IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Teren przed rezydencją

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#1PisanieTemat: Teren przed rezydencją   Pon Gru 26, 2016 10:55 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#2PisanieTemat: Re: Teren przed rezydencją   Pon Sty 09, 2017 7:23 pm

Ja miałem tyle kasy, że sobie mogłem pływać w niej ile chciałem. Ja dosłownie spałem na pieniądzach zarobionych ciężką pracą, żeby nie było.
Oj tak, posiadanie na tym padole mamony pomagało w wielu sprawach. Coś o tym wiedziałem, nawet bardzo dobrze zdawałem sobie z tego sprawę.
-Ej...gdzie te łapy pchasz…-burknąłem czując jego dłoń na moim pasie.
No jeszcze czego, kto to słyszał, żeby anioł dobierał się do mnie. Swoją drogą skoro był aniołem, to dlaczego miał czarne skrzydła? Czy aby, aniołki nie mają białych piórek?
W sumie, to się będę musiał zapytać, ale najpierw musi mnie odstawić do domku! Do moich ukochanych czterech ścian.
-Ej no weź, ja jestem delikatny, nie trząchaj tak mocno...hick…-burknąłem niezadowolony, kiedy ruszyliśmy.
Jakoś zbytnio mi nie przeszkadzało, co takiego zrobił, bo byłem mało świadomy. Grunt, że unosiliśmy się w powietrzu.
-Yeaaaah! Ja latam!-podniosłem ręce do góry.
Dopóki nie spojrzałem w dół, było wszystko w porządku. Widząc jak wysoko jesteśmy, wręcz wtuliłem się w Vergila, zamykając przy tym powieki, aby nic nie widzieć. Mimo, że wylądowaliśmy, to dalej wtulałem się w niego, jak przestraszone dziecko. Jednak do momentu, kiedy nie zadał mi tego pytania.
Spojrzałem na niego, po czym zamrugałem powiekami.
-Chcesz wiedzieć, kim on jest...hick...dobrze, powiem ci…-odkleiłem się od Vergila-...pochyl się no, kamracie…-poruszyłem palcem, mając nadzieję, że to zrobi, w przeciwnym razie, stanąłem na palce, żeby szepnąć do niego-Graves to...Graves to…-zacząłem-...to...hick...-zmarszczyłem brwi-...to przybysz z kosmosu!-podniosłem prawą rękę ku górze, unosząc przy tym palec wskazujący.
Lewą dłoń oparłem o biodro, a następnie stanąłem w lekkim rozkroku.
-Przybył z odległej planety, ale jeszcze nie wiem jakiej. Upatrzył sobie mnie, żeby poznać sekrety valorancyzków, ale ja mu na to nie pozwolę.-poruszałem palcem wskazującym na boki-Źle trafił! Przejrzałem jego niecny plan zawładnięcia światem! Taki jestem dobry...hick..widzisz?-zacząłem chwiać się na boki-On pod tymi swoimi wąsiskami ukrywa jakąś gęboczółki! Widziałem! I ma takie wielkie kły!-przystawiłem dłonie do twarzy w taki sposób, aby palce wskazujące robiły za wielkie zęby.
Musiałem wtedy wyglądać jak skończony kretyn, kiedy jeszcze zacząłem kiwać się na boki i wydawać jakieś dziwne pomruki.
-Trzeba na niego uważać, bo to podstępna szuja jest!-podszedłem bliżej Vergila.
Wypatrywałem mu się w oczy.
-Ma taką twarz, jakby go w dzieciństwie z procy karmili.-odparłem całkiem poważnie-Czasami jest tak sztywny, jakby go jakiś wielbłąd między pośladkami ścisnął.-wytarłem nos rękawem-A twarz ma bardziej zjechaną niż dupa cwela.-zacząłem rozciągać sobie policzki, próbując pokazać Vergilowi, jak wygląda w moim mniemaniu Graves-Powinien napisać podanie do rzeźni, z prośbą o wymianę ryja.-jak dobrze, że on wtedy tego nie słyszał, bo pewnie dawno wpierdoliłbym śrut.-Jego mózgiem, yorle grają w kręgle.-zamlaskałem-I zawsze się na mnie patrzy jak dupa na sedes. Ja wiem, że jestem piękny.-położyłem rękę na swojej klatce piersiowej.
Spojrzałem na Vergila smutnym wzrokiem. Ułożyłem prawą dłoń na czoło, lekko się odchyliłem. Wyglądałem jak zraniony boleśnie w serce książe.
-To przestępstwo, być tak pięknym. Wielu mnie za to nienawidzi, ale nic na to nie poradzę, że moja uroda przyćmiewa nawet najpiękniejsze dziewki z Runeterry.-uklęknąłem na jedno kolano.
Złożyłem ręce, jak do modlitwy. Spojrzałem w niebo.
-To naprawdę jest przestępstwem, bycie tak przystojnym jak ja.-jeszcze brakowało takich maleńkich, błyszczących gwiazdek dookoła mnie.-Tak się cieszę, że zostałem obdarzony taką urodą! -mój narcyzm w pełnej krasie, nie ma co.
Bardziej poniżyć się nie można, prawda?
-Moja uroda emanuje blaskiem świeżo rozkwitniętej róży.-wstałem z klęczka.
Zdjąłem kapelusz, aby przeczesać dłonią włosy.
-Tak, wiem, nic nie mów, moja uroda przyćmiewa nawet dzisiejszą noc.-uśmiechnąłem się błogo, a wiatr delikatnie poruszał moimi włosami.
-Może powinienem wziąć udział w wyborach na mistera Runeterry?-zacisnąłem pięści-Wygraną miałbym w garści!-nerwowo uniosłem ręce do góry.-Tylko co z tego, skoro ta której oddałem serce mnie nie kocha i nienawidzi…-
poczułem się tak, jakby ciężar prawdziwego życia przywalił mi z całej siły w łepetynę.
Przygryzłem rondo kapelusza. Popatrzyłem na na Vergila, a moje oczy lśniły od łez.
-Dlaczego, mimo mojej urody, ukochana przeze mnie osoba mnie nie kocha?-zacząłem glamać rondo od kapelusza-Pomóż mi...hick...-wyglądałem jak mały kociak proszący o kawałek wędliny-...Proszę…pomóż mi zdobyć jego serce…tego mojego kosmity...hic...-nastała cisza.
Dopiero po chwili, dotarło do mnie co powiedziałem. Naprawdę to powiedziałem...moja twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona niż była wcześniej.
-Ahahahaha!- zacząłem się nerwowo śmiać.-Hahahahahaha!- zacząłem cofać się do tyłu, machając przy tym rękami-...to nie tak, nie żeby coś...to nie miało tak zabrzmieć...-cofałem się dalej to tyłu, tłumacząc się jak głupi.
Nawet nie zauważyłem, w którym momencie grunt skończył mi się pod nogami. To była chwila, jeden nieostrożny krok w tył i zniknąłem Vergilowi z pola widzenia.
Jak dobrze, że miałem ogród. Wpadłem na dość wysokie krzaczory. leżałem tak na tej biednej roślince. Wszędzie miałem listki. We włosach, na ubraniu, a nawet w butach czy buzi.
-Nic mi nie jest...hick...-oczywiście to nie była prawda, bo świat zaczął wirować mi dookoła.-Ojej karuzela...niech nie kręci się tak szybko…-sam niewiem, ale po prostu odleciałem.
Wiecie no, zemdlałem. Dla mnie, to już było za dużo. Alkohol zrobił swoje. Tylko piana uchodziła z moich ust, dosłownie. Wyglądać to musiało tak, jakbym dostał wścieklizny jakiejś i teraz pienił się na całego...coś okropnego...w sumie, miałem na własne życzenie...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 19

#3PisanieTemat: Re: Teren przed rezydencją   Pon Sty 09, 2017 9:00 pm

Jak dotąd Vergil nie zwracał zbytnio szczególnej uwagi ani na to, co Fate mówi, ani co robi. Ani jaki ma zapach czy jak wygląda, na szczęście. Postępował z dość dużym dystansem do osoby tego faceta, więc nie ruszało go ani, gdy ten narzekał żeby "nie pchać łap" czy "nie trząchać tak mocno", ani gdy cieszył się że lata. Podobna reakcja (czyli zerowa) oczekiwała na tajemniczego, spitego typka już gdy wylądowali. Obawiał się, że ten człowiek zacznie wymiotować, ale stało się coś znacznie gorszego. Zaczął znów mówić. I to mając swój wydech niebezpiecznie blisko nozdrzy Kruka. No ale nic, trudno. Widocznie informacje o Gravesie miały być tajne przez poufne...
No i, cholera, chyba jednak nie były. Przybysz z kosmosu, chowający gęboczułki pod wąsiskami... to nie brzmiało szczególnie wiarygodnie, nawet mimo całego zaangażowania rozmówcy w przedstawienie tejże postaci. Vergil nie wątpił, że rzeczywiście ktoś taki jak Graves istniał i że mógł mieć, hm, na pieńku z Twisted Fate'm, ale nie sądził, by ten gość był... kosmitą. Chociaż właściwie sam anioł przybył z innego wymiaru, więc, hm. Jakby nie patrzeć, była taka możliwość.
"To naprawdę jest przestępstwem, bycie tak przystojnym jak ja", stwierdził facet, klękając na jedno kolano. Vergil odwrócił wzrok. Miał pewien... uraz do modlitw. Choć niewątpliwie niepoważne zachowanie i kiepski stan Fate'a świadczyły tu akurat na jego korzyść.
Już chciał coś powiedzieć, lecz został powstrzymany.
"Tak, wiem, nic nie mów", usłyszał. "Czy ten skurwibąk umie czytać w myślach?", zapytał sam siebie Vergil. Słysząc jednak dalszy ciąg tego zdania... "moja uroda przyćmiewa nawet dzisiejszą noc" - cóż, słowa Kruka nie byłyby bynajmniej potwierdzające tę tezę. Czyli cóż. Jednak ten człek nie miał takiego daru.
- Khm. Wytrzyj sobie krew spod nosa... trochę sie otrzep... no i upierz ciuchy, hm. Wtedy... - próbował skojarzyć wizerunek przywołanych "misterów Rutenerry", ale nie był w stanie. Cóż, nie miał zbyt wiele do gadania, jeśli chodzi o konkursy... urody? Czy czegokolwiek, no. Miał jednak podstawowe wyczucie smaku, a to raczej uznawało przymioty o których właśnie mówił za solidny minus. - Wtedy wystartuj.
Właściwie nie wiedział, dlaczego w ogóle na to odpowiedział. Błahe pogadanki z pijanymi ludźmi ostatecznie nie nalezały do jego ulubionych zajęć. Ale coż, co się rzekło, to się nie odrzecze.
Nie zwracał też zbyt dużej uwagi na wyznanie Fate'a odnośnie Gravesa. Stosunki między tymi dwoma to była w końcu ich sprawa i ani trochę nie miał zamiaru wściubiać w to nosa, choć być może jeżeli zapamiętałby taką "informację", to mógłby ją później wykorzystać przeciwko temu facetowi. Kłopot będzie jednak z zapamiętaniem czegokolwiek, co powiedział mu jakiś pijany, dziwny facet, ktorego pierwszy raz w ogóle widzi na oczy...
I ostatni?
Typek chyba się o coś poślizgnął i spadł z dachu. Ups.
Prawdę mówiąc, Vergil zdołałby go uratować, ale coraz bardziej zaczynał wątpić w to, że będzie miał w tym jakiś interes. Najwyżej obrabuje mu chałupę, jak ten umrze.
Ale tym razem miał farta ten człek! Wylądował gdzieś na jakichś wielkich krzaczorach, które uratowały jego zalaną rzyć.
- Wszystko w porządku? - zapytał z absolutnie udawaną troską w głosie, choć może nie całkiem ironicznie, gdy wylądował tuż obok (ale już z... nieco większą gracją).
Cóż, chyba nie było w porządku. Gość zemdlał. Cholera, jakoś się nie widziało Vergilowi siedzieć z nim i czekać, aż wstanie i otrzeźwieje. Od tego momentu był jednak częściowo do tego zmuszony. W innym wypadku może się okazać, że jego poświęcenie przy wytrzymywaniu gadki tego gościa... i innych rzeczy, jak chociażby jego zapach, poszło na marne. Po prostu gość obudzi się i nie będzie nawet pamiętał o mrocznym aniele, albo stwierdzi, że to była jakaś senna mrzonka. Marnie, marnie.
Szybkie przeszukanie kieszeni Twisted Fate'a skutkowało odnalezieniem w odmętach jego szat przeróżnych kart i kilku kości. Czyżby ten gość dorobił się na hazardzie? Co więcej, była w jego kieszeni też jakaś książeczka. Może i wampir głupio zrobił, ale postanowił zignorować jej zawartość. Może byłaby ciekawa, może to był zwykły, nudny dziennik - tak czy inaczej, wsunął ją z powrotem do kieszeni, przy okazji wygrzebując z innej klucze. Zapewne do tej rezydencji.
Niedługo później udało się otworzyć drzwi (a później zamknąć znanym już kluczem, który z powrotem wcisnął do kieszeni właściciela) i obaj znaleźli się gdzieś w pierwszym lepszym, najbliższym pokoju z czymkolwiek do leżenia. Tam Twisted Fate został ułożony w odpowiedniej pozycji, by nie udusił się pianą, jaką toczył z ust, a Vergil po prostu przysiadł, nie za bardzo wiedząc, co ze sobą począć. Nie byłoby głupio obrabować tego gościa, choć z drugiej strony jakoś to nie pasowało do Lacroia. Jeżeli miałby złupić tę rezydencję, to najpierw wolałby zjeść tego faceta, a póki co jakoś się do tego nie rwał. Zatem... no, siedział. I czekał.

z/t ja i TF
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#4PisanieTemat: Re: Teren przed rezydencją   

Powrót do góry Go down
 
Teren przed rezydencją
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Program nauczania: Obrona przed czarną magią
» Sposoby ewolucji
» Bazaltowe Pola

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Guardian's Sea

 :: Wyspy Niebieskiego Płomienia :: Dzielnica szczurów :: Rezydencja Twisted Fate'a
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon