IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stara Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#1PisanieTemat: Stara Karczma   Sro Lut 08, 2017 11:11 am

***

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#2PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Sro Lut 08, 2017 12:03 pm

Starzy przyjaciele, stare wieczory przy dobrym, ukochanym piwie. Karczmę odwiedzaliście już wielokrotnie. Mało ludzi. Znaliście tutaj każdego bywalca, z niektórymi nawet zdarzyło Wam się wspólnie pić. Sprzeczki bywały tutaj rzadkością. Idealne miejsce do rozmów i napicia się lokalnego browara. Knajpa nie wyróżniała się niczym specjalnym na tle innych, może dlatego miała w sobie taki klimat. Drewniane stoły i krzesła rozrzucone między barem często stały zakurzone, a niepozorne woskowe świecie powoli wypalały knoty. Zapach świeżego chmielu jedynie dodawał swoistości. Gości najbardziej urzekały jednak barmanki. Młode, urodziwe, ale wredne. Miały charakter, nie raz samodzielnie potrafiły rzucić pustą butelką, aby uspokoić towarzystwo. Cóż się dziwić, do takiej pracy należy mieć cierpliwość.
Egon, dawno nie widziałeś się z Rolandem. Twoja praca nie pozwalała na częste wypady, ale jeśli chciałeś mieć pieniądze, musiałeś się poświęcać. Nim drzwi za Tobą zatrzasnęły się z cichym trzaskiem, podszedłeś do baru, aby zamówić ulubione piwo. Tego wieczoru było wyjątkowo spokojnie, cicho. Zbyt cicho. Nawet obecni biesiadnicy szeptali, zamiast normalnie rozmawiać. Nie przejąłeś się tym za bardzo, w końcu nie Twój interes, prawda? Roland, cieszyłeś się ze spotkania, mogłeś nareszcie po trudnym tygodniu zapomnieć o wszelkich problemach. Brakowało tylko odpowiedniego alkoholu. Wchodząc do baru od razu zauważyłeś niepokojącą pustkę. Nic nowego. Twoją uwagę jednak przykuł pewien mężczyzna, siedzący nieopodal tylnego wyjścia. Tasował talię kart, wpatrując się w wyłożonego asa. Jego twarz już gdzieś widziałeś.


Macie wolną rękę, rozpisujcie o czym rozmawialiście i jak zareagowaliście na otoczenie. Możecie dzielić się informacjami, spostrzeżeniami.


Ostatnio zmieniony przez Khada Jhin dnia Wto Lut 14, 2017 7:03 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Egon Riebel
Liczba postów : 8
Dołączył/a : 12/01/2017

#3PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Sro Lut 08, 2017 9:32 pm

"-Znów na stare śmieci." Przez umysł najemnego psa przebiegła krótka chwila zadumy, gdy spozierał na karczemny szyld. Miejsce niosło ze sobą wiele wspomnień, tych, których nie pragnął skazać na zapomnienie. Wszak wszystkie z nich były "dobre", zaś tych "złych"... Spity umysł nie spamiętywał zbyt wielu rzeczy, toteż przyjemna iluzja mogła trwać w najlepsze. Choć należało zadać pytanie, czy reszta wspominała pijackie ekscesy Egona dobrze.
Uniósł hakownicę nieco wyżej, opierając ją miękko o bark. Pozostało mu tylko wejść i napić się, mimo, iż brzdęku zarobił niewiele. Dźwirze potraktował łagodnie, popychając je wolną dłonią i hamując je palcami, gdy znalazł się już w wnętrzu. Z pewnością drzwi nosiły na sobie najróżniejszych podeszew, ale tej Egonowej zaszczytu nie miały. Nie pojmował idei wykopywania drzwi, tylko po to by przez nie przejść. Przecież w środku nie siedziała banda uzbrojonych trepów, których chciało się wziąć znienacka. Marny sposób na podłechtanie swego ego, zaś wyborny by zarobić pustą flaszą między ślepia. Zwłaszcza, że tutejszy personel zaskakująco celnie pacyfikował nimi co bardziej krnąbrnych gości.
-Powitać. Rzekł przy wejściu, kiwając głową w dół i z marszu udał się w stronę lady. Głos weterana nie był miły dla ucha. Jakby Egon mówił z ustami pełnymi tłuczonego szkła i suchych liści
Rozległo się głuche łupnięcie, gdy kilkunastokilogramowy kawał poskręcanego ze sobą żelastwa i drewna zetknął się z podłogą. Wsparł ją o ladę i szarpnął nieco, by upewnić się, że nie osunie się na ziemię, po czym wziął się za zdejmowanie rękawic. Wpierw pasy, potem sprzączki...
-Kufel ciemnego piwa. Tego z południa. * Nazwa trunku umknęła mu z pamięci, lecz osoba za ladą winna skojarzyć i piwo i najmusa i jego upodobania. Albo przynajmniej piwo. Choć mało, która osoba była równie szpetna i zapadająca w pamięć co on i jego szpetna i niedbale obandażowana twarz. Cóż... Z tłumu innych istot będzie się wyróżniał, aż nadto. Zsunął rękawicę, a i korzystając z chwili poluzował niechlujne bandaże, którymi owinięty był jego czerep. Sięgnął do sakwy i wysupłał należny brzdęk, kładąc go na szynku.
Rozejrzał się wokół. Przysiągłby, że od dawna nie było tu takiej ciszy. I z pewnością nie była to reakcja na jego widok. Wszak był tutaj niejeden raz, więc powinien przynajmniej części bywalców lub personelu na stale zarysować się w pamięci. Lecz nie poświęcał temu większej uwagi. Ot jałowy dzień w interesie.
Podziękował skinięciem głowy i ujął przyniesiony kufel piwska jednorącz. Drugą zaś chwycił hakownicę za hak i wlókł ją za sobą, niczym troll maczugę, kierując się do wolnego stolika przy którym zaraz zaczął się "odżelastwiać." Broń wsparł o blat, kapalin wylądował obok kufla piwa, natomiast torba i plecak na jednym z wolnych krzeseł, hakapik znalazł się na środku blatu. Usadowił się tak, iż drzwi do środka miał po swej lewej. Zsunął brudny bandaż z brody, co by go nie upaćkać jeszcze bardziej i pociągnął należycie z kufla. Zełgałby, gdyby mógł stwierdzić całą tą symfonię smaku. Przepite litrami gorzały gardło Egona skutecznie otępiało tą zdolność.
-Bry krwawniku. Gdy tylko Roland znalazł się w środku izby. Pozdrowił go uniesioną, czteropalczastą dłonią, wskazują głową wolne miejsce obok siebie.
-Jak wieści ze świata? Zagadnął, pociągając kolejny łyk z kufla. Jedno piwo to zaledwie rozgrzewka. Egon pod względem upijania się był... Bądź co bądź mało ekonomiczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Roland La Effet
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 30/01/2017
Skąd : Klepacze

#4PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Sro Lut 08, 2017 11:26 pm

A jakże. Po Egonie do karczmy nie wlazł kto inny jak wielkolud co się zwał Roland. Był wyposażony również w pełni, jakby był gotów na wszelkie niebezpieczeństwa podróży czy czegoś innego. Wlazł takowoż do środka również nie kopiąc drzwi, lecz popychając je dość mocno z środka dłoni. Jego siła sprawiała że i tak poleciały tak jakby kopnął w nie Egon. Zamknął je za sobą nieco delikatniej. Na sobie miał jak wspomniano, cały rynsztunek. Na dupie wisiał mu chlebak, na prawym pośladku, pełen jak nazwa wskazuje - granatów. Nie nie... Nie tym razem. Dzisiaj było to po prostu parę podstawowych gratów jak metalowy, szczelny pojemnik jego własnych malin, butelka gorzały średniej jakości i parę monet w wewnętrznej kieszeni. Wierzchnią powłokę stanowił jego zaufany kirys z paroma starannie wyklepanymi i temperaturowo ulepszonymi wgięciami, by nie miały wcale gorszej wytrzymałości niż reszta stali. Hełm na pasku spoczywał na karku, trzymający się owym paskiem za szyję. Na prawym ramieniu na solidnym, skórzanym pasie wisiała strzelba. "Strzelba"... Monstrualny kawał stali wysokiej jakości z niezawodnym, dość topornym mechanizmem, z drewnianym łożem oraz takową kolbą, z ciemnego cisu bejcowanego solidną warstwą, ażeby warunki atmosferyczne nie zeżarły tych elementów. Metalowe części zewnętrzne broni były pokryte oksydą, a wewnętrzne mechanizmy pokryte w niektórych miejscach chromem, nadając im wręcz legendarnej wytrzymałości. Roland miał szczęście swojego czasu że schlał poprzedniego właściciela. Zapomniał wtedy wspomnieć wysokiej jakości mechanizmy wewnętrzne. Od pasa wzdłuż uda, pod prawą ręką w specjalnej pochwie był przytwierdzony natomiast beilpicke. Ot, zwykłe ale jak bardzo charakterystyczne narzędzie inżynieryjne.
- A ciebie co tu przywiało, skurlu?
Wyszczerzył paskudną gębę w grymasie który przypominał po prostu wredny uśmiech. Zaraz podlazł jeszcze do lady i zamówił sobie coś do picia.
- Dajcie mi gospodarzu piwa. Ciemnego.
W odróżnieniu od starszego weterana on nie miał głosu jakby zeżarł starą szklarnię. Łapiąc za kufel zerknął na jegomościa z kartami i pozwolił sobie na niewybredny komentarz.
- Wróżka dziś też wlazła? No no. Dwie kaleki i hazardzista.
Jednak zawiesił wzrok na chwilę na Egonie, na nieco dłużej.
- Dobra. Kaleka, hazardzista i pancernik.
Jakby poprawił się o sobie i klapnął se na przeciw Egona, kaszląc niezbyt głośno w pięść. Zdjął strzelbę z ramienia i postawił opartą o stół. Widać że był zadowolony z tej broni. Poprawił jeszcze płaszcz, który kupił kiedyś razem ze strzelbą. Był to ziemistobrązowy element ubioru o pogrubionej warstwie wokół torsu, na łokciach i ze stalowymi guzikami układającymi się w dwa rzędy naprzemienne. Mankiety były obtoczone jeszcze czerwoną obwódką z drelichu. Z owego były również wykonane jego spodnie w kolorze ciemnego feldgrau, wpuszczone w buciory z bardzo wytrzymałej gotowanej świńskiej skóry, polakierowane na ciemno, zapinane na dwa pasy nad kostką i sznurówki, z nich wystawały jeszcze onuce z ziemistozielonej szmaty, trzymające się u zwieńczenia pod kolanem za pomocą pasków ze spinkami. W końcu wziął się za odpowiedź do starego.
- Psy szczekają, koty miałczą, baby zrzędzą a dziady pierdzą.
Wyjął wtedy ze chlebaka pojemnik z malinami i go otworzył, następnie postawił go na wieku i uraczył się swoimi ulubionymi owocami.
- Częstuj się.
Burknął. Co będzie żałował jednemu z niewielu znajomych? Piwo zagryzane malinami miało bardzo ciekawy posmak... Zagapił się na jedną z tutejszych dziewczyn myśląc o tym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#5PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Czw Lut 09, 2017 10:22 am

  Roland, nie myliłeś się, określając mężczyznę hazardzistą. Uwielbiał oszukiwać, nigdy nie przegrywał, wręcz tego nienawidził. W bardzo szybki sposób zwyciężył nawet z doświadczonymi, przewyższającymi wiedzą młodego amatora graczami. Niestety, niewiele osób chciało odzyskiwać utraconą godność. Wszak nim by się tak stało, byłoby już bankrutami, a mężczyzna liczyłby wygrane pieniądze uśmiechając się grzecznie. Nikomu nie udało się dowieść jego oszustw, ale każdy wiedział, że to robi. Dlatego nazwano go Bone. Kość, której nie da się złamać. Imienia ani nazwiska nie zdradzał. Nie chciał ryzykować.
Mężczyzna ubierał się nadzwyczaj elegancko. Nawet w karczmie miał na sobie biały, drogi garnitur szyty na miarę w najlepszym sklepie odzieżowym w Piltover, a na dłoni bogato zdobiony zegarek od zasłużonego zegarmistrza również tego samego koloru. Niebieskie spojrzenie i długie szatynowe włosy związane w lekkim nieładzie. Tyle wystarczyło, aby barmanki spoglądały na niego ukradkiem. Pomimo, że wzrostem nie zachwycał obu kobiet.
Schował tasowane karty do skórzanego, pozłacanego pudełka, rozglądając się po sali. Jego wzrok został jednak na Tobie, Egon. Wydałeś mu się odpowiednią osobą. Nie zdziwił więc fakt, że Bone podszedł do Waszego stolika, przysuwając sobie własne krzesło. Uśmiechnął się szeroko, rzucając karty na stół. Pewności siebie mężczyźnie nie brakowało. - Witam panów. Mała gierka w pokera? Nic panowie nie stracą - parsknął, biorąc jedną z malin, którą oczywiście zjadł ze smakiem. - Więc jak?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Egon Riebel
Liczba postów : 8
Dołączył/a : 12/01/2017

#6PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Pon Lut 13, 2017 10:18 pm

Nie zdziwił gdy Roland od samego wejścia jął miotać mięchem. Egon nie znał drugiej tak obelżywej, bluźnierczej i szpetnej mordy jak ta Rolanda. No... Może poza swoją. Wszak jego pysk wyglądał co najmniej tak, jakby był w dzieciństwie bity jeżem po twarzy. Albo jeżem przytwierdzonym na końcu jakiegoś badyla.
-Jeszcze pierdnij i beknij, trepie. Wieśniacze wejście zakończysz wisienką na torcie. Burknął, sięgając dłonią po kufel z którego zrazu pociągnął. Moment upijania się do nieprzytomności można uznać za rozpoczęty, wszak i gorzała i kompan do picia już się odnaleźli.
Na cel wizyty w tej spelunie w odpowiedzi uniósł kufel i otarł szpetną gębę wierzchem dłoni.
-To i bełt. Tutaj mają taki jak powinien. Wypala, przeczyszcza pamięć i kosztuje tyle co nic. Odparł, stawiając z stuknięciem naczynie na blat. Nie pije się na pusty bebech. Trza coś zjeść! A, że od piwa rośnie kałdun, to i zastąpić zwykłe jadło może! Pozostało zamówić tylko to co najważniejsze. Toteż uniósł dłoń i jeśli ktoś by raczył się pofatygować to zamówiłby dwie flaszki bełtu. Należność wręczyłby natychmiast i podziękował skromnie.
-Hę? Mruknął i rozejrzał się dokładnie, by pokrótce zwrócić się w stronę rzeczonego hazardzisty. I pierwszą myślą Egona było - co tu ktoś taki jak on do cholery robi? Hazard pojmował, w każdej spelunie znajdował się mistrz kart lub kości. Ale, który z nich miał wszystkie zęby? I nosił garnitur do diaska?! Zmrużył błękitne ślepia, lustrując go chłodno.
-Faktycznie kaleka. Ja nie podcierałem rzyci łokciem. Odrzekł kąśliwie, odwracając się  tylko po to by wytknąć palcem kalectwo Rolanda. Uniósł jeden z kącików ust w złośliwym grymasie. Egon był wrednym i zgorzkniałych człowieczkiem. Potrafił jedynie mniej lub bardziej skutecznie to maskować. Zaś Pancerny z marszu raził wszystkich swym pochodzeniem. Przynajmniej o takowe go posądzał stary najmus.
A propos rażenia - buractwo Rolanda wręcz wybornie musiało współgrać z nieprzyjemnym zapachem Egona. Ten śmierdział jakimiś ziołowymi specyfikami, które dość mocno trącały w nozdrza, jak i naturalnie alkoholem. Tą dwójkę czuło i słyszało się jeszcze zanim oczy zdołały wychwycić ich sylwetki...

I najpewniej docinałby wielkoludowi dalej, gdyby nie mało cieple widziana i jeszcze mniej spodziewana wizyta burżuja.
-Nie. Nie gram z nieznajomymi. Rzekł chłodno, acz kulturalnie, przyglądając mu się lepiej. Starał się zapamiętać rysy, rzucające się w oczy skazy, czy po prostu zlustrować go, by spróbować ocenić czy nie ma majchra lub innej broni pod garniturem. Nie tłumaczył dlaczego. Po prostu krótka i stanowcza odmowa.
Oczy Bliznowatego wędrowały za dłonią Bone'a gdy tylko sięgał po jedną z malin... T powinno być ciekawe. Zwłaszcza, że właścicielem koszyka był choleryczny olbrzym...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Roland La Effet
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 30/01/2017
Skąd : Klepacze

#7PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Pon Lut 13, 2017 10:52 pm

- Nie łokciem. Pfy. I nie wisienką... Malinką.
Skwitował w odpowiedzi Egonowi.
- Barkiem. Metanolu chlałeś? Tym co czyszczę szklarnie i części po obróbce? Ostatnio obmywałem zapasowe kurki od Czwórki. Jakoś za dużo mi umknęło. Może to twoja sprawka.
Fakt faktem, rękę miał uwaloną przy samej nasadzie, a metalowe palce uderzały o stół wydając bardzo charakterystyczny dźwięk. Siła delikatnego uderzenia rezonowała wewnątrz opancerzonej kończyny i jej mechanizmów niesłyszalnie, jednak dla Rolanda wyczuwalnie na kikucie. Przynajmniej minimalne czucie zostało zachowane we wnętrzu dłoni i czubkach palców. Nie wiedział jakim cudem zegarmistrz mógł sprawić taki mechanizm, ale miał pewne teorie. W końcu sam był nie w kij dmuchał fachowcem od budowania różnych dziwactw.

Problem zaczynał się kiedy jegomość bez zgody właściciela uraczył się maliną. Odsunął pojemnik na drugi koniec stołu, z daleka od nieproszonego gościa.

Wzrok Olbrzyma wyostrzył się a brwi zjechały w monobrew, marszcząc po drodze czoło.
- Twoje są, piękna buźko? Nie wygrałeś ich jeszcze. I nie wygrasz. Łajzo.
Co jak co, ale o owoc swojej ciężkiej pracy dbał, może i troszkę za bardzo. Hodowanie malin i jakichkolwiek innych owoców w Zaun to ciężka robota. System filtracji był dość skomplikowany by krzewy dostawały czyste powietrze bez smogu i innych oparów które mogły je spalić lub zanieczyścić, do tego czyszczenie szklarni wymagało sporo wysiłku i specjalnej myjki by uczynić ten proces łatwiejszym i rozsądniejszym. A jakiś podejrzany typ nie będzie mu ich żarł jakby były jego. Inna sprawa jeżeli by podbił z czymś co może zaoferować zarówno Rolandowi i Egonowi. Z wódeczką, piweczkiem, czy czym. Ale tak na krzywy ryj i jedynie z kartami? Takich to obaj brzydale nie lubili, jeden bardziej od drugiego.

Roland zerknął po sobie i upewnił się czy wszystkie rzeczy ma nadal przy sobie. Z takimi podejrzanymi typami nigdy nie wiadomo... Troche jak z yordlami. Na pasek który leżał na ziemi od strzelby nacisnął butem, uniemożliwiając jej kradzież.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#8PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Wto Lut 14, 2017 6:49 pm

Mężczyzna nie tylko się Was nie bał, ale był również pewny siebie.  Spokojnie bawił się własnymi kartami, uśmiechając się niepozornie. Nie należał do złodziei, dlatego o uzbrojenie mogliście być spokojni, jednak zachowanie ostrożności nigdy nikogo nie zabiło. Obserwował otoczenie, słuchając tego, co do niego mówiliście. Westchnął cicho, udając zawiedzionego odpowiedzą. Liczył, że się zgodzicie, ale nie żałował, że podszedł zbyt wcześnie. Zegar naścienny wybił wówczas oczekiwaną przez niego godzinę.
- Wielka szkoda - prychnął, kontynuując tym razem w stronę Rolanda, którego uwaga wielce go uraziła: - Mówiłem. Nic panowie nie stracą. Chciałem po prostu zagrać. Niewielu mam kompanów, kobieta mnie zdradziła. Okropna sprawa - pokręcił z niezadowoleniem głową. Dziwnie się zachowywał. Raz udawał pogodnego, aby chwilę później uraczyć rozmówców smutną, wymyśloną opowieścią. Łatwo dostrzegliście kłamstwo. Ale miał cel. Chciał przytrzymać Was na tyle długo, ile mógł. - Ehehe.. Będę się zbierał, nie chcę panom przeszkadzać, jeśli jesteście zajęci sobą. Czas mnie goni - rzucił na stolik talię kart. - Żegnam - po czym wyszedł szybkim krokiem, nie myśląc, aby się zatrzymywać. Roland, zaciekawiony postanowiłeś przyjrzeć się im bliżej, nawet zdążyłeś dotknąć jedną, gdy przez główne drzwi karczmy wpadła Gwardia Imperium Noxus. Najpotężniejsi żołnierze pilnujący samego władcę niepokonanego państwa. Wybrani spośród licznej, wyszkolonej armii. Najbardziej doświadczeni. Nie wiedzieliście ilu ich dokładnie było. Udało się Wam spostrzec pięcioro, reszta prawdopodobnie otoczyła budynek. Pozostali biesiadnicy byli przerażeni, kilkoro uciekło oknem. Przekrwawione, posrebrzane zbroje i poszczerbione miecze wraz z toporami przypiętymi do skórzanego pasa wzbudzały lęk. Nikt nie chciał stać się ofiarą okrutnych gwardzistów, ani się im sprzeciwić. Mieli jednak cel - dorwać hazardzistę, który śmiał oszukać sekretarza stanu. Niestety, znali jedynie wygląd jego kart, ale nie potrzebowali więcej.
- Pojmać ich - krzyknął jeden, wskazując na Was, gdy tylko dostrzegł talię mieniących się, pozłacanych kart na stoliku. Wiedzieliście, że walka z nimi jest dosyć ryzykowna, więc może ucieczka byłaby najlepszą opcją? Lub wyjaśnienia? Musieliście myśleć szybko, zostaliście otoczeni.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Egon Riebel
Liczba postów : 8
Dołączył/a : 12/01/2017

#9PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Wto Lut 14, 2017 9:21 pm

-Winszuję. Przyznałeś się nie tylko do bycia kaleką, ale i podcierania dupska czymś innym niż gazetą. Nie ścisnę Ci nigdy więcej dłoni. Odburknął kamratowi. Najpewniej mogli by gadać tak w nieskończoność. Gdyby nie burżuj.

Burżuj, który zaczynał działać Egonowi na nerwy. Nie tylko nie zrozumiał aluzji, iż powinien zjeżdżać stąd w podskokach. Zanim wyleci z hukiem, z krzesłem wsadzonym głęboko w rzyć. Aż po samo oparcie!
-Zamknij trumnę trepie i odszpicuj się wreszcie. Podniósł głos, opierając się łokciami o blat, mimowolnie pochylając się do przodu. Wlepił błękitne ślepia w trepa najpewniej z wyższych sfer. Nie ufał nikomu, kto piastował wyższe stanowisko. ni jenerałom, ni urzędnikom, ni władcom. Niewielu z nich miało dobre intencje wobec plebsu z którego wywodził się najemny pies. Toteż tym bardziej nie miał ochoty słuchać wyssanych z palca bajeczek. Miał natomiast ochotę się po prostu napić czegoś mocniejszego. Bo połówka gorzały na dwójkę weteranów wprawionych w regularne zalewanie robaka byłaby zaledwie początkiem.

Z ulgą powitał moment w którym gaduła odstąpił od ich stolika. W końcu będą mogli w spokoju spić się bełtem, wszak walory smakowe miało to na równi z pierwszym bimbrem, który udało się dwójce żołdaków zmajstrować na skręconej z byle czego aparaturze. Czyli, że bardziej wykręcał aromat, niż procenty.
Gdy talia kart klapnęła miękko na blat stolika, Egon uniósł brew. A raczej uniósłby ją, gdyby ją posiadał. Był zmieszany i zdumiony. Prezent, to to być nie mógł...
Zaś z chwilą, gdy drzwi ustąpiły i do środka wtoczyła się banda siepaczy, świadomość i prawda rąbnęły go z siłą wózka wypełnionego węglem.
-Kierwa. Warknął, opierając jedną nogę na pobliskim krześle. Takim znajdującym się pomiędzy nim, a najmusami, o ile takowe było.
-Nie rób nic głupiego, Roland. Poinstruował chłodno kamrata. Głębokość dupy w której się znajdowali była wprost proporcjonalna do ilości żołdaków wlewających się do izby.
Zgiął nieznacznie oba przedramiona w łokciach w poddańczym geście. Lustrował dokładnie najlepszych z najlepszych. Jak na elitę Noxus wyglądali bardziej jak banda wyciągniętych psu z gardła leśnych zbójów z pierwszego lepszego traktu. Opancerzenie mieli mierne, uzbrojenie było wyszczerbione czyli równie kiepskie. W zasadzie... Walka z nimi nie mogła być z góry skazana na klęskę. Egon i Roland przetrwali już wiele starć, jak i dysponowali lepszym sprzętem. Trzy kule równały się trzem trupom. Lecz... Walka i zabijanie żołnierzy to jednak było dość poważne przestępstwo, nieprawdaż?
-Wyjawcie powód pojmania. Powiedział stanowczo, wlepiając ślepia w kogoś, kto wyglądał na dowódcę. Czyli w tego, kto miał wyraz twarzy nieco bardziej inteligentny od przeciętnego mopsa. Powód najpewniej był oczywisty. Skurl w garniturze. Lecz chciał nawiązać nić porozumienia, by móc dojść do konsensusu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Roland La Effet
Liczba postów : 13
Dołączył/a : 30/01/2017
Skąd : Klepacze

#10PisanieTemat: Re: Stara Karczma   Sro Lut 15, 2017 2:52 pm

Roland zerkając przez ramię na ten cały harmider już miał nawet w głowie ułożony wierszyk...

Pancerz błyszczący,
Dech wstrzymujący,
Rycerz chwały pragnący,
A w srebrze jak jajca psu,
Do księżyca się świecący...

Uśmiechnął się raźno widząc ten sam posrebrzany zestaw "opancerzenia" który widział kilkanaście lat temu. Tu i ówdzie... Ale jakoś nie miał okazji walczyć przeciwko właśnie tym panom. Póki harmider jeszcze trwał, łydką otarł o strzelbę, naciągając kurki. W razie potrzeby byłby gotów porwać broń i wypalić. A jako iż wydawało się że będą podejmować próbę dialogu, to zamknął pudełko z malinami i schował głęboko w chlebaku. Zaraz zaczął jednak kojarzyć fakty. Przecież ani tacy bandyci, ani osoby w białych garniturach nie udają się do takich spelun.

- Wy do właścicielka kartoszek? Spierdolił. Parę sekund temu.

Nawet ich nie tknął. Kij wiedział czy nie pokryte jakimś cyjankiem czy innym dziadostwem kładącym nawet najsilniejsze stworzenia w parę minut, o ile nie sekund. Do tego dokładnie wiedział że sam nie zrobił nic co sprawiłoby że cała banda hołoty szukałaby go po całym Noxus. Strzelbę podniósł za pasek i powoli, bez raptownych ruchów przewiesił sobie przez ramię, drugą rękę trzymając w powietrzu, z dłonią nad głową. Wstał od razu i oparł się tyłkiem o kant stołu, przodem do całej wesołej kompanii. Splótł dłonie na swoim brzuchu i patrzył. Dał Egonowi wolną rękę działania.

Skanował ubiór i osprzęt przeciwnika bardzo dokładnie swoim jakby nie patrzeć - eksperckim okiem. Już w razie czego wypatrywał mocne punkty w ich rynsztunku. A dlaczego nie słabe? Bo one świeciły się jak pryszcze na mordzie albinosa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#11PisanieTemat: Re: Stara Karczma   

Powrót do góry Go down
 
Stara Karczma
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Kontynent Valoran

 :: Imperium Noxus :: Stolica Imperium :: Zewnętrzny okrąg
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon