IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jeździec Apokalipsy

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Ginselg
Liczba postów : 10
Dołączył/a : 31/01/2017

#1PisanieTemat: Jeździec Apokalipsy   Wto Sty 31, 2017 10:41 pm

Imię i nazwisko: Ginselg. Nazwiska nie ma, chociaż może i powinienem mieć. Jestem jednak sierotą, więc nie miałem nikogo, kto mógłby mi je przedstawić. A imię? No sam se wymyśliłem, a co.
Tytuł: Jeździec Apokalipsy, Minstrel, Bard, Grajek. Ogólnie rzecz biorąc, jeżeli w jakichś ośrodkach cywilizacji rzucisz "Minstrel", okaże się, że jest całkiem znany. W sumie to... no, wszędzie.
Wiek: 26 lat.
Rasa: A na kogo kuźwa wyglądam? Na krokodyla? No człowiek jestem, no...
Miejsce pochodzenia: A cholera tam wie.
Przynależność: Takiego wała, żadna przynależność - wolność!
Ranga: Nie raz obwoływano mnie mistrzem muzyki, może i coś w tym jest.
Profesja: Jak w tytule, ile mam się powtarzać? Ach, niech będzie, uznajmy to za refren. Minstrel, Bard, Grajek... no i, rzecz jasna, Jeździec Apokalipsy.
Wygląd: Metr siedemdziesiąt trzy dorosłego faceta. Ciemne, półdługie włosy, zarost rózny, ale zwykle noszę tygodniową bródkę i wąsa, a reszta to taki lekki zarost. Błysk od płomienia w karczemnym kominku wesoło będzie strzelał po moich ciemnozielonych oczach, gdy ja, z zawadiackim, szerokim uśmiechem na ustach będę raczył was kolejną historią czy pieśnią. Leciutko zakrzywiony nos to moja cecha charakterystyczna - mało komu zresztą przeszkadza, nikt się nie czepia, że nie jest idealnie prosty. Bardziej to mi chyba nadaje uroku, niż odbiera.
Ubieram się raczej prosto i na ciemno - brąz, zieleń, to moje kolory, ale noszę niekiedy inne rzeczy. Często narzucam na siebie kaptur. Pod płaszczem noszę zwykle płócienną koszulę, której kolor będzie się wahał od białego przez szarawy po kremowy, w zależnosci od oświetlenia i tego, jak dawno ją prałem. No i niezbędna będzie też dłuuuga fajka w gębie. Chociaż w sumie... no dobra, czasem jej nie mam. Aktualnie nie, bo zgubiłem. Ale załatwię sobie!
Posturę mam w sumie zwyczajną. Jestem dość szczupły - całe życie w drodze, co nie - ale nie mam jakichś niesamowitych mięśni. W sumie to są nieco zarysowane, ale cudów nie ma. Może to i dobrze. Z doświadczenia wiem, że laski na to lecą. W sensie, skrajności typu grubas, chudzias albo typowy, napakowany kark dość rzadko mieszczą się w damskie upodobania! No, a przynajmniej wśród tych dam, wokół których zwykłem się obracać.
Charakter: W sumie to na ogół jestem... całkiem pogodny. Może nieco świrnięty, ale za to umiem się dogadać z każdym, dostosowując się do każdego rozmówcy, zupełnie jak kameleon do otoczenia. Pogadać mogę zarówno z pospolitymi bandziorami jak i arystokracją, choć, prawdę mówiąc, z tymi drugimi nawet mniej. Mimo mej niewątpliwej, ehm, inteligencji - no, tyle, co mi bozia dała - czasem po prostu nie ma opcji, żebym ogarnął te wszystkie ich obyczaje i sawuar-wiwry. Mniej-więcej coś tam ogarniam, ale nie żeby wszystko. No i niekoniecznie chce mi się do tego stosować... raczej szlachta podstosuje się częściowo pode mnie. Charyzma - ot, co!
Chociaż... przyznać się muszę, że czasem mi nieco odbija. A jak już bardzo mi odbija, to mam zaniki pamięci. Ale one się nie wliczają w charakter... chyba?
Umiejętności:
Spoiler:
 
Co umiem, pytasz? Ano, kilka różnych rzeczy...
Pierwsze i najważniejsze chyba, umiem grać. Na czym, zapytasz? Ano na wszystkim. Serio, nie ogranicza mnie żaden instrument. Ogarniam każdy, a niekiedy nawet kilka jednocześnie. Nie wiem sam jak to robię, ale po prostu... no, umiem. Najlepiej sobie radzę jednak z lutnią, zresztą, zawsze z nią łażę i wszędzie gdzie się zatrzymam, to gram se i śpiewam. Czy da się z tego wyżyć? No, jeżeli żywisz się energią życiową ludzi wokół - jasne! Haha, nie no, żartowałem - przy moich zdolnościach i sławie - no, jasne, że się da. Nawet jak nie uzbieram za dużo do futerału - w gospodzie, ściągając klientelę, często oferują mi strawę i odpoczynek bez opłat.
Dodam, że nie jestem takim całkiem zwyczajnym grajkiem. Moja muzyka... no, budzi emocje. I to nie tylko zachwyt czy podziw, o nie nie, to potrafi pierwszy lepszy bard. Ja... umiem, hm. Łatwiej będzie to wytłumaczyć na przykładach.
Swego czasu, zdołałem podburzyć całą wieś przeciwko sołtysowi, chcącemu wprowadzać jakieś durne obowiązki na swoich mieszkańców. Wszyscy zgromadzili się na placu - a była to pokaźna wieś - w niecałą godzinę, a w kolejny kwadrans wszyscy byli przekonani, żeby wywieźć ich szefa. Widząc ich miny aż dziwiłem się, że nie dokonali innego samosądu. Stryczek na drzewie nieopodal chyba nie wisiał tam dla ozdoby...
Inny przykład? Proszę bardzo - innego razu zdołałem schwytany przez grupę bandytów, chcących obrabować mnie z całego dobytku. Zaprzyjaźniłem się z nimi, tak jakby, a jeszcze tego samego wieczora zagrałem im przy ognisku taką melodię, że każdy robił pod siebie, by nie przyszła po nich bestia istniejąca tylko w mojej wyobraźni i pieśni. Nie muszę chyba wspominać, że nie przeszkadzali mi już dłużej?
Brzmi jak jakieś czary, ale nie mam pojęcia o magii. Nie wiem, czy to coś nadprzyrodzonego, ale w sumie... z jakiegoś powodu obwołano mnie jednym z najlepszych minstreli na świecie, nie?
Prócz tego, co powiązane jest pewnie z muzyką - wyczuciem rytmu i takimi tam - jestem świetnym tancerzem, a jeżdżąc po świecie, poznałem ogrom różnych rodzajów tańca. Prócz naturalnie kocich ruchów, hehe, potrafię też z gracją lawirować w towarzystwie wysoko urodzonych, jak i szaleć z ziomkami z rynsztoka.
No, ale wracając... Hmm, cóż ja jeszcze potrafię... no, jestem całkiem charyzmatycznym typem i niezłym aktorem. Potrafię nakłaniać obcych i znanych mi ludzi do moich racji, ale też skłaniać do samodzielnego myślenia tym, co mówię, ale i tym, co śpiewam czy czynię. Zwracają na mnie uwagę, pewnie przez mój sposób bycia i reputację i raczej szanują to, co robię.
No i... jeżdżę konno. I to cholernie dobrze. Niektórych to dziwi, niektórych bawi, ale swoją poczciwą kobyłę nazwałem Apokalipsą, bo kuźwa wszystko co czyni to jakaś katastrofa, serio, koniec świata. Tyle razy co mnie zrzuciła z grzbietu to nie zliczę, ale nie raz też ratowała mi dupę i, szczerze, nigdy nie zawiodła mnie w trudnej sytuacji. Często jest obiektem anegdot i w sumie to mógłbym o niej ułożyć całe setki pieśni, czasem humorystycznych a czasem mniej. A może już to zrobiłem? No, kilkanaście takowych na pewno już żem zaśpiewał.
Co ciekawe, Apokalipsy nikt nie chciał - była uparta, nie chciała się słuchać, nie była do niczego przydatna. Ni to na wyścigi, ni to pociągowe. Miała iść na mięso, ale przekonałem stajennego, by odstąpił mi tego konia. Nie spierał się, bo była tak wychudzona, że na tym mięsie wcale wiele by nie zarobił, a i tak coś niecoś dopłaciłem. Co ciekawe, mnie jakoś od razu zaczęła słuchać. Czasem, gdy odpoczywamy, przygrywam jej coś do snu i patrzy się na mnie wdzięcznie tymi ślepiami. Może i działa głupoty, ale to wdzięczny i kochany konik i nie wymieniłbym go na inny model. Można więc powiedzieć, że mam całkiem niezłą rękę do zwierząt - co zresztą nie raz i nie dwa udowadniałem. Dzikie zwierzęta - wygłodniałe wilki czy niedźwiedzie - nigdy mnie nie zaatakowały, a spotykałem je względnie często. Ba, wręcz przeciwnie - wabiłem je do siebie pieśnią i grą, a one odwdzięczały mi się towarzystwem i ciepłym futerkiem, no i nie raz chroniły mnie przed bandytami. Ha! Szkoda że nie widzieliście min grabieżców, którzy ogarnęli, że w namiocie który rozbiłem na trakcie, śpi obok mnie rosły grizzly...
Nie wiem czy można to nazwać zdolnością, ale dysponuję całkiem niezłą wiedzą o świecie. Plotki, legendy, pieśni obijające mi się o uszy... miejsca w których byłem, o których słyszałem... Ludzie, zwierzający mi się z prywatnych czy zawodowych problemów, ale i opowiadający anegdoty czy inne historie - to wszystko wciąż gdzieś kołata się po mojej głowie i szuka stabilizacji w jakichś miejscach. Przy odrobinie dobrej woli, jestem sobie w stanie przypomnieć co nieco...
Spoiler:
 
Nie o to ci chodziło, pytając o umiejętności?
Hm? Miecze? Magia? Za kogo ty mnie uważasz, za jakiegoś najemnika? Wyglądam ja ci na jednego z tych awanturników, co to łażą po świecie i zabijają smoki? Ni chuja - prosty ze mnie gość. Przygód miałem co prawda co nie miara, ale próżno u mnie szukać zdolności bojowych.

Ekwipunek/złoto:
Zlota wiele nie posiadam - ot, jedna sakwa, dziewięćdziesiąt monet. A ekwipunek? No, oczywiście moja lutnia z futerałem - to praktycznie cały mój dobytek. Prócz tego parę zestawów ubrań na różne okazje. No, i jeżeli mogę to tak określić, do mojego ekwipunku należy też moja kobyła, Apokalipsa.
Spoiler:
 

Ciekawostki fabularne:
Zna się z ogromną ilością ludzi (i nie-ludzi). Trudno jest go uniknąć, jeżeli w ogóle bywa się po karczmach albo chodzi na trakcie (znajomość go z jakąś postacią - kanoniczną lub nie, albo i NPC-em jest całkiem prawdopodobna, ale nadal po prostu do uzgodnienia).
Jest często zapraszany w przeróżne miejsca, by uświetnić swoją osobą i zdolnościami uroczystości, imprezy czy meliny. Część z nich akceptuje, część nie - raczej nikt nie ma mu tego za złe i cieszy się dobrą reputacją w praktycznie wszelkich możliwych kręgach.
Ogólnie rzecz biorąc, jest po prostu stałym bywalcem zarówno dworów szlacheckich czy nawet i królewskich pałaców, ale nie stroni od towarzystw bardziej szemranych. Ma parę kontaktów zarówno u wysoko urodzonych, jak i w jakichś gangach działających w cieniu oficjalnych miast.

Historia:
Postaram się nikogo nie zamęczyć...
Nie tak dawno temu, bo dwadziescia sześć lat przed dniem dzisiejszym, żyła sobie pewna rodzinka. Jaka? No nie wiem - nie oni mnie wychowali.
Od kiedy pamiętam, byłem pod skrzydłami pewnego grajka, jeżdżącego po świecie i grającego... no, wszędzie. Był dla mnie wzorem do naśladowania, ideałem, idolem. Chciałem byc jak on, a on chciał tego samego - nie bez powodu zapewniał mi opiekę. Szkolił mnie, bym został jego godnym następcą, bowiem był człowiekiem w podeszłym wieku, cierpiącym na przewlekłe choróbsko. Najpierw więc nauczyłem się śpiewać, bo mistrz mój miał okrutną chrypę (po dziś dzień nie wiem, czy przez zarazę, czy przez gorzałę), ale talent pokazałem dopiero po tym, jak zacząłem dzierżyć lutnię. Przeszkoliłem się we wszelakich instrumentach dętych, klawiszowych i na bębnach, ale lutnia była moją wybranką. Gdy miałem naście lat - nie pamiętam nawet ile - mistrz opuścił mnie. Była to śmierć tyleż gorzka, co spokojna. Umarł ze starości, nie z choroby, w spokoju, że zostawi po sobie wspaniałą spuściznę. Mnie. Jeździłem po świecie, dbając o swą reputację, która wkrótce zaczęła przerastać tę, jaką dysponował mój mentor, o którym rychle zapomniano - na moje miejsce. Nie całkowicie, rzecz jasna. Ja dalej nosiłem go w mym sercu, choć, oczywiście, z każdym rokiem stawał mi się coraz odleglejszy.
Pewnego razu trafiłem do pewnej stajni na obrzeżach miasteczka położonego niedaleko Piltover, gdzie musiałem się przenocować, bo byłem zmęczony, spragniony... no i w ogóle. Spotkałem tam mężczyznę, który zwierzył mi się z pewnego problemu - miał niesprawną kobyłę, która do niczego była mu nieprzydatna i szczerze chciał się jej pozbyć. Ja natomiast... miałem gołe buty. Gwoli rozsądnego pomyślunku zaproponowałem więc, że zapłacę za nią parę groszy i wezmę ją. Stajenny odparł, że na nic mi się ten koń nie przyda - w końcu nie raz próbował ją osiodłać czy zaprzęc do wozu, na próżno. Nie tylko zresztą on - wielu próbowało.
Jednak tylko mi się udało.
Nie wiem dlaczego. Po prostu tak się polubiliśmy od pierwszego wejrzenia, zupełnie jak ja i rudowłose piękności z karczem, jakie odwiedzam po drodze, hehe. Nie tylko zresztą rudowłose, no ale dobra, to już temat na oddzielną historię... ba - na całkiem wiele historii. No ale, wracając.
Jakiś rok po zdobyciu kobyły, zdążyłem się z nią dość mocno zżyć. Straszliwy więc był mój smutek, gdy pewnego dnia - a raczej nocy - po prostu zniknęła. Nie była przywiązana, spała na zewnątrz namiotu na trakcie. Nie sądziłem, by ktoś zdołał ją ukraść, nie powinna też raczej odejść. Tak czy inaczej, stało się coś dziwnego. Poszukiwałem jej dość długo w lesie nieopodal, ale zacisnęły się na mojej nodze sidła. Już myślałem że jestem stracon, siedząc tam wiele godzin. Zacząłem więc śpiewać testament i epitafium. Słysząc tę żałobną pieśń, na pomoc przybiegła mi mysz - zresztą, zjawiło sie też nieco innych zwierząt, ale tylko ta bohaterska myszka pomogła mi, przegryzając wnyki.
Gdy wróciłem na trakt, zastałem tam... a jakże - mojego poczciwego towarzysza. Stał tam i czekał na mnie. Cóż się z nim stało? Do dziś nie wiem, ale przez tego cholernego zwierzaka prawie bym się zabił. I to nie raz! Jakoś tak się jednak złożyło, że mimo wielu takich przygód zawsze sobie jakoś radziłem - a to sprytem, a to na pomoc przychodziła mi przyczyna moich zmartwień... No. Resztę zostawiam na później - opowiem wam, jak tylko się spotkamy!
Ach - byłbym zapomniał. Po Apokalipsie nie było widać kompletnie żadnych znaków mogących wskazywać na to, co się z nią w międzyczasie działo. Kiedy jednak podszedłem bliżej, zauważyłem, że coś ma w pysku. Byłem ciekaw, czym jest tajemniczy przedmiot, ale byłem też świadom, że ta cholernie uparta kobyła tak łatwo mi tego nie odda. Dałem jej więc marchew jaką przy okazji miałem przy sobie, a ta, otwierając pysk, wypuściła jakiś świstek. Ciekaw co było w środku, zajrzałem w papier, a tam ujrzałem... przepis kulinarny.
"W rondelku umieść mąkę ziemniaczaną, cukier i cztery żółtka kurzych jaj. Wymieszaj, a następnie - gdy wszystko ładnie się połączy - zacznij dolewać mleko, cały czas mieszając. Postaw rondel nad płomieniem, by masa podgrzewała się. Mieszaj cały czas - żwawo! - by nie porobiły się grudki. Wkrótce, gdy substancja zgęstnieje, odstaw ją w chłodniejsze miejsce.
Nałóż do miseczek i ciesz się ze znajomymi doskonałym smakiem budyniu!
Ciekawym rozwiązaniem może okazać się dodanie owoców lub syropu."



Lubi truskawkowy budyń - Jhineł


Ostatnio zmieniony przez Jeździec Apokalipsy dnia Czw Lut 02, 2017 2:16 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#2PisanieTemat: Re: Jeździec Apokalipsy   Czw Lut 02, 2017 2:03 pm

Nie akceptuję, nie ma przepisu na naleśniki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#3PisanieTemat: Re: Jeździec Apokalipsy   Czw Lut 02, 2017 2:20 pm

Masz akcepta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#4PisanieTemat: Re: Jeździec Apokalipsy   

Powrót do góry Go down
 
Jeździec Apokalipsy
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Strefa Gracza

 :: Karty Postaci :: Zaakceptowane Karty
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon