IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kryształy Dusz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#1PisanieTemat: Kryształy Dusz   Czw Gru 22, 2016 6:49 pm

Prolog



Siedziba Cyrku Cienia

Twisted Fate wpatrywał się swoimi przerażonymi oczami w to, co widział przed sobą. Czuł ciepło krwi spływającej po jego twarzy, która kontrastowała z kilkoma siniakami na twarzy oraz zadrapaniami. Usta miał lekko otwarte, a jego dolna warga delikatnie drżała. Siedział na tyłku, na zimnej posadce, nieco odchylony do tyłu. Lewą rękę trzymał na wysokości klatki piersiowej, prawą zaś opierał się o kamienne kafelki. Jedną nogę miał zgiętą w kolanie, sztywno oparta o posadzkę, druga natomiast leżała na kafelkach, również ugięta w kolanie. Z przodu, całe jego ubranie było pokryte świeżą, prawie bordową krwią.
-D...dlaczego?-dopiero po chwili nabrał odwagi, żeby się odezwać-D...laczego, przecież ledwo, co odzyskałaś swoje życie?
Jego słowa skierowane były do Saehery, która stała przed mężczyzną, acz tyłem do niego, z rozłożonymi na boki rękami. W jej ciele, na wysokości klatki piersiowej, przechodziła na wylot zakrwawiona dłoń z ostrymi szponami.
Dziewczyna ledwo stała, a nogi jej się zaczęły trząść.
-Dlaczego? Odpowiedź!-Tobias podniósł głos.
Saehera spojrzała ukradkiem na niego z uśmiechem. Po czym upadła, wprost na niego, kiedy dłoń wysunęła się z jej ciała.
Krew rozbryzgła się na podłogę oraz siedzącego na podłodze Mistrza Kart.
-Dlaczego? Powiedź w końcu!-czarnowłosy złapał upadającą, po czym potrząsnął, łapiąc za ramiona.
-Jesteś beksalala, wiesz ty o tym, Fate?-Sae powoli podniosła prawą rękę, aby położyć dłoń na głowie rozmówcy.
-Tylko ci się wydaje!-Fate nie mógł powstrzymać łez, które mieszały się z krwią na jego twarzy.
-Jak nie? Facetowi nie przystoi...Khe!- dziewczyna wypluła sporą ilość krwi wprost przed siebie.-Jesteś żałosny…
-Zamknij się już i mów, dlaczego? Czemu to zrobiłaś? Czemu mnie zasłoniłaś?-mężczyzna odrzucił jej dłoń, dość mocnym uderzeniem.-Jesteś głupią idiotką! Głupią, samolubną idiotką!
Saehera ostatkiem sił podniosła się. Czuła, że życie powoli uchodzi z jej ciała. Zrozumiała, że to właśnie tak wyglądała prawdziwa śmierć, na którą tyle czasu czekała.
Objęłą Fate swoją prawą ręką. Przesunęła się tak, aby oprzeć brodę o jego ramię, do którego miała najbliżej. Przytuliła się policzkiem, do jego policzka. Dopiero po chwili, mężczyzna poczuł, że dziewczyna płacze.
-Dziękuję Tobias, za wszystko…-Saehera płakała, a jej łzy mieszały się z krwią.-...Za to, że jako jedyny nie zwątpiłeś we mnie, wiedząc co chciałam ci na początku zrobić...i jakimi pobudkami się kierowałam...podziękuję ode mnie wszystkim, że się jednak za mną wstawili, że pozwolili...bym poczuła się potrzebna…-dziewczyna ponownie wypluła krew-...za to, że na swój sposób mnie pokochaliście...zwłaszcza ty...gdybyśmy się spotkali...w innym miejscu...innym czasie...może...moglibyśmy być wtedy razem Tobias...wybacz, że muszę cię tak zostawić samego...ty jesteś uroczy kotek...którym...trzeba...się cały...czas...o...pie….ko...wać…-ręka Saehery przestała obejmować Fate, a ona sama obsunęła się obok, na podłogę.
Uśmiechnęła się pod nosem, patrząc na Fate. Jej źrenice, bardzo powoli straciły swój blask. Serce dziewczyny, które tyle lat czekało, żeby wróciło na swoje miejsce, biło coraz wolniej. Każde uderzenie było mniej intensywne, aż w końcu poruszyło się ostatni raz, zatrzymując się.
Tobias nie potrafił powstrzymać łez, które spływały, jedna za drugą po jego twarzy. Czuł na wargach ich słonawy smak. Nie docierało do niego to, co się właśnie stało. Patrzył na swoje dłonie, na których miał krew dziewczyny.
-To...jakiś chory...żart…-wydukał, drżąc cały czas.
Przeniósł wzrok na leżące obok ciało dziewczyny. Bardzo powoli złapał ją za ramiona. Potrząsnął kilka raz, potem drugi, aż zaczął robić to co chwila. Nadal nie dopuszczał myśli, tego co się stało. Saehera uratowała mu życie, oddając w zamian swoje. Jakby tego było mało, wyznała mu miłość. On, ktoś kto nie wierzył w coś takiego, zmienił swoje poglądy i pozwolił sobie na uczucie, teraz zaznał najgorszej z możliwej rzeczy, Wyrwano jego serce i rozbito na kawałki, których nie da się już więcej poskładać.
Szarpał dziewczynę za ramiona, ale to nie pomagało. Ona odeszła z tego świata, tak jak tego kiedyś chciała. Nie przypuszczała jednak, że odda swoje życie w imię miłości.
Fate przestał szarpać ciało Saehery. Oparł się czołem o jej plecy. Zacisnął mocno powieki, ale to nie powstrzymało potoku łez, które płynęły nieustannie. Ścisnął dłonie w pięści, kładąc je na plecy dziewczyny.
-Nie...Nie...Znowu to samo...Znowu to samo...- zaczął mówić szeptem-...Tak jak kiedyś mojej rodziny, tak jak kiedyś Gravesa i jej nie potrafiłem uratować…
Ułożył ręce tak, aby skryć w nich twarz. Nie miało już dla niego znaczenia, absolutnie nic. Po raz kolejny, jak uważał, pokazał, że nie jest wystarczająco, żeby obronić kogoś, na kim mu bardzo zależy.




Ostatnio zmieniony przez Twisted Fate dnia Pią Mar 10, 2017 1:42 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#2PisanieTemat: Re: Kryształy Dusz   Pią Mar 10, 2017 1:32 am

Rozdział 1



Las Arrator, okolice Piltover, koło godziny 1:00 w nocy, rok wcześniej


Noc swym płaszczem dawno otuliła okolice. Księżyc, który strzegł migocących na nieboskłonie gwiazd, stał się świadkiem pościgu dwóch cieni. Przemykały między drzewami, prawie bezszelestnie. Tylko ktoś, kto posiadał bardzo dobry słuch, mógł usłyszeć kroki biegnących. Drobne gałązki pękały pod naciskiem obuwia, wydając ledwo słyszalny trzask, co oznaczało, że jeden z nich znajdował się na ziemi. Zaś ten drugi poruszał się znacznie wyżej, skacząc z gałęzi na gałęź co powodowało odpadanie kory na podłoże. Bezprecedensowo, ten będący na górze, uciekał przed tym na dole.
Sowa, siedząca na jednym z iglastych roślin, obróciła łeb, śledząc przemieszczające się osoby. W jej złotych oczach odbijały się obydwie persony. Stworzenie z wielką uwagą przyglądało się tej dwójce. Przekrzywiła łebek na prawą stronę wydając ciche huknięcie. Nastroszyła nieco swoje pióra, co nadało jej puszystego kształtu. Bardzo łatwo można było nazwać ją pluszową, uroczą maskotką. Chociaż, w rzeczywistości było inaczej.
Dopiero, kiedy biegnący zostali oświetleni przez blask Księżyca, który próbował wedrzeć się przez wysokie korony drzew, dało się dostrzec ich sylwetki.
Pierwszym z nich był bez wątpienia mężczyzną, ubranym w dość specyficzny ubiór. Wyglądał jak Joker z kart do rozgrywek. Kapelusz posiadał dwa, wydłużone końce o ostrych, miniaturowych grotach strzał. Ten po prawo miał barwę nocy, zaś drugi miał kolor rubinu. Naramienniki przypominały srebrne, wypukłe półkola, z których wystawały trzy, ostre szpikulce. Te mogły mieć nie więcej jak około pięć do dziesięciu centymetrów. Czerwone nadgarstniki kontrastowały z czarnymi fragmentami ubioru, a także skórzanymi rękawiczkami koloru czystego węgla. Zbroja posiadała dwa kolory, prawa karmazynowy odcień, zaś lewa niczym smoła. Jedynymi, wyróżniającymi się elementami stały się złote ozdoby, o przeróżnym kształcie. Kilka z nich, znajdowało się tuż pod szyją, gdzie wystawał fragment białej koszulki. Wyglądem przypominały wydłużone trójkąty. Pozostałe zaś, usytuowane były w centrum napierśnika, nieco wypukłe, posiadały kształt rombu. To od nich, odbijał się ledwo przemykający między koronami drzew blask Księżyca. Tylna część napierśnika została tak zaprojektowana, aby wychodziło z niej osiem, długich, ostro zakończonych ogonów. Dość zbliżonych do tych na nakryciu głowy. Kolejnym dodatkiem do całego ubioru były spodnie w czarno białą kratę. Te były lekko bufiaste, a dolna ich część skrywała się za fioletowymi nagolennikami. Na ich przedniej stronie znajdowały się, po jednym na każdej części uzbrojenia, przysłowiowy kopnięty kwadrat. Lekka wypukłość dawała wrażenie masywności metalowym ochraniaczom. Dodatkowym ozdobnikiem były, wychodzące zza rombu trzy pasy okalające łydkę dookoła. Czarno-czerwone buty o szpiczastych, uniesionych ku górze noskom, zdawały się wieńczyć cały strój jegomościa. Nic bardziej mylnego. Wystarczyło spojrzeć na twarz, która prawdopodobnie zasłaniała mało sympatyczna maska. Szafirowe oczy lśniły niczym małe żarówki, co z szerokim uśmiechem dawało niezbyt przyjemny widok. Mężczyzna wyglądał jak upiór z najgorszych koszmarów, zwłaszcza wtedy, gdy przekręcił trzymane w dłoniach miecze. Falowane ostrze oraz złote klingi, dawały orężu egzotyczne pochodzenie.
Drugą z osób była kobieta. Blond włosy, posiadały srebrne pasma, co sprawiało, że ich właścicielka wyglądała na starszą, niż jest w rzeczywistości. Grzywka, podobnie jak długi ogonek, spleciony z pasm włosów, sięgający pośladków poruszały się za każdym razem, gdy kobieta wykonała ruch. Cerę miała dość bladą, co jeszcze bardziej wpływało na niekorzyść jej właścicielki. Przez to, można było uznać, że jest bardzo chora, a nawet osłabiona. Czerwone trójkąty, nad którymi znajdowały się dwie karmazynowe perełki, zdobiły obydwa policzki, a do tego odwracały nieznacznie uwagę od bladego lica. Oczy szaroniebieskie, lustrowały każdy ruch ściganego, wyglądały jakby zostały pomalowane zbyt mocnym makijażem. W rzeczywistości, były to naturalne kontury, które od wielu lat towarzyszyły kobiecie. W połączeniu z bardzo jasną cerą, ona również wyglądała jak upiór z nocnych mar. Dodatkową rzeczą, która sprawiała takie wrażenie, była zbroja wystylizowana na ludzkie kości. Niejedna osoba, nawet o mocnych nerwach, mogłaby odczuć strach, widząc kogoś takiego jak ona. Pomiędzy lukami, dało się dostrzec czarny metal, który przez ułamek sekundy odbił tarczę Księżyca. Pas, będący dodatkową częścią uzbrojenia kobiety, miał zamocowaną demoniczną czaszkę. Spod tego fragmentu ubioru, wystawała wąska szarfa, sięgająca nieco poniżej kolan. Kobiecie, w żaden sposób nie przeszkadzała, gdyż poruszała się bezproblemowo, goniąc za swoim celem. Rękawice zostały połączone wraz z nadgarstnikami. Ostre pazury połyskiwały od promieni Księżyca, podobnie jak dwa, nieco oddalonych od siebie ostrzy. Wystawały one bowiem z zewnętrznych części ochraniaczy. Kolejnym dodatkiem do ubioru, stała się peleryna o poszarpanych końcach. W momencie, kiedy kobieta zatrzymała się, ta poruszała się, jakby była czymś żywym.
Szaroniebieskie oczy, należące od ścigającej, bacznie obserwowały wyższe partie drzew. Osoba, którą goniła, zatrzymała się. Ich wzrok spotkał się, a mimo odległości, jaka ich dzieliła, dało się wyczuć nienawiść między tą dwójką.
-Długo zamierzasz tak uciekać, pajacyku?-głos kobiety był chłodny, ale także z nutką pogardy w głosie-Wiesz dobrze, że ja mogę tak bez końca, prawda?
-Może wiem, a może nie.-mężczyzna poruszył głową w taki sposób, że kręgi cicho strzyknęły-Dla mnie, liczy się tylko zabawa! Póki co, dostarczasz mi rozrywki, z której nie zamierzam rezygnować. Poza tym, nie codziennie spotyka się kogoś takiego, jak ty...
-Och, czyżby?-stojąca na dole jasnooka uśmiechnęła się-Jak rozumiem, wiesz kto poluje na twój zakuty łeb?
-Oczywiście, że wiem!-jegomość wykonał skok w tył wraz z półobrotem, po czym z gracją wylądował na ziemi-Jesteś Saehera Sanathel, Przeklęta Łowczyni.-ukłonił się nisko-To dla mnie zaszczyt, że ktoś taki zainteresował się mną i zamierza na mnie polować.
-Nie kpij sobie idioto.-Saehera splunęła w prawą stronę, nie spuszczając wzroku z mężczyzny.
-Gdzież bym śmiał, kpić z kogoś takiego jak ty.-prawe oko przysłoniła biała powieka-Ja Shaco, jestem strasznie poważny.
-Taki pajac jak ty, nigdy nie jest poważny. Lepiej gadaj, gdzie to jest.-Sae zmarszczyła powieki.
-Nie, nie.-Shaco poruszał palcem wskazującym prawej dłoni-Takich rzeczy nie mogę ci ujawnić. Złamałbym dane słowo.
-Bardzo chętnie...-kobieta chytrze się uśmiechnęła, co pozwoliło przeciwnikowi ujrzeć jej ostre kły-...Pomogę ci złamać, dane słowo.
Shaco dał bardzo delikatny krok w tył. Z informacji jakie posiadał, wiedział, że jest inna niż wszyscy co, jacy stanęli mu na drodze. Powinna być człowiekiem. Nie ważne jakim, ale miała pozostać ludzką istotą. Jednak teraz, naszły go wątpliwości. Te ostre kły, raczej były znakiem rozpoznawczym wampirów, a nie ludzi. Odrzucił opcję upiłowania zębów, gdyż były znacznie większe, skoro bez problemu mógł je dostrzec. Musiał zatem, wprowadzić swój plan w życie. Zranić ją, aby mieć pewność, kim tak naprawdę była. Najlepszym rozwiązaniem, byłoby odciąć jej głowę. Z takim zamiarem, zaatakował Saeherę. Jeśli, uda mu się to, a ona się nie podniesie, to będzie wiadome, że jest tylko zwykłym człowiekiem.
Zacisnął mocniej uścisk na klingach swojego oręża, kiedy zbliżał się do kobiety. Ona zaś, wyciągnęła prawą rękę w bok, a następnie otworzyła dłoń. Oczy Sae zabłysły na czerwono, a fragment jej cienia oderwał się, po czym zawędrował wprost do jej ręki. Błyskawicznie zmienił kształt, formując się w materialny miecz półtora-ręczny.
Shaco i o tym słyszał, że jego przeciwniczka potrafi władać swoim cieniem do tego stopnia, że mogła tworzyć, chociażby fizyczny oręż. Dzięki temu, bez problemu odpierała ataki wyprowadzane przez mężczyznę.
Oboje wyglądali jak kochankowie w tańcu, tylko dość niebezpiecznym. Kobieta cofała się do tyłu, zgrabnie stawiając każdy krok. Kilka razy nadepnęła na niewielkie gałązki, które pękały lub całkowicie zostawały zgniecione. On zaś poruszał się do przodu, nie spuszczając z niej wzroku. Podobnie było z Saeherą, której oczy lustrowały z uwagą przeciwnika.
Kilka razy, oręż Shaco obsunął się po cienistym mieczu, lądując na rękawicy kobiety, zostawiając wyżłobienie. Za, którymś już z kolei ześlizgnięciem się miecza przeciwnika, Sae przekręciła nadgarstkiem tak, aby bez problemu odrzucić lewą rękę Shaco. Celnie wyprowadziła cios w ramię mężczyzny. Ostrze przejechało po naramienniku, wydając zgrzyt ocierającej się o siebie stali.
Shaco, bez namysłu wykonał skok do tyłu, chcąc uniknąć kolejnego ciosu.
Mężczyzna spojrzał na swój naramiennik, który okazał się dość mocno uszkodzony. Pojawiło się w nim spore wgłębienie od oręża kobiety. Nie spodobało mu się to, bo właśnie zrozumiał, że jego przeciwniczka posiada więcej siły niż przeciętny człowiek. To zaś oznaczało, że kolejne wątpliwości zawitały do umysłu Shaco. Coraz bardziej obawiał się, że informacje, jakie posiadał, iż Saehera jest człowiekiem były zwyczajnym kłamstwem.
-Co tam, pajacyku? Wystraszyłem się?-kobieta zakpiła sobie z mężczyzny, czując jego narastający strach.
-Chyba śnij!-Shaco zmarszczył brwi.
Ten zacisnął mocniej uścisk na klingach swojej białej broni. Musiał ją zranić, a najlepiej zabić. Im dłużej przebywał w jej towarzystwie, tym bardziej czuł się niepewnie. Jego pewność siebie została stłamszona przez strach, który z jakiegoś powodu narastał.
Shaco przełknął ślinę. Musiał się skupić, bo inaczej skończy martwy, a tych myśli do siebie nie dopuszczał. Poza tym, nie byli na bezpiecznej arenie, więc musiał bardzo uważać.
Ponownie wyprowadził atak. Nie spodziewał się jednak, że kiedy wykona skok, aby wykonać cięcie, dziewczyna ukryła się w swoim cieniu. Zdezorientowany, rozglądał się dookoła. Ona mogła być wszędzie, a co najgorsze, on nie wiedział gdzie dokładnie.
-To nie w porządku! Oszukujesz!-Shaco uważnie obserwował okolicę.
-Ależ skąd. Chciałeś zabawę, to się pobawimy.-głos kobiety rozchodził się po całym lesie, zupełnie tak, jakby niosło je echo.
-Nie w taki sposób!-Shaco, płynie wskoczył na drzewo, co pokazało z jaką gracją się porusza.
Kucnął na jednej z solidnie wyglądających gałęzi, aby z góry obserwować otoczenie. Czuł, że ona gdzieś jest, ale nie potrafił jej zlokalizować. Chcąc się obronić, przed tego typu zaklęciami, czy jak to się tam zwało, Shaco postanowił użyć swoich zdolności. Skrzyżował ręce na wysokości brody. Palce, wskazujący oraz środkowy, u obydwu dłoni wyprostował, zaś kciuk i pozostałe palce zgiął, aby stykały się ze sobą.
Musiał się skupić, ale nie było to takie łatwe, kiedy w każdej chwili przeciwnik mógł zaatakować. Dookoła niego pojawiła się mgła, która pozwoliła mu stać się niewidocznym dla otoczenia. Sterując białym dymem, utworzył swoją kopię. Ta, była idealnym odwzorowaniem jego osoby.
Shaco odskoczył w tył, robiąc przy tym obrót w tył. Starał się być cicho. W końcu, w zamiarze miał zmylić przeciwnika. Miał nadzieję, że Saehera da się nabrać, a wtedy wykorzysta moment zaskoczenia, żeby się jej pozbyć. Nie mógł jednak wiedzieć, że dziewczyna cały czas, uważnie go obserwowała, dodatkowo posiadała wiedzę na temat tego, jakimi zdolnościami się posługuje. Pozwoliła mu jednak myśleć, że jest inaczej.
Bez namysłu, będąc w jeszcze w swoim cieniu, wystrzeliła w stronę kopii dwa cieniste ostrza. Obydwa, były jak najbardziej materialne i tylko dlatego, że Shaco posiadał kontrolę nad kopią, nie została zniszczona.
Grube ostrza z głośnym trzaskiem wbiły się w korę pobliskiego drzewa. Drzazgi posypały się na ziemię.
Shaco był tak pewny swego, że kiedy Sae wynurzyła się z cienia, bez namysłu nasłał kopię na nią. Niczym lalkarz, poruszał dłońmi, atakując dziewczynę. Łowczyni broniła się, czerpiąc zabawę z tego, jak naiwny jest jej przeciwnik, skoro tak łatwo dał się wmanewrować w jej gierki.
Doskonale wiedziała, gdzie Shaco się ukrywa. Posiadała bowiem zdolność widzenia cieniem. Polegało to na tym, że mogła poprzez jakikolwiek cień, obserwować okolicę w obrębie dziesięciu metrów. Shaco, mieścił się w tym limicie, gdyż z racji sprawowania kontroli nad kopią, musiał przebywać blisko, bo inaczej więź zostałaby przerwana a imitacja zniknęła.
Sae pozwoliła, aby przeciwnik zaatakował ją, według niego nieoczekiwanie, z nienacka. Ostrze białego oręża Shaco, błyskawicznie wbił się w skórę na szyi dziewczyny. Przeciął mięśnie, a także kręgi, co dało specyficzny odgłos roznoszący się po okolicy. Krew rozbryznęła się wprost na twarz mężczyzny, jak również jego uzbrojenie. Część posoki została na ostrzu, spływając wprost na klingę.
Shaco odskoczył w bok, patrząc przy tym, jak głowa dziewczyny upada na ziemię, a tuż za nią ciało.
-Heh...to tylko zwykły człowiek.-Shaco splunął na bok-Byłaś nieostrożna, panienko.-zaczął się śmiać.
Kiedy tak, przebrany w strój pajaca jegomość cieszył się wyimaginowanym zwycięstwem, głowa Sae rozpuściła się, zamieniając w czerwoną maź, która podpłynęła do ciała. Stopniowo, ciecz zamieniała się najpierw w kości, potem układ krwionośny, mięśnie, a na końcu skórę. Wszystko to działo się dość szybko, ale zadumany w sobie jegomość nawet tego nie zauważył.
-Czemu tak długo zwlekałeś z atakiem, tylko ukrywałeś się w koronach drzew?-Saehera wstała powoli-Nie masz lepszych sztuczek w zanadrzu?-złapała się rękami za głowę, aby ją sobie nastawić.
Odgłos strzelanych kości dobiegł uszu Shaco, podobnie jak jej słowa. Mężczyzna był tak sparaliżowany, że jedyne, na co go było stać, to odwrócenie się w taki sposób, aby spojrzeć na kobietę.
-J...jak to przecież...przecież…
-Podobno wiesz, kim jestem, więc co się dziwisz, pajacyku?-Sae poruszyła ramionami-Niech cię szlag trafi, pajacyku. Teraz mnie głowa boli.
-K...kim ty do cholery jesteś?-Shaco nadal stał jak wmurowany w podłoże.
-Pomyślmy…-Sae wyprostowała prawą rękę przed siebie-...kimś, kogo zobaczysz ostatni raz. Mam dość tej zabawy.-z jej cienia wysunął się miecz, o dość specyficznym wyglądzie.
Ogromna klinga stylizowana na ludzkie kości, zaś ostrze długie oraz szerokie.
-Talatsu z chęcią zakosztuje twojej duszy.-Sae złapała za klingę miecza, po czym wyciągnęła go z cienia.
-Saeś, nie wiem, czy bym chciał duszę kogoś takiego. Tylko jestem taki głodny.-na głowni pojawiły się usta, o ostro zakończonych zębach.-Jestem głodny.-odparł miecz, melodyjnym głosem-Chcę jeść.-w połowie klingi otworzyło się oko, którego tęczówka lśniła na czerwono.
-Zaraz dostaniesz jeść.Chociaż, wolałabym cię nie karmić kimś takim. Jeszcze zachorujesz.
-Pamiętaj, że mam coś, co należy do ciebie, jeśli nie chcesz tego stracić, rób, co ci każę.-miecz miał dość stanowczy, basowy głos.
Dziewczyna nic nie powiedziała, tylko przeniosła wzrok na Shaco.
Ten, widząc całe przedstawienie postanowił uciekać. Czuł, że ktoś musiał go wmanewrować w niezłe bagno. Z początku, te historie, krążące o dziewczynie uznawał za bajkę stworzoną przez nieudolnych zabójców. Teraz rozumiał, że wcale taką powiastką nie były. Starał się uciekać ile sił w nogach, ale cały czas czuł na sobie wzrok kobiety.
Saehera pozwoliła mu oddalić się. Chciała się troszkę pobawić. Zamknęła oczy, po czym zanurkowała w swoim cieniu. Błyskawicznie przemieściła się po trasie, jaką poruszał się Shaco, więc pojawiła się przed nim. Cień uformowała w taki sposób, że wyglądała jak potwór z najgorszych koszmarów. Krzyk mężczyzny rozniósł się po okolicy.
-------------------
-Masz?-dało się słyszeć męski, dość spokojny ton głosu.
Saehera wyłoniła się z cienia padającego na podłodze. Najpierw widać było jej czuprynę oraz szare oczy, a dopiero resztę ciała.
-Skurwiel przyprawił mnie o ból głowy.-dziewczyna, poruszyła głową gdy tylko wyszła z cienia.-Znów będę musiała odpoczywać. Pies go jebał.
-Jednak, zabawy sobie nie odmówiłaś?
-Oczywiście, że nie Zedziu…-kobieta podeszła do stojącego mężczyzny.
Ten ubrany był w czerwoną bluzę z kapturem, kontrastującą z granatowymi spodniami jeansowymi.
Mężczyzna delektował się ciepłym mlekiem i spoglądał na nocne niebo, przez otwarte okno. Pomieszczenie, w jakim się znaleźli było małą izdebką z dwoma łóżkami, szafą oraz niewielkim stolikiem. Jedynie, nocna lampka oświetlała wnętrze, ale nadal panował w środku lekki półmrok.
-Kici kici, koteczku.-Sae zaśmiała się, kładąc lewą dłoń na plecach rozmówcy.
Przejechała po jego karku, aż dotarła do krótko obciętych, białych włosów. Wplotła w nie smukłe palce, a następnie pogłaskała mężczyznę po głowie.
-Mrrr.-Zed zamruczał cicho niczym rozleniwiony kocur-Kici, kici powiadasz?-białowłosy spojrzał na Sae swoimi czerwonymi oczyma-Uważaj, bo ten kotek może pokazać swoje ostre pazurki.
Mimo, że Zed posiadał bliznę na lewym policzku oraz prawej stronie wargi, był dość urokliwym młodzianem. Podobnie jak jego towarzyszka, posiadał jasną, prawie bladą karnację. Dlatego, chcąc nie chcąc pasowali do siebie.
-Ja nie mam nic przeciwko, żeby ten kocur…-kobieta złapała za kubek, który trzymał mężczyzna-...Żabki? Nie jesteś na to za duży?-zlustrowała ozdobę na naczynku.
-Nie jestem…-Zed odstawił kubek na bok-...a ty nie jesteś za duża, na zabawę w berka, co?-pochylił się w stronę Saehery.
-Nie wydaje mi się, aby tak było.-Łowczyni przejechała palcami po jego prawym policzku.-Jesteś absolutnie pewna?
-Oczywiście, że tak. Kto by tam chciał, kończyć taki ubaw?-Sae uśmiechnęła się chytrze-A Shaco, podarował mi to.-w jej dłoni, bardzo szybko pojawił się wisior z symbolem węża oplecionego wokół pirackiej szabli.-Bilgewater czy może tylko zbieg okoliczności?
-Myślę, że Bilgewater. Powiedział ci coś jeszcze?-Zed zmarszczył brwi.
-Ten, którego szukamy będzie pierwszym, który będzie uciekać.-szarooka odsunęła się od Zeda.
-Tylko tyle?-mężczyzna uniósł jedną brew ku górze.
-Spokojnie, Zed...On nas do niego zaprowadzi.-Saehera chytrze się uśmiechnęła.
Zed nic nie powiedział, tylko bacznie obserwował kobietę. Sięgnął po swój kubek z ciepłym napojem, po czym wrócił do przerwanego zajęcia-obserwacji nocnego nieba. Saehera postanowiła mu towarzyszyć. Chociaż nie przestała myśleć o tym, którego mieli odnaleźć.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Kryształy Dusz
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Karczma

 :: Strefa Artystyczna
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon