IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Marceline Abadeer

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Marcelina Abadeer
Liczba postów : 7
Dołączył/a : 19/02/2017

#1PisanieTemat: Marceline Abadeer   Nie Lut 19, 2017 3:35 pm

Imię i nazwisko: Marcelina Abadeer, dla przyjaciół Marcysia
Tytuł: Samozwańcza Królowa Wampirów

Wiek: Taka stara z niej dupa, a ciągle zachowuje się, jakby miała 19 lat... A tak naprawdę ma ok. 250 lat. A żeby było śmieszniej, wygląda na to 19 lat.

Rasa: Wampir

Miejsce pochodzenia: Freljord
Przynależność: Imperium Noxus
Ranga: -
Profesja: Artystka


Wygląd:

Marcysia jest wysoką dziewczynką, naprawdę wysoką dziewczynką, która mierzy 180 cm wzrostu. Należy do szczupłych kobiet, delikatne rysy twarzy. Z tytułu, że jej matka była elfką, posiada szpiczaste uszy. Może się poszczycić łabędzią szyją. Widoczne obojczyki. Delikatne ręce, dłonie zakończone długimi palcami a na nich mocne paznokcie. Biust Marceliny nie jest jakiś gigantycznych rozmiarów, ale deską też nie jest. Spokojnie mieści się w mniejszych miseczkach C i większych B. Płaski brzuch. Długie, nogi. Jej skóra jest bladoniebieska, ale to też zależy od oświetlenia, czasami wydaje się szara a i bywa, że wydaje się być idealnie biała. Jej oczy są koloru zieleni, jednak woli się trochę pogłodzić i posiadać czerwone oczy, jej drobnym zdaniem, wygląda wtedy groźniej, tak samo robi ze swoimi kłami, wydłuża je do takiej długości, by nachodziły  na jej wargi. Skoro przy zębach jesteśmy, kiedyś poddała się zabiegowi ostrzenia zębów, więc reszta jej uzębienia, posiada stożkowaty kształt. Jej język przypomina język węża. Z powodu swojego wieku, posiada strasznie długie włosy, które sięgają do stóp. Są one koloru atramentu. Bardzo lubi je modyfikować, podcinać, splatać, upinać – na szczęście szybko odrastają.

Charakter:
Dla ludzi, yorldi... wszystkich nie jest pozytywnie nastawiona z samego początku. Można powiedzieć, że jest nawet agresywna, nie lubi zawierać nowych znajomości, ale stara się od razu nie skreślać nieznajomych. No jak to się mówi, różnym stworzeniom się z oczu patrzy. Jeśli osobnik nie wykorzysta swej szansy, trafia na czarną listę... Zapytacie się pewnie, co trzeba zrobić, by na nią trafić? Ależ to dziecinnie proste! 2 szklanki mleka, 3 jaj... nie ta karta... Ależ to dziecinne proste! Wszystko co ją wkurza w danej osobie, już sprowadza do tego, by kogoś spisać na straty. Mimo że ma te 250 lat wychowano ją w manierach, więc tego samego oczekuje od jej obiektu obecnego zainteresowania. Już same wulgaryzmy doprowadzają ją do szewskiej pasji, ale nie ukrywajmy, sama zirytowana do granic możliwości, rzuci jakąś prostytutką. Prócz tego, brak szacunku dla rozmówcy. Kiedy petent nie utrzymuje z nią kontaktu wzrokowego, stoi bokiem, też ją to niezmiernie irytuje. No, długo by wymieniać, ogólnie – brak kultury. Prócz tego, nie lubi być ignorowana. Czego jeszcze tak nie lubi... brzydzi się kłamstwem. Kłamstwem i chamstwem. Trzeźwo myśląca dziewczyna, potrafi o siebie zadbać. Zawsze stara się przewidzieć każdą sytuacje.
Prócz szybkiego określania osobników, po sprzeniu na nich, lubi sprawiać wrażenie silnej... nie... złej i niezależnej! Dokładnie. Według niej, liczy się pierwsze wrażenie, a sprawienie wrażenia silnej często się przydaje.Zawsze  wie czego chce, zdecydowana i to bardzo. Nawet gdyby musiała iść po trupach, dostanie to czego chce.
No dobrze, załóżmy, że petent zdał jej test i Marcysia się z nim zaprzyjaźniła. Ten automatycznie wygrał życie. Marcelina będzie w stanie za nim w ogień wskoczyć. Dla przyjaciół zrobi wszystko, nawet obstawę załatwi. Przy bliższym poznaniu, naprawdę spoko z niej babka, lubi się pośmiać, pośpiewać – co bardzo dobrze jej wychodzi. Jeżeli chodzi o przyjaźń damsko-męską to traktuje ją z bardzo dużym dystansem. Sprawia wtedy wrażenie łatwej, jednak zawsze odstawia mężczyzn z kwitkiem.
Kiedy ma złe dni, przed znanymi jej osobami, staje się prawdziwą otwartą księgą, przez co można się o niej dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.


Umiejętności:

Niemagiczne

- Wspaniały wokal
- Potrafi grać na banjo, gitarze akustycznej i basowej
- Jest oburęczna
- Doskonale sobie radzi z bronią białą
- Potrafi strzelać z kuszy i łuku
- Całkiem nieźle jej idzie walka w ręcz


Magiczne

- Wampirza siła oraz wyostrzone zmysły (związane z rasą)
- Umiejętność lewitacji – Marcelina potrafi lewitować na wysokość max. 35 metrów.
- Niewidzialność – wampirzyca staje się niewidzialna dla oka ludzkiego (wszystkie umiejętności magiczne, przedmioty, które pozwalają na widzenie niewidzialnego – pozwalają obserwować Marcelinę)
- Polimorfia – Marcelina jest w stanie zmienić się w nietoperza, zdolnego do walki (nietoperz posiada ok. 10 metrów wzrostu, zwiększa tężyznę fizyczną dziewczyny)
- Oczy na podczerwień – w całkowitej ciemności, dziewczyna jest w stanie znaleźć przeciwnika/przyjaciela/kolacje po ciepłocie jego ciała
- Okresowy immunitet na ogień – przez krótki okres czasu, Marcelina jest ognioodporna, jednak ta umiejętność wykorzystuje bardzo duże zasoby energii, przez co musi prawie niezwłocznie posilić się krwią




Ekwipunek/złoto:
~ 500 denarów
~ Siekoiero-gitara basowa

Ciekawostki fabularne:
~ Ma świadome sny o pomidorach
~ Kiedyś miała dziewczynę. Do dziś skrycie przeżywa jej śmierć
~ Miała kiedyś pieska, który nazywał się Schwabl. Gdzieś w swoim domu przetrzymuje jego zmumifikowaną głowę
~ Mimo, że słońce jest dla niej śmiertelnie niebezpieczne lubi przebywać na jego promieniach. Nie przeszkadzają jej obrażenia, gdyż robi to, wyobrażając sobie to, jakby mogła spędzać ten czas z matką, gdyby ta nie umarła
~ Bardzo dawno temu, grała w zespole muzycznym – niestety się rozpadł
~ Najchętniej by wydziedziczyła swojego ojca
~ Jest abstynencką

Historia:
Obudziłam się... jasny pokój, oświetlony przez bardzo jasne światło, prawie jak te słoneczne... Spałam? Może to był jednak sen? Nie, mało możliwe... jakby o był sen, obudziłabym się w swoim pokoju, przy ojcu... W sumie, tak jest lepiej, nie chciałabym go widzieć. Usłyszałam głęboki męski głos, który głucho poniósł się po pokoju - Data urodzenia? – powiedział mężczyzna. Leniwie przetarłam oczy, otworzyłam je, jednak z powodu jasnego oświetlenia, z powrotem je zamknęłam. Nie odpowiedziałam. - Pochodzenie? – znów cisza. - Nazwisko? – eh, no dobra trzeba. Jak pyta to kultura wymaga odpowiedzi – Hex – skłamałam i leniwie podrapałam się po nosie. Ile ja spałam? - Patrz, Jhones – gada! Ja pierdole, ale jaja! – oparłam się szybko na łokciach o stół, który stał w pokoju, westchnęłam - Kultury, kobieta jest w pomieszczeniu. – irytuje od samego początku. Nie dość, że budzi, to jeszcze przeklina - I jeszcze pyskuje! Hah. Dobra, skoro się rozgadałaś, to zacznijmy od początku. Data urodzenia? – Ta, i jeszcze numer domu - Co ja, ID mi wyrabiacie? Wypchajcie się, nie lubię was... – znów śmiech, tym razem drugiego, "Jhones'a", który stał w rogu pokoju - Oj chciałabyś. Zostałaś zatrzymana z powodu zabójstwa – niee, ja chyba jeszcze śpię - Że co proszę? Zabójstwa? – schowałam twarz w dłoniach. Ile ja nie piłam? Miesiąc? -  Dokładnie zabójstwa z wyjątkowym okrucieństwem. – westchnęłam – Panie władzo, to musi być jakiś żart... ktoś mnie wrobił. Niby od kiedy artyści zabijają? – wziąłem głęboki oddech i spojrzałam na mężczyznę, otwierając oczy - Szczególnie, jeżeli używają do tego siekiery, która przypomina gitarę – powiedział i uśmiechnął się szelmowsko - Nie, że przypomina gitarę, tylko nią jest... A propos, gdzie ja jestem? – spojrzałam na niego z wyrzutem - Piltover, posterunek policji – świetnie - Chwila? Co?! Że Piltover? To się wpakowałam... – znów schowałam twarz w dłoniach. Nieźle się rozbujałam... z Noxus do Piltover, w jedną noc. Nieźle musiałam się zapuścić - Dobrze, ale musimy wypełnić papierki. Miejsce pochodzenia? – dobra, bo mnie zamęczy tym pytaniem - Demacia – oparłam się o krzesło i odchyliłam głowę, zamykając oczy i skrzyżowałam ręce na klatce. Naprawdę sądzą, że podam im prawdziwe dane? - Dobrze... Nazwisko mamy... Imię? – i frytki do tego - Ivone. Ivone Hex, pochodzę z Demacii, mam 19 lat i tak – jestem jeszcze dziewicą. Dziewicą, która zaraz ci spuści taki wpieprz, że się nie pozbierasz, ani ty ani ten twój kolega – rzuciłam im niechybne spojrzenie i wstałam, opierając się rękoma o stół. Kolega znacznie się ożywił i odbił się od ściany i podskoczył do mnie. Mężczyzna, który siedział na przeciwko mnie, uspokoił go ręką a ten podstawił sobie krzesło i usiadł obok mnie - Widzę, że pokazujesz pazurki, ale nie zada Ci się to za bardzo. Spisujemy cię tylko i idziemy za kratki - świetnie... Naprawdę bym wolała się obudzić u ojca... Eh, no cóż. Trzeba będzie załatwić sprawę w inny sposób - Ale mi się nie podoba ten pomysł. Nie chce mi się oglądać świata w kratki czy inne paski, więc mnie wypuścicie a ja sobie pójdę i zapomnimy o sprawie - odsunęłam się od siedzącego obok mnie mężczyzny. Oni tylko spojrzeli się na siebie i zaczęli się śmiać. Typowe, no ale cóż... Próbowałam być grzeczna. Stałam się niewidzialna, dotychczas śmiejący się mężczyźni zaprzestali i zerwali się z krzeseł - Więc tak... robimy tak jak mówiłam? Wypuszczamy mnie? - przeciągnęłam się i strzeliłam palcami - N-nie! Straż! - krzyknął jeden. Wyciągnęli broń i zaczęli obchodzić całe pomieszczenie. Wznosiłam się, dosłownie metr nad nimi. Wleciało pięciu rosłych mężczyzn, drzwi zostały otwarte. Nim zdążyli je zatrzasnąć, wyleciałam i zatrzasnęłam je, przekręcając klucz. Siódemka mężczyzn w małym pokoiku, wykiwanych jak dzieci... Tak się pokazuje straż w Piltover.


250 lat temu. Młoda kobieta, przechadzała się po lesie. Nie wiedziała, że była obserwowana... obserwowana przez wampira, którym okazał się mój ojciec. Nie cierpię. Dalej nie wierzę, że był w stanie zniżyć się do tego, by zgwałcić kobietę, samą, bezbronną... Sama bym mu wymierzyła za to karę. Ale nie jestem tu po to by się żalić. Moja rodzicielka została zgwałcona. Nie pochodziła z bogatej rodziny, więc zaraz po śmierci matki a moim urodzeniu zabrał mnie. Zabrał... nie zabrał a porwał. Wychowywałam się wśród porwanych przez niego kobiety. Chciały bym wyrosła na porządnego wampira - w porównaniu do niego. Karmiły mnie, myły... były dla mnie jak matka, której nie miałam. Nauczyły mnie wczytać pisać. Jestem im za to wdzięczna, niestety... nie mogę im już tego powiedzieć. Jedyne czego ojciec mnie nauczył, to nie umrzeć z głodu. Nawet przy tym nie miał cierpliwości. Codziennie przychodziłam z nowymi siniakami by te się z powrotem zagoiły i tak prawie cały czas. Uciekłam. Obrywałam za każdym razem, kiedy coś nie poszło po jego myśli, nie ważne czy to było z mojej winy czy nie. Miałam wtedy z 190 lat, dalej się sobie dziwie, że tyle z nim wytrzymałam... no ale prócz tego, że mnie lał, to jednak posiadał "ludzkie" odchyły. Widać było, że chciał mieć dziecko... Pewnie gdyby nie chciał, to by mnie wtedy nie zabierał, ale mniejsza z tym. Na początku kręciłam się wszędzie gdzie mogłam, trochę po Demacii, potem trafiłam do Bilgewater gdzie wpakowałam się na  statek do Ioni. Zostałam tam do czasu, aż Noxus nie zaatakowało tego pięknego miejsca. Gdy to się stało, wróciłam z nimi jednym ze statków, który przewoził chorych. Ot, jestem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

Miano : Jhinuś
Liczba postów : 45
Dołączył/a : 26/11/2016

#2PisanieTemat: Re: Marceline Abadeer   Nie Lut 19, 2017 5:34 pm

Akceptuję, jednak umiejętności używaj rozsądnie.

Lewitację, Niewidzialność i Polimorfię ograniczam do kolejno: Trzy posty (około godziny-dwóch latania bez przerwy.), Dwa posty max. , Trzy posty (i oczywiście gdy ktoś Cię mocno zrani wracasz do pozycji człowieka.)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Marceline Abadeer
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Strefa Gracza

 :: Karty Postaci :: Zaakceptowane Karty
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon