do Noxusu, mieli ten sam cel, więc czemu nie? Jeden śpiewa, drugi przedstawia, dobry zespół.
- Ale po co nam pół świni? Nawet trzech chłopa tyle nie da rady. –
- Oj, nadal nie wiesz do czego jestem zdolny… - odpowiedział mu znów szturchając go w bok, puszczając oczko i dziwnie śmiejąc się. Tak jakby dławił się, ale nie do końca.
- To jak? Zauważyłem tutaj karczmę po drodze. –
- I jeszcze pytasz? Ty chyba nie wiesz jak mnie suszy po tym przedstawieniu. – rzekł stawiając krok do przodu i łapiąc sakiewkę Tojry, po czym zadzwonił monetami. Bard jeno przestał się śmiać i ruszył za nim, nie przestając się uśmiechać. Jakby się tak przyjrzeć, przypomniał świnię z wyglądu. Taką ubraną w kapelusz z piórkiem i obcisłe ubrania.
Na obiad jednak była świnia. Niewielka, prosiak zapewne, lecz nie zmienia to faktu iż to wieprzowina prosto z rusztu. Obaj mężczyźni pochłonęli jego sporo część, rzucając na podłogę psom kosteczki ze sporawą ilością mięsa. W końcu po dziesięciu minutach jedzenia praktycznie w ciszy przerywanej od czasu do czasu przez psy, Tojra odezwał się do szynkarza:
- Beczkę piwa! – zawołał w stronę drzwi, gdzie akurat mężczyzna jego postury odziany w pobrudzony fartuch, sprzątał po klientach ze stołu. Na te słowa również Gecko zareagował.
- Ej, ej. Bo nam nie starczy… Tylko po kuflu dla nas! –
- Po dwa kufle! – poprawił go bard pokazując dwa palce przechodzącemu obok szynkarzowi. Ten tylko się zatrzymał i zawiesił na nich wzrok na moment. Lalkarz w odpowiedzi kiwnął mu głową, więc pracownik karczmy odstawił na ich stół brudne naczynia, poszedł zza ladę aby po chwili przynieść stamtąd cztery pokaźne kufle ociekające pianą:
- 9 monet, ale za prosiaka było 30, więc płacicie pół mniej. 5 monet. – poinformował swoich klientów popychaj po stole w ich stronę cztery kufle. Niby Gecko wiedział, że źle policzył, ale co mu tam. Jedna w tą czy tamtą nic nie zmieni, a i tak na sam obiad sporo poszło. Gdyby nie ten Tojre, co pochłonął prawie dwa razy tyle co on, miałby udany zarobek .
Piji i do jadali mięsą jeszcze pięć minut, bo kolejni klienci weszli do lokalu, a to jak to zrobili zapowiadało rychły koniec spokojnego posiłku na przedmieściach stolicy. Do karczmy wkroczyła banda ulicznych zawadiaków. Szóstka mężczyzn z kiepską jakością broni, pałkami i skórzani pancerzami schowani pod potarganymi płaszczami, chodziła pomiędzy stołami jakby byli u siebie. Podcinali nogi u krzeseł gościom którzy źle na nich spojrzeli bądź w ogóle nie zwrócili na nich, niektórym nawet biorąc część jedzenia. Tojrze wraz z Gecko niestety się nie poszczęściło. Dwóch z nich zaszło ich od tyłu, klepiąc mocno w plecy zmuszając do wyplucia zawartości ust. Ten zza plecami barda nawet pokusił się o komentarz:
- Jesz świnię, jesteś świnią i jesz jak świnia! Hehehe, pewnie we chlewie nawet lepiej by się jadło, co? – zapytał się kompana Gecko, stawiając nogę na stole obok kufla po który chciał sięgnąć. Nie miał facet szczęścia… popatrzył przez chwilę na niego swoimi ślepiami:
- Chrum? – posłał mu w odpowiedzi. Grymas twarzy jaki wtedy zrobił uliczny bandyta mówił sam za siebie. Wkurzyło go to. Wziął szarpnął go za fraki, przeciągnął po podłodze i posłał we stronę drzwi, sadząc na koniec jeszcze kopa w zad. Zdawać się mogło, że chrumknął wtedy jeszcze raz. Gecko natomiast wtedy wziął tylko łyk piwa i również wstał od stołu, wiedząc, że już nic po nim tutaj. Wtedy też wtrącił się towarzysz wkurzonego typa:
- A ty gdzie?? Matka nie nauczyła, że trzeba zjeść mięso, a ziemniaczku można już zostawić?!? – agresywnie wystartował do lalkarza, popychając go jedną ręką. Oczywiście nie stracił on równowagi, ale złość również zaczynała powoli w nim kipieć. Wrócił do poprzedniej pozycji, zabezpieczając się rękami o stół i rzekł do niego sarkastycznie:
- Psy też muszą coś zjeść. –
- Hę?! – najwyraźniej nie zrozumiał jego wypowiedzi, krzywo patrząc na niego jak kieruje się we stronę wyjścia. Zajęło mu dłuższą chwilę załapania się o co chodziło w tych słowach, a gdy już do niego dotarło, rzucił się za nim:
- Ty sku*wielu!! Psem to był twój ojciec!!! – darł się robiąc cały czerwony przeskakując przez stół. Gecko nawet nie czekał na jego dalszą wypowiedź, rzucając się do ucieczki już po pierwszych dwóch słowach. Wszystkiemu przyglądał się jakiś dzieciak chodzący po całej karczmie jak psy…
- Zwędziłeś im przynajmniej sakiewkę? – na spokojnie zapytał go karczmarz sprzątając stół zanim zasiądą do niego ”nowi klienci”.
- A jak! – radośnie odpowiedział wyciągając z portek sakiewkę i uśmiechając się od ucha do ucha, pokazując swój fatalny stan uzębienia.
- No to jesteśmy na plus z nimi. – krótko skomentował zabierając woreczek pieniędzy. Otworzył go, zajrzał ile jest w środku, po czym wygrzebał z niego pięć monet i wręczył dzieciakowi.
- Dobra robota. –
Tymczasem Gecko gnał w najlepsze próbując zgubić wkurzonego zawadiakę z karczmy. Biegł dobre kilka minut skręcając to raz w wąską alejkę, to raz wybiegawszy na większą ulicę. Gdy myślał już, że zgubił nieznajomego, opuścił gardę i zaczął wracać do swojego wozu. Nieświadom niczego dostał pałką w łeb i poleciał na deski. Nie znajdował się na szlaku, gdzie atak znienacka zajmuje o wiele więcej czasu, bo się praktycznie nie da podejść swojej ofiary tak jak w mieście. Tutaj po prostu wystarczyło aby spuścił gardę na moment i od razu odkryto go. A skończyło się jak skończyło…
Obudził się dopiero w jakiejś ciemnej uliczce pomiędzy beczułkami. Od razu po przebudzeniu się poczuł ból głowy i nie tylko. Wszystko go bolało. Stęknął i spróbował wstać. Chwilę mu to zajęło i nie obeszłoby się bez pomocy beczki. Stał tak moment dopóki nie zauważył, że nie jest tu sam. Było również dziecko. Dziecko z kawałkiem deski. Dziwnie znajomym kawałkiem deski. Słabo widział na obecną chwilę, ale przetarcie oczu dało upragniony efekt. Zaczął dostrzegać szczegóły i już wiedział czemu wydawało mu się, że już kiedyś to widział. Była to przecież tarcza Brauma którą sam wyskrobał kilka dni temu, a dzisiaj po przedstawieniu dał małym widzą aby pilnowały wozu.
- Pan z lutnią wrócił, ale pan nie, więc poszliśmy poszukać pana. – lekko ucieszonym, a zarazem zatroskanym głosem, przemówiła dziewczynka. No tak… dopiero teraz dostrzegł, że ma warkocz. Ba, dwa warkocze. Uśmiechnął się:
- To daleko jestem od wozu? – zapytał próbując pogłaskać dziecko trzęsącą się ręką. Ta zrobiła jednak unik, sprawiając że Gecko prawie stracił równowagę. Jednak nie próżnowała, chwyciła go za rękę i pociągnęła za sobą:
- Zaprowadzę! - wyszła z propozycją. Miło z jej strony, że to on nie musiał prosić.
Wbrew pozorom, daleko nie był od swego domu. Chociaż z drugiej strony nie zna tego miasta w takim stopniu co to dziecko, bowiem ciągle szli jakimiś skrótami. On natomiast starał się bardziej trzymać główniej drogi podczas ucieczki. Koniec końców, po minięciu ostatniego zakrętu, ich oczom ukazał się znajomy wóz, a po chwili rozpoznał on nawet muzykę. Przy wozie grał i opowiadał tutejszemu ludowi jakąś historyjkę Tojre. Zdziwiło to lekko Gecko, bowiem stawiał bardziej na to, że zgarnie mu wóz i odjedzie siną w dal, jak to bardowie mają w zwyczaju wykorzystywać wszystkie nadarzające się sytuacje. Może… może po prostu nie planował tego teraz, a potem? Sam też miał w planach pewnej nocy porzucić go w obozie, bo czasami jego nawijanie o żarciu strasznie wkurza. Muzyka przestała grać. Tojre uśmiechnął się na widok swego kompana, czy też jak to raz podsłuchał Gecko, swojej maszynki do karmienia:
- Haha! Oto nasz lalkarz wrócił proszę państwa! Teraz będziecie mogli zobaczyć te heroiczne walki barbarzyńskich herosów! – zawołał wskazując przed siebie lutnią w kierunku wychodzącego z uliczki mężczyzny prowadzonego przez dziewczynkę, a za instrumentem powędrował wzrok zebranego ludu. Lekko utykając przeszedł obok wszystkich i usiadł na tylnej klapie wozu. Patrzył na swoje ręce jak to mu się one trzęsą, i wiedział już wtedy, że z pokazu nie będzie.
- Dzisiaj już nie dam rady. Lalki będą trzęsły się jak ryba wyciągnięta z wody. – oznajmił zgromadzonemu ludowi pokazując swoje dłonie na dowód. W takim stanie mógłby co najwyżej trzymać uzdy. Albo grzechotki, nie musiałby nimi trząść.
- Nie wiem też, czy jutro dam rade. – dodał przyglądając się bliżej i dokładniej stanowi swoich kończyn. W końcu to narzędzie jego pracy i to od nich zależy, czy zarobi coś, czy też będzie musiał liczyć na łut szczęścia, że coś się złapie w takie sidełka.
Zdenerwowany tym faktem, zasłonił tył wozu kurtyną, a wewnątrz opatrzył prymitywnie swoje rany. To obmył, to przetarł i obwinął materiałem o podobnej strukturze do bandażu. Licząc na to, że coś to da, spróbował zasnąć…

Gdy księżyc taniec na niebie rozpoczął do jego zabawy dołączył tajemniczy osobnik. Kroczył pustymi uliczkami przedmieścia Noxusu szukając kolejnej ofiary żartu. Śmiertelnego żartu. Najbardziej jednak chciał urządzić takie samo przedstawienie tym, co za dnia obili jego i teraz dawało się to Shaco we znaki. Nie mógł ani zrobić fikołka, czy też pożonglować swymi kosami. Całe szczęście, śmiać się do rozpuchu mógł bez przeszkód.
- AHAHBHAHAHBAHA!!! – rozbrzmiało jeszcze uliczkami Noxusu, niejednego mieszkańca wyrywając ze snu. W końcu ktoś nie wytrzymał i otworzył okno aby ochrzanić śmieszka:
- Ludzie chcą spać, do cholery! – krzyknął na demonicznego klauna otwierając okno z przytupem. Ten w odpowiedzi powoli odwrócił głowę pod kątem, strzelając kręgami w szyi. Widniejący na jego ustach szaleńczy uśmiech i trupioblada cera, przeraziła mężczyznę w oknie, sprawiając, że z piskiem na ustach schował się. Po chwili jednak stał i szybko zamknął okno, zdmuchnął świeczkę. Teraz na ulicę znowu padało tylko i wyłącznie światło księżyca.
Taka sytuacja miał miejsce jeszcze ze trzy razy, kiedy to Shaco robił zwiad terenu. Nie tylko szukał ofiary, ale także i przygotowywał teren pod łowy. W końcu trafił na czynną karczmę. Bił od niej pijany śpiew i rozlewane piwo. Jednak nie to sprawiło, że jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Rozpoznał szyld. W tym samym miejscu jadł za dnia wieprzowinę dopóki grupa opryszków nie postanowiła przerwać jego uczty i tej spasionej świni z lutnią.
- Aghihihi! – zaśmiał się pod nosem, powoli zakradając się do okna. Nie przeszedł oczywiście przez ulicę. Można by wtedy zauważyć go, gdyby ktoś spojrzał przez szybę. Trochę mu to zajęło, ale obszedł budynek, i nisko na czworaka podlazł do okien z przodu. Zajrzał kładąc swój nos na parapecie. Przeleciał wszystkich wzrokiem, i stwierdził, że ta noc bardziej udana być nie może – wewnątrz byli sami rabusie i świnia. Nie ta, a tamta. Nie wiadomo czemu, ale Tojre stał na jednym ze stołów i ciągle coś brzdękał. Może w końcu coś ten kloc zrzuci podczas takiego występu, jednak kto wie? Może akurat ciągle podjada, mimo, że te typy w kółko go poganiają by grał. Jednak nie obchodził on Shaco. Jego najbardziej cieszyło teraz to, że rozbawi wszystkich rabusiów na śmierć. Niech, niech tylko wróci po ważną rzecz.
Będąc już przy wozie, a dokładniej mówiąc – otwartej kryjówce błazna, pakował do wora ostatnie zabawki-niespodzianki dla swoich ochotników. Sam również trochę inaczej wyglądał, jednak nie chodzi tutaj już o strój, a jego posturę. Tak jakby przybyło mu nieco kilogramów tu i tam…
Wrócił bez przeszkód, tą samą trasą. Niby natrafił po drodze na pijaka, ale był tak spity, że po opowiedzeniu mu żartu, runął na glebę. Zezgonował oczywiście… jego umysł został zbyt mocno przyćmiony przez alkohol, aby coś do niego dotarło. Ale wracając do rzeczy, po dotarciu ponownie do karczmy, w pośpiechu zaczął ustawiać swoje małe dzieła zbrodni pod oknami. Na tyle daleko, że jak ktoś przez nie wyskoczy, to a nie nie wpadnie, a zarazem na tyle blisko, by ofiara je zauważyła. Przygotowawszy pierwszą część występu, powoli odliczał czas do wielkiego bum. A mając jeszcze moment, postanowił rozgrzać swoje ciało, aby ból od siniaków był nieco mniejszy. Bioderka, ręce, nogi, młynek, obrót, przysiad, i wbiegamy!
- Hohohoho! – wyrzucił z siebie po przekroczeniu progu drzwi.
- Zaczynamy przedstawienie! – krzyknął wbiegając na stół, a z niego skacząc i łapiąc się żyrandolu. Bujając się na nim, w końcu uwolnił balast, spuszczając na widzów masę oparów halucynogennych. Po chwili nie tylko on się śmiał, a wszyscy. Poza Tojre, on kwiczał albo z radości, albo z bólu. Podobnie jak reszta. Sami sobie zadawali dzięki tej substancji rany w umyśle, lecz odczuwali je tak mocno, że aż same się tworzyły na ciele. A wraz z wybiciem północy, jego zabawki wypluły kilka igieł. Jednak niepotrzebnie je wziął, bowiem myślał, że ktoś postanowi uciec, ale tak się nie stało. Wszystkich zabił sam.
Tylko bard stał jakoś na nogach. Pewnikiem trucizna nie namieszała mu tak mocno w umyśle, jak Shaco chciał. Cóż, będzie więcej zabawy! Zeskoczył po kilku minutach bujania się na podłogę i podszedł do Tojre, brutalnie ściągając go za rękę ze stołu na podłogę. Postawił na nim nogę:
- Co powinna robić świnia na ruszcie? – zapytał z charakterystycznym dla siebie śmiechem na końcu wypowiedzi.
- Nie… wiem. – odpowiedział mu, aczkolwiek brzmiał tak, jakby był w transie. Wtem demoniczny błazen popchnął go we stronę ogniska. A to, że ważył chyba z tonę, musiał sobie dopomóc rękoma.
- KWirCZYĆ! Buhahahaha! – zaśmiał się na koniec, patrząc to jak płomienie liżą ostatniego żywego. Ten również po chwili zaczął się śmiać, tak jakby dopiero zrozumiał o co chodzi. Zadowolony z siebie Shaco, zabrał mu lutnię, i coś tam próbując nieudolnie zagrać, wędrował po uliczkach przedmieścia przez resztę nocy. Dopiero trzy godziny przed świtem, niezauważenie wrócił do wozu, schował swój strój i sprzęt do kryjówki, po czym położył się spać tam gdzie Gecko. Na dobranoc rzekł:
- Już nie musisz sobie zawracać głowy tym wieprzem, bracie. –
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#3PisanieTemat: Re: Shaco   Pią Lut 03, 2017 4:23 pm

Masz akcept.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#4PisanieTemat: Re: Shaco   

Powrót do góry Go down
 
Shaco
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Strefa Gracza

 :: Karty Postaci :: Zaakceptowane Karty
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon