IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Shurimskie pustynie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#1PisanieTemat: Shurimskie pustynie    Sob Gru 24, 2016 11:13 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#2PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 12:33 am

Już do reszty mnie pojebało. Co mnie podkusiło, jakie cholerne licho, żeby zawędrować w miejsce, gdzie jest piach, piach i jeszcze raz cholerny piach?! Chociaż z drugiej strony, to w sumie najlepsze, a przede wszystkim najdalsze miejsce, które jest daleko od takiego jednego jegomościa. Jak ten jegomość się dowie, co naskrobałem, to mnie chyba wypatroszy.
Na samą myśl o zemście Gravesa, za to, że znowu zrobiłem coś, za jego plecami, to aż mnie ciary przechodzą. Mimo, że jest tutaj chyba z pięćdziesiąt stopni, żar leje się z nieba, to ja czuję jego lodowaty oddech na swoim karku. Normalnie, aż mi się zimno robi. Na samą myśl o jego gniewie, ogarnia mnie strach, ale też jakiś smutek. Może to zabrzmi źle, ale cholernie, cholernie mi głupio. Jednak, jak to ja, zamiast mu się przyznać, co zrobiłem, wolałem po prostu spieprzyć jak najdalej. Ot, taktyczna ucieczka. Tylko, przed rozmową nie ucieknę, a w sumie, może być nawet gorzej. Jakby nie patrzeć, to chyba złamałem, znowu dane słowo swojemu najlepszemu druhowi i...przyjacielowi...cholera, albo się starzeję, albo Graves stał mi się bliższy niż myślałem do tej pory.
Nienawidzę pustyń, nienawidzę! Do jasnej cholery! Gorąco, upał, skwar i ten pieprzony piasek! Mało tego, chce mi się pić i do tego jeść! Nawet nie wiem, gdzie do cholery jestem! Jakbym wiedział, to bym sobie zrobił teleporcik tu albo tam i po sprawie! A tak? Piach, piach i jeszcze raz piach! Nawet patrząc na mapę, gówno wiem, gówno widzę...Dobrze, że chociaż mam kapelusz, to Słońce nie daje mi tak po mordzie, chociaż i tak mnie wnerwia. Jeszcze ten strój, który zajumałem tamtemu handlarzowi...szkoda, że nie podpieprzyłem mu wielbłądam byłoby dużo wygodniej. Dużo, dużo.
Przysłoniłem dłonią oczy, bo mimo padającego cienia z kapelusza, promienie Słońca dawały się we znaki.
-Kurwa mać. Czy to jest jakaś kara za to, że oszukałem Gravesa, czy jak?!- warknąłem głośno, zaciskając przy tym pięści, aż mi knykcie zbielały.
Naprawdę zaczynałem się irytować. Przecież jak tak dalej pójdzie to skonam tutaj z głodu! Jakim cudem, taki ktoś jak ja, taki idealny ktoś mógł wylądować na piaszczystym zadupiu?!
Zatrzymałem się, aby rozejrzeć się po okolicy.
-Piach, piach i jeszcze raz piach! No kurwaaaa noooo!-zaczynałem się dość mocno irytować.
Od tego gorąca będę miał suchą skórę. Jak ja to potem naprawię? Będę wyglądać jak jakiś starym pomarszczony dziad! Na samą myśl, że mogę wyglądać jak osuszony ogórek pokiwałem nerwowo głową na boki. Tak nie mogło być! Musiałem coś znaleźć, no jakieś źródełko.
Moje zielone oczy bacznie obserwowały okolicę.
-No dalej, Panno Fortuno, uśmiechnij się do mnie. Błagam! Proszę! Niech na mojej drodze pojawi się jakaś oaza albo coś w tym stylu! No...jakiś wodopój! Pyska muszę umoczyć!-dalej wodziłem wzrokiem po okolicy.
Nagle, coś z daleka błysnęło kilka razy.Na mojej twarzy wykwitł uśmiech. Poprawiłem kapelusz i ruszyłem pędem w tamtą stronę.
Sam nie wiem, ile czasu tak się poruszałem, ale dotarłem do studni otoczonej jakimiś metalowymi elementami. Widocznie to one, odbijały światło.
-Woda! Panno Fortuno, kocham cię!-oparłem się dłońmi o brzeg studni.
Wykonana była z białego marmuru, ale piasek nieco już wyżłobił ślady, podobnie jak i poruszający się z nim piach.
Pochyliłem się, aby zobaczyć co jest w środku, ale nie zobaczyłem nic, więc zacząłem kręcić korbką. Jedyne, co ujrzałem to puste wiadro. Oznaczało to, że na dnie musi być pusto.
-Kurwaaa….ja chcę pić!-walnąłem czołem o marmurowe cegły.-Za co, no kurwa za co?-wyprostowałem się.-
Byłem wściekły, więc kiedy tylko się odwróciłem, tyłem do studni, z całej siły kopnąłem to, co stało przede mną. Tym czymś, był niewielki daszek, który przysypany był piachem. Także, jak tylko został wprawiony w ruch, cały złoty pył, wylądował na moim kapeluszu. Nie spodziewałem się takiego obrotu sprawy, więc chcąc nie chcąc cofnąłem się. Nie wiem, czy to jakaś złośliwość losu, ale kiedy oparłem się o marmurowe fragmenty studni cofając się, te skruszyły się. Możliwe, że były już stare i nie wytrzymały parcia mojego ciała. Ja zaś, poleciałem do tyłu, wpadłem dupskiem w wiadro i zleciałem w dół.
Tylko dlatego, zbyt mocno się nie potłukłem, bo w studni było na tyle piasku, że powstała miękka poduszka.
-Ja pierdolę!-spojrzałem w górę-Kurwa, jak ja stąd wyjdę?-rozejrzałem się dookoła, wstając.
Byłem kilka metrów od wyjścia, a do tego….
-No pięknie, jeszcze sznur od wiadra pękł.- spojrzałem na urwany fragment liny.
Widocznie muszę naprawdę zrzucić parę kilogramów, skoro liny pod moim ciężarem pękają.
-A to jest kolejny powód, dla którego nienawidzę pustyni!-kopnąłem w marmurowe cegły.
Mały fragment uszkodzonego wyżej cegły spadł wprost na moją głowę, nabijając mi porządnego siniaka. Rozmasowałem łepetynę.
-Dobra, spróbuję się teleportować stąd.-rozłożyłem karty dookoła siebie, a te lśniły na różowo.
Już byłem w pełnym skupieniu, kiedy mój żołądek głośno i dosadnie, dał mi znać, że domaga się jedzenia. Wtedy właśnie czas, moja teleportacja guzik dała. Po prostu się nie udało, więc...utknąłem. Nie miałem tyle siły, żeby powtórzyć teleportację, bo zużyłem całą energię.
Usiadłem twardo na piasku, krzyżując nogi. No to pięknie, utknąłem na jakimś piaszczystym zadupiu. Po prostu super!
Coraz bardziej odnosiłem wrażenie, że to kara za to, że okłamałem Gravesa...los to jednak bywa pieprzonym, pamiętliwym dupkiem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#3PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 1:25 am

Selim spokojnie przejeżdżał przez pustynię na swoim koniu i trzymając linę do drugiego, który miał przyczepione juki z zapasami takie jak suszone jedzenie, woda itp. Odziany był w lekkie zwiewne odzienie przeznaczone w sam raz na wycieczki trans-pustynne. Kierował się na południe, a jego punktem orientacyjnym było zachodzące bardzo wolno słońce. Paladyn właśnie wracał z Góry Targon. Chciał jeszcze wrócić do Shurimy, ponieważ usłyszał o pewnym artefakcie, który pragnął odnaleźć. W oddali na jednej z wyżej położonych wydm zobaczył jakiegoś człowieka. Jechał wolno w jego stronę. Możliwe,że potrzebował pomocy. Ba! Na pewno potrzebował pomocy! W końcu był sam na olbrzymiej pustyni i to bez wierzchowca i zapasów. Zaczął jechać trochę szybciej.
Zza wydmy wyłoniła się ruina jakiejś studni. Wiadomo, że od czasu upadku Imperium Shurimy i wszystkich szlaków handlowych nie będzie w niej wody. Jednak nieznany jegomość wskoczył praktycznie do niej. Selim przyśpieszył jeszcze bardziej. Możliwe, że ten biedak się w jakiś sposób zranił. Jego ŚWIĘTYM obowiązkiem było mu pomóc z wszelkich sił.
Pół-anioł zeskoczył z konia wyjmując wytrzymałą linę, której używał do trzymania drugiego konia i zrzucił wędrowcowi. Upewnił się, że koń ma dobrze przyczepiony sznur do siebie, a potem podszedł nad studnię upewniając się, że sznur sięga dna.
-Obwiąż się tym sznurem i następnie zakrzyknij do mnie gdy będziesz gotów.
Jako iż studnia była dość głęboka, oraz posiadała spory daszek panował tam półmrok. Selim ścisnął lewą rękę w pięść i krzyknął:
-SOLAR!
Po otwarciu pięści pojawiła się kula magicznego i nie rażącego światła, które zleciało na dół i podświetlało człowieka. Selim dzięki temu mógł też mu się lepiej przyjrzeć. Nie sprawiał żadnego nietypowego wrażenia. Nietypowy dla stroju był kapelusz, których w tych regionach świata się nie nosi. Zdziwiły go jednak nie kapelusz, a dziwne karty leżące na piachu koło niego. Stawiał pasjansa czekając na śmierć? To było bardzo nietypowe. Może to był jakiś rodzaj magii?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#4PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 2:30 am

Ja pierdolę, miałem tak kiepski humor, że żyć mi się odechciewało. Jakim cudem, doprowadziłem się do takiego położenia? Utknąłem w tej dziurze, na nie wiadomo ile czasu. Nie wiem też, czy mądrze postąpiłem zakładając podkradziony strój od handlarza, na mój własny. Zaczynało mi się naprawdę, robić coraz bardziej gorąco i duszno. Jakby tego było mało, w tej dziurze było ciężko oddychać. Musiałem nabierać powietrza przez usta, a łaknienie dawało o sobie znać. Robiło mi się po prostu coraz słabiej. W sumie, co się dziwić. Woda i jedzenie dawno mi się skończyło, więc miałem nie lada kłopoty.
Oparłem się plecami o kafelki. Starałem się nie zasypiać, bo jeśli do tego by doszło, to mógłbym przegapić potencjalną pomoc.
Sam nie wiem, ile czasu minęło, ale usłyszałem czyjeś kroki oraz rżenie koni. Czyżby jednak Panna Fortuna mnie nie opuszczała?
Spojrzałem w górę, żeby zobaczyć, kim jest osoba, która podeszła i ewidentnie zaglądała w dół. Skąd wiedziałem? Było słychać jak się opiera, a potem wychyla. Chwilę potem, usłyszałem głos tej osoby. Cóż, wolałbym, żeby to uratowała nie jakaś piękna kobieca wojowniczka, ale facet też może być. W sumie, w swojej sytuacji, to raczej nie powinnam marudzić, zbytnio na opcję ratunku, bo może będzie jeszcze gorzej, gdy tak będę robić. A póki co, chciałem jeść i bardzo chciało mi się pić, więc musiałem być...grzecznym chłopcem, przynajmniej do czasu uzyskania w pełni sił, strawy, picia i bezpiecznego miejsca.
Nie odzywałem się, póki co, tylko słuchałem i obserwowałem. Jak tylko, pod nosem pojawiła mi się lina, złapałem ją. Zdziwiło mnie jednak to, że zaraz potem pojawiła się świecąca kulka, która rozjaśniła okolice. Kolejny mag? Zaczynało robić się ciekawie. Ciekawiło mnie, co taki ktoś robi na takim pustynnym zadupiu. Mieszka tu? Czy może jak ja podróżuje? Potem go zapytam, ale to potem, najpierw muszę stąd wyjść.
Ach, zapomniałbym o kartach. Widziałem, jak się na nie gapi. Będę musiał wymyślić jakąś wymówkę. Nie muszę się od razu ujawniać, tym bardziej, że nie wiem, z kim mam styczność. Może to być jakiś łowca głów chcących uciąć mi mój śliczny łebek.
Mając linę, po schowaniu kart, sam mogłem wyjść z dziury. Zawinąłem linę w pasie, a następnie złapałem oburącz, dość mocno. Dobrze, że miałem buty na obcasie, na antypoślizgowej podeszwie, to mogłem bez problemu wydostać się. Zajęła mi chwilę takowa wspinaczka, ale ważne, że po kilku minutach wylądowałem na miękkim piachu.
Poczułem ulgę, czując się wolnym.
Oparłem się plecami o murek, po czym klapnąłem duspkiem na piach. Brak jedzenia, a zwłaszcza picia w takich warunkach, dawał mi się mocno we znaki. Musiałem trochę posiedzieć, bo przez chwilę świat mi zawirował dookoła.
-Stary, dzięki za pomoc.- dobra, trzeba było być teraz miłym i uprzejmym-Nie mam pojęcia, co by się stało, gdyby nie ty.
Najlepiej, w takich momentach podziękować zbawcy za pomoc, a dopiero potem ewentualnie albo wbić mu nóż w plecy albo pozwolić żyć i do tego wykorzystywać do cna ewentualnie może wyjdzie z tego jakaś dobra znajomość czy kontakt.
Spojrzałem spod kapelusza. Chciałem się bardzo dokładnie przyjrzeć facetowi, który robił za mojego rycerza na białym koniu. Zabawne, bo właśnie w tej chwili pomyślałem o Gravesie. Jakby nie patrzeć, to zawsze, ostatnimi czasy robił za takowego rycerza. Zaś ja, cóż przypadła mi rola damy w opresji. Chociaż, chyba Malcolmowi to nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Właśnie, w sumie przez to, że kanalia mnie ostatnio ciągle ratował, miał powód by mi uprzykrzać z tego powodu życie, jak chociażby szantażem i waleniu po sumieniu oraz emocjach. Dobra! Koniec rozmyślań o tym Bajerancie, mam lepsze rzeczy do roboty!
Swoją drogą to, zapaliłbym fajeczka z tego wszystkiego. Tytoń dobra rzecz.
-Ej...-mruknąłem do nieznajomego-Masz fajka?-rzuciłem krótko.
Nadal jednak, moje szmaragdowe oczu lustrowały, od stóp po głowę stojącego przede mną faceta.
Chciałem widzieć wszystko, co było w zasięgu mojego wzroku.
On zaś, jak tylko mi się dobrze przyjrzał, mógł dostrzec, że strój jaki posiadam, założony jest na drugie ubranie. To pierwsze miało dość jasne kolory, co nie było mi zbytnio w smak, ale niech będzie. Zaś drugie, jasno wskazywało na ciemny kolor, gdyż fragment złoto-brązowego kołnierza wystawał spod czegoś w rodzaju peleryny. Podobnie było z dolnymi partiami okrycia. Mógł nawet, bez problemowo zauważyć biały kołnierz mojej koszuli. W sumie, to nawet nieco go rozpiąłem, bo według mnie, zaczynało się robić bardziej gorąco niż wcześniej. Może to po prostu, nerwy ze mnie schodziły, bo teraz dostrzegłem, że Słońce chyli się ku zachodowi. Jak zaś wiadomo, wieczorami na pustyni, podobno robiło się zdecydowanie chłodniej, niż za dnia.
Co jeszcze rzucało w oczym w moim wyglądzie-na pewno buty. Brązowe kozaki o lekko zaostrzonych noskach, na niewielkim obcasie ze złotymi ozdobami. Mam nauczkę, że takie buty, mimo, iż ze skóry nie nadawały się na pustynne wędrówki.
Nie wiedziałem zbytnio, co robić, więc siedziałem w ciszy wpatrując się uważnie w jegomościa. Jakiś taki dziwny był, według mnie. Chociaż karty nie dawały żadnego znaku to i tak jakoś tak, sam nie wiem, coś było nie tak z tym kolesiem. Jakby nie patrzeć, kto normalny od tak, od razu pomaga obcej osobie? Nie, coś musiało być a rzeczy, byłem tego pewien. Dlatego, postanowiłem zachować należytą ostrożność. Ludzie pomagają na ogół wtedy, kiedy czegoś chcą. Tym razem, na pewno też tak było...
tak, musiało to być zabawne, kiedy ktoś taki jak ja, kłamczuch, szuler i cholerny oszust i do tego zdrajca, przejmował się takimi rzeczami, co nie?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#5PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 4:07 am

Gdy tylko zobaczył, że wędrowiec się podczepił pod linę klepną konia dając mu znak, by ruszyć do przodu. Koń ruszył i zaczął ciągnąć go do góry Twisted'a. Bardzo szybko był już na na ziemi zamiast pod jej poziomem. Selim podszedł do niego i przyglądał się jego strojowi. Przywołał kulę światła z powrotem do siebie i wchłonął jej energię. Niby pasowało na pustynie, ale dla Selima było zbyt jaskrawe. Szaty Selima całe białe z kilkoma złotymi emblematami były skromniejsze. Do tego na głowie nosił spory turban na głowie odsłaniający tylko oczy. Specjalnie do rozmowy z tajemniczym mężczyzną zdjął go i zarzucił nieco swymi włosami, by nie wchodziły mu na oczy.
-Stary? Wybacz sir, ale chyba jestem młodszy od Ciebie... Nie masz za co dziękować. To był mój obowiązek wobec Boga. Jemu dziękuj. Co by się stało? Umarłbyś z pragnienia, albo jakaś bestia, by Cię dorwała. Piaski Shurimy skrywają wiele tego paskudztwa.
W pobliżu Twisteda Fate'a jego medalion wibrował wolno i spokojnie, lecz systematycznie. Wiedział już, że jest on człowiekiem nieczystym. Albo używa magii, albo jest po prostu złym człowiekiem. Jedno jest pewne musi się trzymać na baczności przed tym degeneratem. Podszedł do juków konia i wyjął bukłak z wodą. Rzucił ją do obcego i powiedział:
-Pij. Pewnie jesteś wycieńczony. Organizm najbardziej potrzebuje wody, a nie jakiś substancji psychoaktywnych. W mojej obecności nikt nie będzie się wytruwał w żaden sposób... No chyba, że mój otwarty wróg, który nie przestrzega praw Boga, ani honoru. Jeśli ty takim człowiekiem jesteś to wrzucę Cię znowu do tej studni.
Podszedł bliżej karciarza i przyjrzał się jego głowie. Miał sińca, ale nie był on niczym poważnym. Nawet nie musiał go opatrywać. Następnie usiadł na piachu obok niego.
-Kim jesteś? Jak Cię zowią? Skąd pochodzisz? Co robisz tutaj bez żadnego wierzchowca? Uciekasz desperacko przed czymś? Co to za karty, które tam miałeś na dole?
Zasypał go wieloma pytaniami z dziecięcą ciekawością. Samemu natomiast przedstawił się krótko o sobie.
-Jam jest Selim ibn Mehmed. Jestem ostatnim członkiem, a zarazem mistrzem Zakonu Najjaśniejszego. Więcej do szczęścia Ci nie jest potrzebne na razie.
Powiedział mało, bo nie chciał mu dużo zdradzać. Nie ufał mu. Jego medalion niemal zawsze był nieomylny no chyba, że ktoś używał bardzo potężnych zaklęć maskujących.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#6PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 2:05 pm

Z jakiego drzewa liściastego, tudzież iglastego się urwał? Jak można się dziwić, że nazywam go starym? Przecież to tylko takie stwierdzenie? Matulu moja kochana, na jakiego cnotusia mi się trafiło? Załamałem się w środku, słysząc nawijankę Selima. Oczywiście, nie pokazywałem tego, bo jeszcze go zrażę i dopiero będzie problem.
Co ma Bóg czy tam Bogowie do tego? Czemu on nawijał jak klecha jakiś? Rzygać mi się chciało od tego gadania na temat Bóstw i innych takich. Mnie jakoś ci Bogowie czy tam Bóg nie pomógł, kiedy rodzina się ode mnie odwróciła, bo kierowałem się ochroną bliskich. Gdzie, wtedy ci cali Bogowie byli? Gdzie byli, kiedy musiałem walczyć o przetrwanie na ulicach Bilgewater? Kiedy dostawałem wpierdol od silniejszych ode mnie? Właśnie-nigdzie ich nie było. W dupie mnie mieli i nic poza tym. Dlatego ja w takie cudawianki to przestałem wierzyć. I lepiej, niech on mi tutaj takimi gadkami nie wyskakuje, bo moja pięść wyląduje na jego twarzy i przerobię mu ją na szufladę z przegródkami na skarpetki.
-Tam ta skończ z tymi gadkami, stary. Nie wierzę w Bogów czy jak oni tam się zwą. Nie istnieją.-pomachałem prawą.
Wstałem, po czym otrzepałem dupę. Piach, wszędzie piach. Jak ja mam tego dość. Zaraz jeszcze będę rzygać tym piachem.
Z picia, oczywiście, że skorzystam. Skoro dawał, to wziąłem. Od razu wypiłem dość sporo. Wytarłem usta rękawem. Tak, tego mi brakowało. Wprawdzie nadal byłem głodny, ale bez jedzenia jakoś sobie poradzę. Ważne, że się napoiłem.
-Raany, skończ z tą umoralniającą paplaniną.-wyprostowałem rękę, tak aby widział moją otwartą dłoń.-Mów do ręki.-Mów do ręki, człowieku.[/b]-uniosłem jedną brew do góry-Nie ma ludzi tylko złych i tylko dobrych.-poprawiłem kapelusz-Boskie prawo? Czymże ono jest w tym okrutnym świecie? To nie boskie prawo określa tym, kim jesteśmy, a wybory jakich dokonujemy, jakich spotykamy ludzi. Nie wiem, jakim człowiekiem jestem, ale mogę ci powiedzieć, że jestem sobą. Raz idę w prawo, raz w lewo, a czasami wybieram drogę na skróty, jednak zawsze odbieram taką, by należała tylko i wyłącznie do mnie.-odpowiedziałem na jego pytanie, skoro tak bardzo chciał znać odpowiedź.
Znów usiadłem. Jeszcze nie odzyskałem w pełni sił, więc odpoczynek był wskazany. Jak Selim zasiadł obok mnie, od razu moje karty zaczęły nerwowo się poruszać. Nie rozumiałem zbytnio, co się dzieje wszak chwilę temu nie ruszały się. Patrzyłem uważnie na Selima. Może się wcześniej pomyliły czy jak? Chociaż nie wiem czy do tego mogłoby dojść? Może...może...nie wiedziałem, że Selim posiadał magiczny amulet, na który reagowały moje karty. Musiałem uważać, bo nie wiedziałem z kim mam styczność.
-Zadajesz za dużo pytań, wiesz?-w rękawie, przygotowałem złotą kartę, żeby być przygotowanym na ewentualną potyczkę.
Moje tęczówki, dość delikatnie zalśniły na złoto. Dzięki temu, Selim już mógł zdać sobie sprawę, że pałam się magią. Tyle mogło mu do szczęścia lub nie, wystarczyć.
-Jestem Tobias, tyle ci póki co wystarczy.-patrzyłem uważnie na Selima.-[/b]przesunąłem kartę w okolice dłoni, ale dalej ją ukrywałem-Nie uczyli cię, w tym twoim zakonie, że zadawanie zbyt dużej ilości pytań, może skutkować utratą łepetyny?-koleś zaczynał mnie naprawdę denerwować i to dość porządnie.
Nie miałem jednak zamiaru mu odpowiadać, przynajmniej na razie. Moje, lśniące na złoto oczy lustrowały Selima. Jednak karta, którą trzymałem w ręku, z powodu reakcji na medalion wysunęła się z mojej dłoni i przykleiła do miejsca, w którym było najbliżej medalionu. Dobra, teraz to się zdziwiłem. Spróbowałem odkleić kartę, ale...ta jakby się przykleiła na klej.
-Co jest grane?-zmarszczyłem brwi-Kim ty do diabła jesteś?-podrapałem się po czuprynie, a moje oczy na powrót miały szmaragdowy kolor.
Naprawdę zostałem zbity z tropu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#7PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 3:48 pm

Selim wstał urażony i skrzyżował ręce na piersi na odpowiedzi wędrowca. Kolejne słowa były coraz bardziej obłudne i kaleczące jego kodeks moralny i zakonny. W duszy Selima zaczął się żarzyć mały płomyczek świętego gniewu. Jak on tak śmiał obrażać Boga? Selim podszedł do siodła i wyjął Lightbringera wysuwając go w rękę Twisted Fate'a końcem lekko kalecząc spód jego dłoni. Ignorancja tego karciarza była olbrzymia.
-Jeśli Boga nie ma to kto stworzył ten cały wspaniały świat?! Jeśli Boga nie ma to skąd ja się tu wziąłem i Ci pomogłem? Jeśli Boga nie ma to dlaczego słońce rano wstaje i wieczorem zachodzi, ludzie się rodzą, a potem odchodzą do JEGO królestwa niebieskiego? Twoje słowa są przepełnione arogancją i ignorancję! Waż na nie NIEWIERNY! Kiedyś Cię zgubią o ile już twoja dusza się nie zatraciła!
Twarz Selima była nieco czerwona, a jego miecz już się rozgrzewał powoli pobudzony urazą majestatu boskiego.
-Bóg dał życie nam wszystkim. To, że nie wszyscy ludzie przestrzegają jego woli to  jest haniebne i stąd się bierze ból i cierpienie. Świat jest piękny dla nas jeśli my staramy się być piękni dla świata! Jeśli nie byłoby Boga to co by było po śmierci? Nic?! Nasze istnienie byłoby bezsensowne?! Bujdy pijaków i moczymordów karczemnych, którzy są zbyt leniwi i spaczeni, by słyszeć jego głos i korzystać z jego darów.
Wbił miecz w ziemię, który cicho zasyczał i gorąco gestykulował i prowadził dalej tyradę swoim hehe anielskim hehe głosem. Jego mowa przypominała może nawet coś bardziej na kształt śpiewu.
-Myślisz, że co mnie obdarowało mocą zdolną pomagać wszystkim nawet takim recydywistom jak ty? BÓG! Tak Bóg chce! Taka jest jego wola, a ja jestem tylko jej przedłużeniem! Spójrz na siebie! Bóg Cię ukształtował, ale to ludzie Cię zdeformowali. NAWRÓĆ SIĘ!
Jego medalion ślnił razem z mieczem rażącym światłem.
-Tylko głupiec odcina się od rozmowy wystawiając rękę i bojąc się wrogich argumentów, oraz klęski. Odrzucając wiarę odrzucasz swojego najwierniejszego przyjaciela. Nie waż mi się grodzić, bo to już grzech nad grzechami, by rękę, która Cię karmi gryźć. Masz ty w ogóle rozum i godność człowieka? Ja się pytam! Ja nie wiem, ale żałosne twe słowa są, Tobiasie. Chyba nawet nie pomyślałeś co robisz i kogo sobie obrażasz. Możesz sobie obrażać tych co zasłużyli, ale nie NASZEGO BOGA I STWÓRCĘ ŚWIATA. To jest wyjątkowa istota. Zdajesz sobie sprawę z tego co robisz? Ja nie wiem w jakiej rodzinie się wychowałeś, ale chyba nawet nie rozumiesz co to jest wiara. Jeśli myślisz, że jesteś wspaniały to jesteś zwykłym grzesznikiem, którego nikt jeszcze nie odizolował. Możesz się czepiać demonów, noxian w tym tych zbrodniarzy Dariusa i Dravena, albo zwyrodnialców z Zaun okrutników jak Victor, Twitch, albo najgorszy twórca Ionańskiego genocydu Sindgeda. W Boga wszyscy powinni wierzyć. No powiedz za co obrażasz go i podważasz istnienia Najjaśniejszego!
Podszedł do konia bagażowego. Wyciągnął rękę do jednej z sakw, z której wyciągnął opasłe tomiszcze z symbolem słońca na okładce. Rzucił nim w ręce Tobiasa energicznie. Patrzył mu prosto w oczy.
-Brak mi słów. Poczytaj sobie Pismo Święte. To będziesz miał jakiekolwiek pojęcie o czym mówisz.
Zabrał miecz i wsiadł na konia. Dalej był wzburzony, ale tyrada nieco go wygasiła. Postanowił trochę się uspokoić. Wyjął z swojej własnej podręcznej sakwy bukłak z winem i upił łyka. Miecz schował do pochwy u pasa i okrzyknął raz jeszcze do pomyleńca:
-Postanawiasz powziąć działania na drodze do bycia lepszym człowiekiem czy mam Cię pozostawić tu na rozszarpanie Rek'Sai?
W sumie to był znikomy wybór. Kto normalny, by został na środku pustyni z ryzykiem atakuje przez olbrzymie pustynne bestie? Chyba szaleniec, albo ktoś kto chce umrzeć, czyli na jedno wychodzi...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#8PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 4:58 pm

I właśnie teraz, jak na dłoni było widać różnicę między mną a Selimem. On, wierzący pełen nadziei w stwórcę, ja zaś zupełne przeciwieństwo-zero jakiejkolwiek wiary. Właśnie, przy takich drobnych detalach widać było różnicę między dwiema istotami, którą tworzył mały detal. Ten nazywany był życiem. Każdego z nas, los doświadczył inaczej. Ten rycerz stojący przede mną, zapewne zaznał życia w dostatku, zawsze wszystko miał pod ręką, miał rodzinę. Ja zaś, zostałem porzucony przez rodzinę, w imię dobrej rzeczy, musiałem radzić sobie sam i zawsze byłem sam.
Nie miałem za złe Selimowi, że tak się uniósł. Miał swoje przekonania wynikającego z trybu życia, podobnie jak i ja. Dlatego, wysłuchałem tego, co miał do powiedzenia.
-Słuchaj, to, że tędy przechodziłeś jest dziełem przypadku. To, o tym co mówisz jest powiązane z działaniem i funkcjonowaniem kosmosu, a także ma to związek z biologią. Tak to wszystko funkcjonuje, nikt tego nie stworzył. Wszystko powstało samo na drodze milionów lat ewolucji.-wyjaśniłam spokojnie.-Ty masz swoje przekonania, ja mam swoje.-westchnąłem-Nie próbuj zmieniać tego, kim jestem. Ja nie próbuję zmieniać ciebie, więc nie rób tego ze mną.-powiedziałem stanowczym głosem, wstając z piasku ponownie.
Ten znów zaczął swój monolog. Westchnąłem głośno, drapiąc się po czerepie.
-Stary, posłuchaj przez chwilę. Nie znasz mnie, więc nie oceniaj, bo nie lubię tego. Ja ciebie nie oceniam przez przynależność do jakiegoś zakonu, z powodu wiary w tego tam o na górze.-pokazałem palcem w górę-Ja nie mam rodziny, Selimie. Nie wiem, co to miłość rodziców do dziecka, co znaczy rodzinne ciepło. Ja tylko znam smutek, cierpienie, mrok i samotność. Jedynym, niewielkim światłem w moim życiu jest pewien człowiek, ale podejrzewam, że nie robił tego dla mnie, a ze swoich własnych pogódek.-powiedziałem spokojnie.
W moich oczach pojawiła się nuta smutku, żalu oraz bólu, ale gdzieś tam w głębi lśniła nutka radości na samą myśl o moim dobrym druhu. Nie rozumiałem go, dlaczego pomimo tego, co się stało potrafił mi wybaczyć i to drugi raz. Może, wcale do końca tak dobrze go nie znałem jak myślałem i wbrew pozorom byliśmy tacy sami? Kiedyś, jeśli się odważę to go o to spytam...właśnie jeśli się odważę…Odszedłem myślami od prawiącego Selima.
Moje rozmyślania przerwało rzucenie czymś we mnie. Jakiś przedmiot, który w ostatniej chwili złapałem. Książka, to była książka, Selim nazwał ją Pismem Świętym. Pierwszy raz widziałem takie coś na oczy. Obejrzałem i przekartkowałem tomiszcz. W sumie, poczytać nie zaszkodzi, jakaś dodatkowa wiedza się przyda. Zabrałem swoją kartkę, która powróciła do mej dłoni. Spojrzałem na Selima. W końcu, wypadałoby go zacząć słuchać, skoro wcześniej odleciałem myślami gdzieś daleko.
-W wolnej chwili sobie poczytam.- puknąłem w oprawę książki.-Pojadę z tobę. Mam dość tułaczki po tych cholernych piaskach tylko miałbym prośbę...-podszedłem do Selima-...przestaniesz mnie nawracać, gadać o stwórcach i innych takich rzeczach, bo inaczej będę musiał zatkać ci ten święty pyszczek, rozumiemy się?-odsunąłem się od mojego rycerza, po czym wsiadłem na jego drugiego konia-To prowadź mój ty wybawicielu.-odparłem z nutką sarkazmu w głosie-Odpłacę ci za pomoc w naturze, jeśli wiesz, co mam na myśli.-stworzyłem z palców kółeczko, w które zacząłem wkładać palec.
Jakaś taka złośliwość mi się załączyła na samą myśl o cnotliwości mego wybawcy. No, aż się prosiło, żeby mu walić po tej nieskazitelnej godności i tak dalej.
-A powiedz mi, skoro jesteś z zakonu, to jak rozumiem wieczny celibacik? Czyli tylko rączki ci zostają do pomocy?-po prostu nie mogłem, nie mogłem się powstrzymać, żeby mu nie dokuczać.
Oczywiście to nie było jakoś mocno perfidne tylko takie nabijanie się z tej jego świętości.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#9PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Gru 25, 2016 9:02 pm

Selim siedząc na koniu przyglądał się Twisted Fate'owi. Ten jegomość go dziwił swoją płytkością. Te pokłady negatywnej energii były przytłaczające, ale dla tak pobożnego i mądrego pół-anioła nie były niczym nadzwyczajnie wielkim. Idiota biadający nad tym jaki to jest nieszczęsny, że nie miał mamusi i tatusia, a wujek go gwałcił co noc. Nic nowego.
-Nie tylko ty nie posiadałeś rodziców Tobiasie i byłeś skazany na łaskę, bądź jej brak z strony osoby, która nawet za Tobą nie przepadała. Jedyne co wiem o swoich rodzicach to to, że ojciec miał na imię Mehmed. Wychowali mnie mnisi, którzy i tak zostali wymordowani i przeżyłem tylko ja. Zamiast narzekać dalej prę do przodu modląc się i dziękując Bogu, że mi życie oszczędził i pozwolił dalej innym pomagać. Twoją ewolucją Bóg sterował według swej woli. Anioły nie pochodzą od gołębio-małp tylko są jego rzecznikami. Przypadek nie istenieje jest tylko boska wola... Wielu świętych miało o wiele gorszy żywot od CIebie, a w Bogu oparci trwali dalej będąc wielkimi mędrcami i pomocnikami dla ludu ziemskiego.
Nałożył znów turban nie zasłaniając całej twarzy.
-Moim obowiązkiem jest nawracać. Albo się temu procesowi poddasz, albo umieraj tu z spiekoty. Twój wybór. Nie będę ratował zła przed złem po to, by czyniło większe zło. Rozumiesz? Jeśli wszyscy będziemy podchodzić do tego, że cały świat jest zły to ten świat taki będzie. Wytęp swą ignorancję. Ukorz się prze Boską Wolą. Nie chcę twoich ziół lub cokolwiek znaczy zapłata w naturze...
I w tym miejscu Selim zaczął się zastanawiać o co do jasnej cholery mu chodziło. Nie wyglądał na zielarza, bądź aptekarza. Na mnicha, bądź pustelnika z zachowania wcale nie pasował. Tak samo celibat. Zakonnicy nigdy mu nie mówili o takich rzeczach. Kobiet też Selim widział może z 6 w życiu, a przynajmniej tyle handlarek przybywających na rozmowy z zakonnikami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#10PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Pon Gru 26, 2016 11:45 am

Dobrze, że nie wiedziałem, że mój nowy towarzysz uważał mnie za płytkiego faceta. Dobra, może byłem płytki, ale tylko troszkę, troszeczkę, tak malusio, maluteńko….
Znów włączyła mu się gadka.
-Czy ty kiedyś, czasami się zamykasz? Chociaż na chwilę? Uszy mnie zaczynają boleć od twojej paplaniny.-wyczyściłem palcem prawe ucho.-Słuchaj, przestań mnie oceniać z góry, zakładać z góry, że wszystko wiesz. To się zaczyna robić wkurwiające. Powiedziałem ci ogólnikowo, jakim człowiekiem jestem, czego nie znam i tym podobne rzeczy. Przestań sobie dopisywać swoje teorie, bo zaraz dostaniesz w zęby, cnotko niewydymko.-burknąłem lekko oburzony, na ten słowotok z ust Selima.
Czy jego tam w tym zakonie nie powinni uczyć ogłady czy jak to się tam nazywa? To już ja mam więcej taktu, mimo tego, kim jestem i za jakiego paskudnego gbura uchodzę. Jednak, on nie musiał o tym wiedzieć.
-Wio!-poruszałem lejcami, aby nakierować konia na właściwy tor poruszania się.
Dawno tego nie robiłem, więc muszę się przyzwyczaić i wszystko sobie przypomnieć. Ot, to zapewne będzie jakieś około dziesięć, do dwudziestu minut. Moje szare komórki powinny w ten czas, wygrzebać sobie skryte w głębinach umysłu nauki jeździeckie, a raczej ich podstawy.
-Kurwwwaaaa-zacisnąłem mocniej pięści na lejcach.
Jak on zaraz się nie zamknie, to go tak strzelę w ten zakoński łeb, ze zleci z tego konia i może coś mu się tam przestawi.
Ja nie wiem, czy on jest jakiś głuchy na to, co do niego mówię czy co? Prosiłem, żeby skończył tą swoją nawijkę, ale nie on dalej produkował słowa ze swoich usta. Jeszcze chwila i moja cierpliwość się skończy.
Zioła? O jakich ziołach on gadał? Zaraz, chwila moment...zajęło mi chwilę, nim zorientowałem się, o co tak naprawdę mu chodziło. On nie miał zielonego pojęcia o tym, o czym mówiłem chwilę temu. Nie mogłem wytrzymać i po krótkiej chwili śmiałem się na całego. Ten facet doprowadził mnie do bólu brzucha oraz płaczu. Oczywiście z powodu śmiechu.
-Powiedz, że żartujesz, błagam powiedz, że żartujesz.-wytarłem łzy z kącików oczu.-Matko jedyna. Rzeczywiście w tym zakonie macie celibat, ba nawet nie uczą was tego, czym jest seks.-szarpnąłem za lejce, aby podjechać bliżej Selima.
Postanowiłem wykorzystać jego niewiedzę, na ten temat, więc jeśli zrobię jedną rzecz, to powinienem mieć spokój od jego głosu na dobre kilka godzin. Tacy jak on, zawsze zachowują się jak dziewice, które boją się swojego pierwszego razu.
-Spójrz na mnie, proszę.-ująłem jego podbródek, w bardzo delikatny sposób.
Amant Twisted Fate mi się załączył, więc ton mojego głosu zmienił się na bardzo łagodny, flirtujący. Już ja się zajmę tą cnotką niewydymką. Nie z takimi miałem styczność. Tak, tak czasami trzeba było się z kimś swojej płci przespać, żeby zdobyć pewne informacje.
-Mój ty rycerzu, na białym koniu, nie miałem na myśli ziół.-mówiąc to, patrzyłem mu prosto w oczy.
Nasze twarze były dość blisko siebie. Miałem gdzieś, że naruszam jego przestrzeń osobistą. Ważne było, aby zachować dość intymną atmosferę.
Powoli odsłoniłem mu materiał z twarzy. Specjalnie, położyłem kciuk na jego kości policzkowej. Delikatnie, wodziłem opuszkiem kciuka po skórze Selima. Miałem nadzieję, że zrobi mu się ciepło, a przyjemny dreszcz przejdzie po jego ciele.
Palcem wskazującym, przejechałem po jego dolnej wardze. Robiłem to powoli i subtelnie.
-Ja mówiłem o takiej zapłacie, niewinny aniołku.-tak mi jakoś do niego to stwierdzenie pasowało, więc tak go nazwałem.
Pochyliłem się jeszcze bardziej, ku niemu. Moje ciepłe, wilgotne wargi dotknęły jego warg. Skradłem mu pocałunek, krótki ale taki, aby trochę go to ruszyło.
Odsunąłem się, na bezpieczną odległość.
-To gdzie jedziemy, mój rycerzyku?-zaśmiałem się.
Pociągnąłem lejce, aby odsunąć mojego rumaka z dala od Selima. Rozejrzałem się dookoła. Ukradkiem, zerknąłem na Selima, wyczekując jego reakcji. Uśmiechnąłem się zaś chytrze pod nosem, bo miałem z tego niezły ubaw, z takim kokietowaniem go i strojeniem sobie żartów z tej jego cnotliwości.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#11PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Pon Gru 26, 2016 6:00 pm

Znów zaczął się trochę denerwować, że jego próby nawracania zdawały się na nic. Karciarz uparty jak osioł... Czy to na pewno jest dobre połączenie w tym fachu. Nie chciał już odzywać do niego skoro w kółko powtarzał jaki to on jest wyjątkowy i jak Selim go pojąć nie może. Zamknął się w sobie i jechał przed siebie. Miał ochotę go tu zostawić na pastwę losu. Twisted Fate był dziwny, denerwujący, uparty i ogólnie rzecz ujmując przez Selima ohydny. Jego odrażająca aura promieniowała na kilometr bezbożnością. Śmierdział grzechem. Kiedy coś zaczynał gadać o niego o żartach po prostu zignorował. Jednak tego, że naruszył jego strefę osobistą i zaczął robić jakieś dziwne rzeczy z jego ciałem to już za dużo. Selim puścił ręce z lejców. Lewą ścisnął w pięść, która przystawił w kierunku klatki piersiowej Tobiasa, a druga ułożył palcami serdecznym i małym zasłoniętym przez kciuk i uderzył magicznym światłem tak, by wypadł z siodła i go trochę poparzył mimo ubrań.
-DEUS VULT NOBIS DOMINE!!!
Krzyknął jak najgłośniej Selim.
-Jeśli nie chcesz przyjąć Woli Bożej to jeszcze mnie do jakiś dziwnych grzesznych czynów namawiasz. Podaj mi 1 powód dla którego mam Cię nie zabić ku chwale Pana?
Powiedział z pogardą w głosie Selim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#12PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Sro Gru 28, 2016 1:02 pm

Nawracanie na siłę nie było niczym dobrym. Ten rycerzynek powinien to wiedzieć. Nie można na kimś wymuszać swoje wiary, swoich poglądów i tym podobnych rzeczy.  To była próba zmienienia kogoś na siłę, brak akceptacji tej drugiej osoby tym kim jest. Ja może jestem kimś z dolnej półki, ale nie wymuszałem i nie będę wymuszać zmian na drugiej osobie. To jej sprawa w co wierzy, co robi, jakie wybiera plany na życie. Mnie nie wolno wtrącać się w życie takiej osoby. Każdy ma prawo do swojego życia, tak jak my mamy do swojego. Chyba Selim tego nie zrozumiał i został zaprogramowany by na siłę nawracać ludzi, nie bacząc na to, czy ktoś sobie tego życzy czy nie, czy ma swoją wiarę czy też nie. Po prostu jak jakaś machina, którą zaprogramowano do konkretnego działania nie uznająca odmowy.
Tylko dlatego, że moje karty mocniej zaczęły się poruszać, minimalnie uniknąłem ciosu wymierzonego we mnie. Niestety, z konia i tak spadłem. Skończyło się na tym, że nieco przypalił mi ubranie.
-Kurwa! Pojebało cię człowieku?-siedziałem tyłkiem na piasku.-Za kogo ty się kurwa uważasz, klecho?-wstałem.
Otrzepałem spodnie na tyłku, a potem resztę ubioru. Podszedłem do niego i złapałem za poły ubrania, pochylając do siebie. W dłoni pojawiła mi się czerwona, lśniąca karta, a moje oczy płonęły kolorem czerwonego rubinu.
-Posłuchaj no, panie nawrócony do Boga. Nie próbuj mnie zmieniać na siłę. Gówno wiesz o moim życiu, o tym kim jestem, a pieprzysz tak, jakbyś uważał, że mnie znasz. Twoje domysły, na temat tego kim jestem są zbieżne z realnością, czaisz to palancie?!-szarpnąłem nim-Nie mierz innych jedną miarą, jakbyś się uważał za tego, w którego tak mocno wierzysz. Gówno wiesz o tym, jak trudne jest życie. Zamknięty w czterech ścianach zakonu, pod skrzydłami osób, które ochraniają przed całym złem tego świata.-karta zaczęła świecić się jeszcze mocniej-Wiesz co ja myślę o takich jak ty? Jesteście mądrzy w gębie, a jak przychodzi co do czego, to stajecie jak wryci nie wiedząc co robić w życiowych sytuacjach. Patrzycie jak te osły na marchewkę zawieszoną na nitce przed waszą twarzą i zastanawiacie się czy ją zjeść czy też nie nie zdając sobie konsekwencji z waszych decyzji. Brzydzę się takimi osobami, bo uważacie, że znacie życie, że macie je w małym palcu. Życie sobie w tym wyobrażeniu realnego świata, nie widząc tego, jaki jest brutalny, tego, że w tym świecie tylko silny mogą przetrwać, a słabi odejdą i przegrają z kretesem. Zdejmij te cholerne różowe okulary i zobacz, jaki świat jest naprawdę. -wyprostowałem prawą rękę w bok, aby odrzucić kartę.
Ta spowodowała dość spory wybuch, a kilka elementów konstrukcji przewróciło się na piach unosząc go do góry. Moje oczy, na powrót stały się zielone.
-...-puściłem Selima.
Poprawiłam ubranie, po czym odwróciłem się od niego. Skierowałem kroki w stronę konia. Raz i dwa i już siedziałem na koniu. Poruszałem lejcami, aby udać się w przeciwnym kierunku niż Selim. Spojrzałem ukradkiem na niego. Zza pazuchy wyjąłem mieszek, który rzuciłem w niego.
- Zdejmij te różowe okulary…-odwróciłem głowę tak, że widział tylko mój policzek.-...żeby zobaczyć szarość, w której tli się piękno kolorów, piękno świata, które jest nie do opisania. Piękno, o którym cię nie uczą, tylko samemu musisz je dostrzegać. Poznać moc uczuć, negatywnych i tych pozytywnych. I nie potrzebuję wiary w Boga, żeby wiedzieć, że jakiś inteligentny jegomość stworzył tą całą, majestatyczną konstrukcję.-nim spojrzałem w inną stronę, Selim mógł zobaczyć łzę spływającą po moim policzku.
Sam ją czułem, ale udałem, że tego nie było, nie miało miejsca. Puknąłem kostkami konia w bok, aby ruszyć powoli przed siebie.
Słońce chyliło się ku zachodowi, a ponieważ uwielbiam wędrować w stronę jaśniejącej kuli, tam też się powoli udałem. Jeśli Selim chciał, mógł mnie na spokojnie dogonić. Poruszałem się powoli i spokojnie. Końskie kopyta zostawiały ślady na piachu. Jednak tylko na trochę, bo wiatr szybko przesuwał drobinki złotego pyłu, który zasypywał wszystkie nierówności.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#13PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Sro Gru 28, 2016 7:43 pm

Selim zaczął się zastanawiać nad tą całą patologiczną sytuacją. Nie tolerował inności wychowany w gniewie przeciwko. Denerwował go ten skurwysyn. Jego zachowanie nie przemawiało za nim chociażby w najmniejszym stopniu. Selim trzymał rękę na swoim mieczy i walcząc z samym sobą czy go ściąć. Czy jednak to będzie grzechem? A może czynem bożym? Był denerwujący, ale czyż synowie Boży nie są tylko częścią jego doskonałości? Jest to bezbożnik, którego po prostu powinien ściąć czy tylko zagubiona owca? To wszystko było dziwne, a szczególnie ten człowiek. Wybuchowe karty? Wydawało się to wszystko jednym nonsensem, bądź snem. Kiedy otrzymał do ręki mieszek zważył go. Bardzo potrzebował złota do odbudowy zakonu. Sama katedra będzie dużo kosztować. Te wszystkie materiały i rzemieślnicy. Następnie zakrzyknął do karciarza:
-Masz tego więcej? Potrzebuję bardzo dużo złota do moich celów. Ty otrzymassz ochronę i Cię nie zabiję, a ty mi zapłacisz...
Pośpieszył konia, by zrównać z nim kroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#14PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Czw Gru 29, 2016 12:18 am

Do tego kolesia ni w ząb nic nie docierało. Czy on w ogóle kiedykolwiek myślał inaczej, niż tylko nawracanie, nawracanie i tym podobne rzeczy? Przecież to jakiś szaleniec. Zaraz, zaraz jak się na takich mówiło? Ach, fanatycy. Tak, chyba tak.
Odwróciłem się tak, żeby na niego spojrzeć.
-Słuchaj no, wiesz, że jesteś strasznie upierdliwy? Jak taka komarzyca, co ci nad uchem wieczorami bzyczy. Wiesz, takie bzyk, bzyk, bzyk, tylko czeka, żeby twoją krew wypić.-przesunąłem wzrok w drugą stronę, żeby na niego nie patrzeć.
Wtedy zaczął wypytywać o pieniądze. No proszę, zagorzały wierzący, a jaki łasy na mamonę. Już ja mu pokażę. Pieniądze mam, ale gówno mu dam, przynajmniej na razie.
-Nie twoja sprawa, ile mam pieniędzy. Poza tym…-poprawiłem rondo od kapelusza-...Pazerność nie jest przypadkiem grzechem?-uśmiechnąłem się chytrze pod nosem-Czy wy aby, nie powinniście żyć skromnie? A jeśli potrzebujecie pieniędzy to je zarabiacie poprzez ciężką pracę?-odezwałem się, ten co ciężką pracą zdobył cały swój majątek.
W sumie, mój fach też był niejako pracą, tylko troszkę inną.
Swoją drogą, zaczynłęm rozważać opcje za i przeciw użyciu pieniędzy na tym klesi. Mogłem coś zyskać, w zamian za dawanie mu kasy. Ja bym rządził, gdybym go od siebie uzależnił. Zrobiłby tak, jak zagram. Znam ludzi, którzy dla pieniędzy są w stanie sprzedać własną matkę. Z tym kolesiem może być nawet lepiej, skoro od razu oczy zalśniły mu na widok ciężkiej sakwy jak również wywalił z tym pytaniem. Jak nic, facet był pazerny i to dość mocno. Mogłem to naprawdę wykorzystać przeciwko niemu. Kolejna osoba wpadłaby w moje sidła. Jeszcze gadanie, że na jego cele. Musiałem coś sprawdzić, po prostu musiałem.
-Nie potrzebuję ochrony. Sam potrafię się ochronić, to po pierwsze, a po drugie…-podjechałem tak, żeby się ku niemu pochylić, wręcz szepnąć mu na ucho-...a co powiesz, jeśli pomogę ci zrealizować twoje cele finansowo? Oczywiście nie za darmo. Zrobisz wtedy wszystko co ci rozkażę, wszystko. Staniesz się moją własnością, dopóki ci nie powiem, że jesteśmy kwita.-wyprostowałem się-Wiesz, oddasz mi swoją wolność w zamian za finansową pomoc w realizacji celów.-poprawiłem kapelusz.
Mówiłem to całkiem poważnie. Jeśli facet był taki jak myślałem, to powinien się zgodzić, a wtedy będę mieć swojego….niewolnika. Teraz, kogoś takiego potrzebowałem i zamierzałem złamać tego klechę przy użyciu mamony, najsilniejszej siły na tym świecie. Czegoś, co dla niektórych jest właśnie jedynym Bogiem, za którego gotowi są zapłacić najwyższą cenę jakim przeważnie jest życie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#15PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Czw Gru 29, 2016 7:09 pm

Nie wiadomo co jest większe. Upartość Selima czy arogancja Tobiasa. Jedno jest pewne, że nic dobrego z tego spotkania nie wyniknie. Selim wziął głęboki wdech na kolejne głupie teksty Twisted Fate'a i czekał, aż ucichnie, albo przejdzie do interesów. Czekał i czekał i czekał i czekał. Nie miał ochoty nawet poprawiać herezji karciarza, bo i tak, by powtórzył swój argument, że go nie zna itp. Jechał wolno, aż Twisted Fate znów przesadził proponując mu sprzedanie w niewolę.
-Nie potrzebujesz mojej pomocy ani ochrony? NO TO ZŁAŹ Z KONIA POGANIE TY JEDEN!
Wyrwał lejce Tobiasowi z rąk i spojrzał na niego rozeźloną miną. Miał mocno dość tego bezczelnego osobnika.
-Jak chcesz swoje przeklęte złoto mogę Ci oddać. Twoje życie, które uratowałem jest o wiele mniej warte od tej garści monet. Twoja dusza jest zgubiona i nie wiem co może ją uratować. Na pewno nie ja. Tym bardziej nie będę swojej duszy na zatracenie ciągnął ku twoim grzesznym zachciankom. Ja mam swoje ideały, a ty masz za duże mniemanie o sobie, Władco Świat i nie zmienimy w sobie tych cech. Rozumiesz?
Tu nasze drogi się rozchodzą. No chyba, że twoja wola przetrwania jest większa od języka i dasz radę dojechać w milczeniu do bezpiecznego miejsca. Oczywiście wtedy za podróż miałbyś mi wypłacić odpowiednie pieniądze. Zakon sam się nie odbuduje. To nie są negocjacje tylko ultimatum. To ja jestem posiadaczem koni i wszystkich zapasów, które niosą, a nie ty. To ja Ci uratowałem życie, a nie ty mi. Nie jestem Ci nic dłużny.

Mówił wolno, głośno i wyraźnie, by każde słowo trafiło do Tobiasa. Selim był gotów w każdej chwili wyjąć broń i wyczarować barierę ochronną gdyby nikczemnik chciał go zabić i okraść. Wolał poczekać, aż ten dziwak oddali się na dość bezpieczną odległość, by następnie przyśpieszyć i pojechać do najbliższego miasta. Wątpił, by wybrał opcję wspólnej jazdy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#16PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Czw Gru 29, 2016 8:53 pm

Raczej jedno i drugie. Nie ukrywam, miałem spore mniemanie o sobie, ale też szukałem jakiegoś zysku dla siebie. W tym przypadku, była to chęć pozyskania niejako, darmowej siły roboczej. On by się idealnie nadawał na mojego osiłka. Notabene Gravesa za kogoś takiego uważałem i w sumie...dobra, kurwa nie ważne. Z nim to inna bajka, tak w sumie…
Moje zielone oczy patrzyły jak dłonie Selima lądują na lejcach.
-Ten poganin, zapłacił ci sporą sumę złota, za tego konia. Dokonaliśmy transakcji, a teraz próbujesz oszukiwać? Nie ładnie, zakonniku. Wierzysz w Boga, a stosujesz kłamstwo. To poważny grzech zakonniku.-poruszałem palcem prawej dłoni na boki-I jak dobrze pamiętam, to jeden z siedmiu grzechów głównych, czyż nie?-nie spuszczałem wzroku z rozmówcy.
Korzystając z tego, że zajął się prowadzeniem, kolejnego monologu, wsunąłem pod jego  siodło złotą kartę. Zamknąłem powieki, aby nie widział, że moje oczy zalśniły na złoto. Dzięki temu, chciałem doprowadzić do chwilowego paraliżu jego rumaka.
-Tylko, że twoje położenie jest naprawdę kiepski, bo to ja mam pieniądze, a nie ty. -odparłem, kiedy skończył nawijkę-Moje życie jest nic niewarte. Moja dusza już dawno została spisana na straty.-wyjąłem z kieszeni dwie, małe białe kulki, którymi zacząłem się delikatnie bawić-Tylko widzisz, powtórzę to jeszcze raz, to ty potrzebujesz pieniędzy, a nie ja. Skoro, tyle czasu wytrwałem na pustyni bez ochrony, to znaczy, że albo jestem pieprzonym fuksiarzem albo jestem znacznie cwańszy, niż ci się wydaje.-na mojej twarzy pojawił się podły uśmiech.
Korzystając, ponownie, że Selim był tak mocno zaabsorbowany swoim strofowaniem mnie, że nie przypuszczał, co zaraz zrobię. Miałem tylko kilka minut na swój ruch. Pierwszą jego część już wykonałem, a raczej miałem nadzieję, że się powiodła. Sparaliżowanie jego konia, a teraz…
-Twój fanatyzm cię kiedyś zgubi.-zderzyłem kulki ze sobą, tuż przed jego nosem.
Wszędzie pojawiła się biała, gęsta mgła. Idealna chwila, aby uciec. Szybkim ruchem, rozpalonej czerwonej karty przeciąłem lejce, aby uwolnić je z rąk Selima. Kartę wygasiłem.
Złapałem konia za grzywę, uderzyłem obcasami w bok, po czym pognałam przed siebie. Pozostało mi zdać się na instynkt, który miałem nadzieję mnie uratuje. W razie czego, użyję teleportacji w to miejsce, z którego teraz wyruszam.
I tyle mnie Selim widział. Miałem już dość jego paplaniny. To nie typ człowieka, z którym mogę podróżować.


z/t


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Thresh
Liczba postów : 91
Dołączył/a : 26/11/2016

#17PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Pią Gru 30, 2016 4:23 pm

Tobiasowi udało się uciec na koniu bagażowym, jednak poprzez rozpęd i końskie wybijanie, z tobołków uleciały pomniejsze, lekkie rzeczy takie jak księgi czy zwoje. Na piasku, śladem kopyt końskich pozostały również dwie sakwy - jedna z prowiantem, druga zaś ze złotem z zakonnego skarbca Selima.
Zakonnik mógł jedynie patrzeć, jak rabuś oddala się z jego dobytkiem w dal, ginąc powoli z jego zasięgu wzroku. Został tu sam pomiędzy piaskiem i zbliżającą się chmurą burzową która dawała o sobie znać już z daleka, muskając twarz Selima podmuchami wiatru z ziarenkami piachu. W tej sytuacji mężczyzna miał dwa wyjścia, a może nawet i trzy: pozbierać przedmioty, które powoli ginęły w "zaspach", znaleźć szybko schronienie przed nadciągającą burzą, bądź pojechać za Twisted Fate'em aby odzyskać swego konia oraz resztę majątku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#18PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Pią Gru 30, 2016 4:59 pm

Selima już ostatecznie krew zalała. Nawet nie zdążył dorwać tego złodzieja, bo nie dostał takiej możliwości. Tego było za wiele. Dorwie tego potwora i wyrwie mu po kolei każdą kość, by znów wsadzić i znów wyrwać i tak dopóki nie zemrze z bólu, a potem jeszcze spróbuje go wskrzesić, by znów go torturować. Szalę goryczy przelała pieprzona burza piaskowa. Selim nie mógł sobie pozwolić na stratę czasu. Złożył ręce w geście modlitwy i zaczął mówić:
-Boże, niech tego beznożnika, okrutnika, niewdzięcznika spotka to czym on sam jest. Niech zło i spaczenie dorwie jego ciało i rozerwie, bo duszy i tak już nie posiada. Daj mi możliwość ukarania tego heretyka, oraz daj mi siłę bym mógł szerzyć twoje dobro i pokonał te zjawisko pogodowe.
Podczas modlitwy wokół niego rozpostarła się magiczna tarczy stworzona z światła mająca na celu zablokować piasek. Następnie zaczął jechać i zbierać rzeczy, które wypadły temu potworowi. Nie mógł pozwolić sobie na stratę swoich oszczędności. Równie dobrze mógłby się już po prostu zabić co rozważał. Nie mógł sobie wybaczyć, że dał się tak łatwo okraść. Ten Tobias nie zasługiwał na uratowanie życia. Zarobił u Selima długo, który ten odbierze z nawiązką. Z naburmuszoną miną dalej jechać i zbierać swoje rzeczy. Potrzebował wszystkiego, a szczególnie złota. Księgi, które wiózł to i tak kopie manuskryptów, których oryginały spoczywały pogrzebane przez Selima wśród ruin klasztoru.
Trochę Selimowi zajęło zbieranie swoich rzeczy. Na szczęście odzyskał chyba wszystko i mógł dalej podróżować w poszukiwaniu tajemniczego artefaktu. Ganianie za swoim niemal straconym ekwipunkiem otoczonym przez bańkę świetlną, która chroniła przed wszechobecnym piaskiem trochę uspokoiło Selima.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#19PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Wto Sty 03, 2017 2:57 pm


Mężczyźnie udało się pozbierać niemal wszystko co widział. Jedynie większość zwojów przepadła, pozostawszy porwanych przez wiatr nadciągającej burzy, oraz jedna bądź dwie pomniejsze księgi pochłonięte przez piach. Jednak wszystko co było dla niego najważniejsze, zdążył zebrać.
Bańka chroniła go wraz ze swoim wierzchowcem przed burzą piaskową, jednak zwierze chyba wolałoby aby jej nie było. Trochę dziwnie reagowało na nią, od czasu do czasu szarpiąc wodze, jednak nie na tyle mocno by się wyrwać.
Burza dopiero się zaczęła, a siła z jaką wiało nie zapowiadało jej rychłego końca. Jednak modły Selima w pewnym sensie mogą się spełnić. Jeżeli Twisteda opuści szczęście, zapewne również zostanie dorwany przez to "oberwanie chmury". Jednak kto wie? W końcu to Mistrz kart z Bilgerwater!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#20PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Czw Sty 05, 2017 10:38 pm

Selim jechał dalej w kierunku, który na początku swojej podróży obrał. Nie miał szans dogonić tego recydywisty. Tak bardzo chciał ukatrupić tego zbrodniarza, ale nie mógł. Czuł się tak bardzo bezsilnie obciążony tym faktem. Sprawiedliwość żądała pomsty. Podróżował dalej przez pustynię co trochę czasu zajmowało i konie zamiaru pobędzać nie miał. Wątpił, by ktoś jeszcze tak ochoczo się rzucił w podróż na wieść o tajemniczym artefakcie niż bezdomny paladyn szukający potęgi, by sławić i bronić imię boże. Nie popędzał konia. Chciał, by ten był wypoczęty i od czasu do czasu głaskał go po grzywie i szyi, by go trochę uspokoić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#21PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Sob Sty 07, 2017 1:23 pm


Głaskanie konia uspokajało go, jednak czasami musiał się poszarpać i to nie pomagała. Ale w ostateczności koń nie zrzucił go z siodła i nie pognał siną w dal.
Dobrym pytaniem byłoby wiedzieć gdzie zacząć szukać tego artefaktu. Jakieś ruiny, opuszczone miejsca albo świątynie? Masa tego jest na pustyniach Shurimy, tylko nie wiadomo gdzie. Ponoć wszyscy co mieli na to chętkę zginęli w nieznanych okolicznościach.
Co do burzy piaskowej, szalała w najlepsze. Gdy zjeżdżał z wydmy, to od razu musiał mężczyzna poganiać konia pod kolejną górkę i trudno było zauważyć kiedy się wyjechało, a kiedy zjeżdżało. Prawdopodobnie gorzej już być nie może...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#22PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Nie Sty 08, 2017 7:49 pm

Selim nie mógł dalej tak jechać. Nie mógł tak nadwyrężać swojego konia i serce mu się kroiło kiedy ten się rzucał zdenerwowany. Święta tarcza i tak ich chroniła przed piachem, a słońce już znikło za horyzontem czemu więc nie rozbić obozu? Położył jakiś koc i większy kawałek materiału z swojego bagażu, by położyć pod głowę. Na konia też narzucił większy koc, by nie marzł za bardzo w końcu noce na pustyniach są paradoksalnie bardzo zimne. Starał się wypocząć mimo hulającej burzy. Jutro czekała go bardzo długa podróż. Był ciekawy co przyniesie mu jutro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#23PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Wto Sty 10, 2017 12:56 pm


Był samiutki jak palec w tej burzy piaskowej. Prawie. W końcu do konia raczej gadać nie będzie. Nie pozostało mu nic jak przeczekać burzę bądź spróbować zasnąć...

//Przenosimy się krainy snów, jeżeli jakoś zasnąłeś. Opisz początek snu//
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Selim
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 19/12/2016

#24PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Sro Sty 11, 2017 9:31 pm

Selim spał spokojnie wraz z swym koniem czując się w pełni bezpiecznym od piasku dzięki boskiej interwencji. Nie śniło mu się nic specjalnego. Budował on własnymi rękami wielką kaplicę ku bożej czci. Robił to samemu, a słońce go oświetlało bezlitośnie doprowadzając do nieprzyjemnego potu, ale nie mógł przerwać pracy. Coś go powstrzymywało. Musiał wypełnić bożą wolę, którą był napełniony mimo iż umierał z pragnienia i głodu. Sen wydawał się trwać w nieskończoność...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Arthezil Terraco
Liczba postów : 126
Dołączył/a : 09/12/2016
Wiek : 18
Skąd : Tam gdzie masz forum ekonomiczne :P

#25PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    Czw Sty 12, 2017 8:15 am


... a pieczę nad nieskończonością sprawował nieznany mu mężczyzna z idealnie uciętą jedną ręką. Nie było widać ani krwi, ani kości czy też poprzecinanych mięśni. Kikut wyglądał niczym surowe ciasto przecięte nożem...
Mocno opalony mężczyzna raczył w końcu podejść do ciężko pracującego Selima na odległość kilku metrów, patrząc to jak układa kolejne cegły z piaskowca. Po chwili zbliżył się jeszcze bardziej, a on nie miał jak zareagować, jakby w ogóle go nie widział. Położył rękę na jego ramieniu, a ten ocknął się z transu i mógł nareszcie dostrzec go:
- Kolejny świątynia ku czci słońca? - przyjemnym dla ucha głosem, niczym nauczyciel do ucznia, zapytał oderwanego od pracy Selima.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#26PisanieTemat: Re: Shurimskie pustynie    

Powrót do góry Go down
 
Shurimskie pustynie
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Kontynent Valoran

 :: Południe Valoran :: Shurima
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon