IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sypialnia z przedpokojem

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#1PisanieTemat: Sypialnia z przedpokojem   Pon Gru 26, 2016 11:01 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#2PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Wto Sty 10, 2017 12:47 am

Szczęście dla niego, że mi nie podpieprzył książki z zapiskami. Teraz miałem nauczkę, żeby to trzymać w innym miejscu. Najlepiej jakimś sekretnym o!
Nie wiedziałem, co ten facet ze mną robił, bo przez dobre kilka minut byłem nieprzytomny. Później jednak spałem jak dziecko. Oddychałem powoli, spokojnie,  ponieważ czułem ciepło, a także miękkość mojego łóżka.
Spałem prawie do samego popołudnia. Obudził mnie porządny ból głowy, a do tego było mi niedobrze. Powoli zszedłem, a raczej zsunąłem się z łóżka. Chwiejnym krokiem poszedłem do kibla, żeby w ostateczności zwymiotować kilka razy. Myślałem, że zaraz łeb wsadzę do muszli klozetowej. Sam nie wiem ile czasu siedziałem na nogach przy wujku kiblu, ale w pewnym momencie nie miałem już czego zwracać.
Coś tam pamiętam, jak przez mgłę, więc obecność skrzydlatego mnie nie zdziwiła. Zapamiętałem go, ale za cholerę nie mam pojęcia, jakim cudem weszliśmy do domu. W sumie, nie ważne. Potem sprawdzę, czy czegoś nie zapierdolił, ale skoro się mną...zaopiekował niejako, to raczej tego nie zrobił. Kurwa, wiszę facetowi przysługę. Poza tym, czort wie, co ja wyprawiałem wczoraj, skoro moje ubranie wyglądało jak wyjęte ze śmietnika.
Bardzo powoli się oporządziłem. Szybka kąpiel, luźne ubranie, wiecie lniane spodnie i materiałowa koszula, a potem lekarstwa na kaca. Jedna tabletka i spora dawka lodu powinny pomóc. Jako, że mistrzem kuchni to ja nie byłem, uraczyłem gościa czarną herbatą oraz kromkami chleba z masłem z gotowanym jajkiem w plasterkach.
Sam nic nie tknąłem, bo na samą myśl o jedzeniu, zaczynały mi się rewolucje kuchenne w żołądku. Nie, już dość miałem wyrzucania z siebie tego, co zjadłem. Byłem tak osłabiony, że pójście by się odlać, było jak wyprawa za może.
Położyłem się twarzą do poduszki. Rzecz z płaszcza schowałem do poszewki, miękkiej dekoracji łóżka. Woreczek lodu wylądował na mojej głowie.
-Kurwaaa…jak boli...jak kurwa boli...-zacząłem jojczyć.
Wtuliłem twarz w poduszkę.
-Niech mnie ktoś przytuli...-mruknąłem żałośnie.
W sumie to, miałem nauczkę- następnym razem nie będę tyle chlać. Mam za swoje, ot co.
Zerknąłem ukradkiem na Vergila. Podziwiałem jego skrzydła. Ten to miał dobrze. Mógł sobie latać gdzie i kiedy chciał. To musi być piękne, mieć takie puchate ozdoby. Westchnąłem. Każdy ruch sprawiał mi ćmiący ból w czaszce. Miałem nadzieję, że tabletki szybko zaczną działać.
Spojrzałem na stojące w srebrnej ramce zdjęcie moje z Gravesem, zrobione zanim to wszystko się popierdoliło, spierdoliło i w ogóle.
-Graves...gdzie ty się podziewasz, stary capie?-mruknąłem niezadowolony-Ja to nie mam prawa znikać, a tobie wszystko wolno...i gdzie tu sprawiedliwość…-zamknąłem powieki, bo robiłem się senny.
Tabletka zaczęła działać. Okryłem się kocem, bo zrobiło się tak jakoś zimno. Miałem już pomysł, jak odwdzięczę się Vergilowi za tą...opiekę.
Znowu smacznie spałem. Na łóżku siedział pluszowy tygrysek, którego przez sen przytuliłem. To był taki mój prywatny Graves, który jak mnie wkurwił, latał po całym pokoju. W innych przypadkach, służył mi za przytulankę w takich chwilach, jak ta. Widać nawet i mnie, dość mocno doskwierała niekiedy samotność.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 19

#3PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Sro Sty 11, 2017 9:40 pm

Vergil... no cóż, cały czas siedział. Póki nie zorientował się, że lada moment "jebane Słońce" wstanie i już nie będzie tak pięknie, kiedy wedrze się przez okna. Nie chciał bynajmniej leżeć i zwijać się z bólu. Zaciągnął więc zasłony na okna - te wokół, jak i w całym domostwie - tak, że nawet mimo tej cholernej ognistej kuli na horyzoncie nic mu nie groziło - bo też sam usiadł w najbardziej zacienionym miejscu w tym pokoju. Jego skrzydła były w nim bardzo dobrze skryte i gdyby nie to, że Twisted Fate wiedział o ich istnieniu, mógłby ich nawet nie zauważyć.
Widząc, że gospodarz tuż po obudzeniu nie był zbyt skory do rozmów, trochę się wkurwił. Jasne, miał świadomość, że pewnie nie będzie łatwo, ale źle się czuł z faktem, że przyleciał tu z wyraźnym zamiarem i zapałem, a przesiedział bez celu pewnie ponad pół doby. Miał chociaż nadzieję, że faktycznie trafił na jakąś grubą rybę, a najlepiej jeszcze skłonną do współpracy. Cóż, facet nie wyglądał na niewdzięcznego bogacza. Zrobił jakieś żarcie Vergilowi, no i herbatę. Całkiem miło, choć wampir nie miał ani trochę zamiaru skosztować żadnego "ludzkiego" pożywienia. Dalej był trochę wkurwiony, ale po części też ze swojej winy, bo nie wiedział, jak odpowiednio zagaić. Nie dawał jednak po sobie poznać nadziei, coby Fate zagadał pierwszy.
- Dzięki, ale nie skorzystam. - rzekł, spoglądając na talerz z zawartością. - Lepiej będzie, jak sam to zjesz. - odparł ponuro, nie ruszając w ogóle ciałem, a ustami ledwo poruszając. Nie wiedział, czy to zasłonięte okna, czy zmęczenie, ale coś skłoniło Fate'a do tego, by wkrótce znów poszedł spać.
Do kurwy nędzy.
Mógłby chociaż uprzedzić, że nie ma zamiaru póki co o niczym gadać. A Vergil ani myślał o budzeniu tego typka. Nie był pewny dlaczego, ale coś mu podpowiadało, że to nie będzie dobry pomysł. Niewyspany i na kacu, nie wyjdzie z niego za wiele, a jak się go jeszcze rozdrażni, to pewnie się jeszcze obrazi.
Kruk podrapał się po rękojeści koncerza. "Może później", pomyślał w odpowiedzi na pytające spojrzenie broni. "Nie obraź się, też mnie korci...".
Znalazł pierwsze lepsze przybory do pisania i zostawił krótką wiadomość, napisaną jak kura pazurem, bo nie pisał niczego od co najmniej półwiecza.
"Jestem w piwnicy", brzmiała.
Jak powiedział, tak też zrobił. Sporą chałupę trochę trudno było przetrząsnąć, ale udało mu się dość szybko znaleźć zejście do podziemi, gdzie nie powinny mieć dostępu promienie słoneczne. I zasnął gdzieś w kącie, z bronią w dłoni. Miał nadzieję, że ten facet zaskoczy go wieczorem czymś pozytywnym, bo jak nie, to zacznie się mocno zastanawiać nad arsenałem swoich klątw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#4PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Sro Sty 11, 2017 11:17 pm

Jak nie chciał jeść, to jego problem. Ja póki co, żarcia tykać nie będę, bo wiem, czym to się skończy. Nie wiedziałem, że ten koleś był wampirem i nie zjadał takich rzeczy. Nie zasnąłem dlatego, że kotary zostały przysłonięte, w sumie to i dobrze, tylko dlatego, że wziąłem tabletkę. Nie przyszło mi do głowy, żeby powiedzieć Vergilowi, że nie mam sił na rozmowy.
Przespałem prawie cały dzień, przytulając mojego prywatnego bajeranta. nie powiem, żeby mój sen należał do przyjemnych. Co jakiś czas się kręciłem z boku na bok, nawet to czym byłem przykryty zostało skopane na podłogę. Nienawidzę realistycznych snów, które powodują, że człowiek zrywa się tudzież nerwowo budzi.
Otworzyłem powieki, nerwowo rozglądając się po pokoju. Na całe szczęście, byłem u siebie, w bezpiecznym, taką miałem nadzieję, miejscu. Podkuliłem nogi, żeby zwinąć się w przysłowiowy kłębuszek. Czemu sny potrafią przypominać o najbardziej bolesnych rzecz? Takich, o których chcemy zapomnieć? Nie rozumiem, dlaczego akurat dzisiaj musiało wrócić to wszystko? To jak rodzina mnie zostawia, po tym co zrobiłem? Przytuliłem mocniej pluszową zabawkę. Chyba już rozumiem, dlaczego tak bardzo przywiązałem się do Gravesa...samotność, to jej wina. To przez nią wszystko. Obawiałem się jej, bo przekonałem się,  jaką podłą kurwą była i jest. Cały czas, jak tylko zostawałem sam, na siłę próbowała wedrzeć się do mojego życia. Nie pukała do drzwi, tylko jak taki złodziej zakradała się powoli, niespodziewanie, by wyłamać zamki lub zbijać okna mojego życia. Teraz było to samo. Dlatego poszedłem się upić, żeby zapomnieć, chociaż wiem, że to wcale nie pomaga. Może tylko trochę, na czas kiedy alkohol przejmuje kontrolę nad twoim życiem, to wszystko.
Wtuliłem twarz w mięciutkie futerko pluszowego tygryska.
-Ja już tak nie chcę, jestem tym zmęczony…-zamknąłem powieki ocierając się policzkiem o zabawkę.
Futerko szybko zmieniło kolor na nieco ciemniejszy. Zupełnie zapomniałem o obecności Vergila w moim domu. Może dlatego, że go nie zauważyłem, a może dlatego, że pozwoliłem sobie na ujście tych wszystkich emocji z mojego ciała.
-Dlaczego to akurat ja musiałem tak dostać po dupie? Co ja takiego zrobiłem?-zacisnąłem mocniej uścisk na pasiastym, sztucznym stworzonku-Przecież ja tylko chciałem im pomóc, nic więcej...dlaczego mnie zostawili? Dlaczego?-moje policzki i nos szybko zrobiły się czerwone.-Nie chcę być już sam, po prostu nie chcę.-moje serce zaczęło bić szybciej, a od tego wszystkiego było mi ciężko oddychać przez nos.-Na co mi te wszystkie kosztowności, umiejętności skoro nie mogę sobie poradzić z pozbyciem się uczucia pustki? Czemu ciągle czegoś szukam? Dlaczego nie mogę tego znaleźć? Dlaczego?-moje ramiona drżały.
Jakby teraz Vergil wszedł to zobaczyłby, w jakim paskudnym stanie jestem. Oczywiście, że wolałbym, żeby nikt mnie w takiej sytuacji nie widział, ale może właśnie tak musiało być? A cholera wie.
W każdym razie, było mi coraz gorzej. Jeszcze jak spojrzałem na moje i Gravesa zdjęcia, prawie rozleciałem się na kawałki. Ten facet był jedyną osobą, która w jakiś sposób dotarła do mnie. Przebiła się przez pieprzony mur jaki dookoła siebie zbudowałem. Nie wiedziałem, czy on zdawał sobie z tego sprawę czy nie. Wszystko zwalałem na stare nawyki, ale to nie była prawda. Może tylko częściowo. Ja go po prostu nie chciałem stracić, tak jak straciłem rodzinę i wszystkie bliskie mi osoby. Graves nawet nie wie, że kiedy on siedział w pierdlu, próbowałem znaleźć sposób na to, żeby mu pomóc. Raz z pobudek czysto osobistych, ale z drugiej, yo przez to poczucie winy, że nie udało mi się przekonać go, że nie ma racji. Czy on tego chce czy nie, stał się kimś dla mnie bardzo ważnym, nawet bardzo. Nie mogłem go zostawić wtedy, bo chyba bym sobie tego nie wybaczył do końca życia. Ten facet...ech…
-Graves, gdzie ty jesteś? Wróciłbyś w końcu do mnie...bez ciebie jestem taki...samotny…-mruknąłem w futro pluszowej maskotki.-Nawet nie wiem, gdzie cię mam szukać…-zamknąłem powieki.
Oczy zaczynały mnie szczypać, ale w dupie z tym. Wolałem się wypłakać, żeby na jakiś czas poczuć ulgę. Chociaż to nie będzie na jakiś dłuższy czas, no ale dobre i to.
Nie rozumiem, dlaczego nie mogę sobie z tym wszystkim poradzić? Może, może faktycznie jestem upartym osłem, który wszystko musi robić sam, za wszelką cenę? Może to nie Graves jest osłem tylko właśnie ja? Wmawiam mu coś, co tak naprawdę sam posiadam i nie chcę się do tego...przyznać?
-Dlaczego wtedy, nie pozwolono mi umrzeć? Co z tego, że wszędzie cieszę ryja, udaję twardziela, cwaniaka, skoro przez to nie wiem już kim naprawdę jestem? Te ciągłe zakładanie masek mnie już męczy, zatraciłem się w tym…-zacząłem szeptać do maskotki-Czemu, kiedy śmierć wyciąga po mnie swoje łapska, ja muszę przeżyć, żeby w kółko i w kółko przeżywać to samo? Przecież, lepiej by było dla wszystkich, gdyby mnie tu w ogóle nie było…-nic nie mogłem poradzić, że mój dołek dał osobie dość mocno znać.
To wszystko, jak widzieli mnie inni było tylko grą. Skoro otoczenie nie akceptowało mnie takim, jakim byłem, jakim jestem, to musiałem swoje prawdziwe ja zakopać gdzieś głęboko. Najlepiej tak, by nikt nigdy więcej go nie odnalazł. Tylko przez to, zaczynałem się od środka rozpadać. Moja psychika zaczynała szwankować. Otoczenie zaczęło mnie akceptować, bo byłem kimś, kogo chcieli widzieć. Dałem im na złotej tacy, to o co prosili, ale przez to cierpiałem od środka katusze. Nikt, chyba poza Gravesem nie mógł tego dostrzec. W sumie, nie wiem ile on widzi, a ile nie. Może i mało się czasami odzywa, ale jak dla mnie, widzi dużo więcej niż się to wszystkim wydaje. Wystarczy spojrzeć w te jego oczy. W sumie, to mu trochę zazdroszczę, nawet bardzo. On nie musi udawać nikogo, on jest sobą, tak myślę. Nie musiał nigdy oszukiwać, udawać, zawsze miał blisko kogoś, kogokolwiek. Nie wiem, czy on to dostrzegł, ale to ja zawsze idę za nim. To ja widzę jego plecy i nie mogę go dogonić. Jak ja dam krok do przodu on jest zawsze te dwa przede mną. Czasami tylko się obróci, zobaczyć czy za nim idę. Niby jestem tak blisko, a tak daleko. To on zawsze wszystko robił lepiej ode mnie, a ja nie potrafiłem wykrzesać nawet głupiego dziękuję. Nie moja wina, że te wszystkie pozytywne słowa są mi obce i nie potrafię ich używać.
-Nie chcę już iść za tobą Graves. Nie chcę oglądać twoich pleców, ani iść w twoim cieniu. Chcę zrównać z tobą krok...dlaczego nie jestem w stanie tego zrobić? Nie rozumiem tego...dlatego, że nie mam tyle odwagi, czy może dlatego, że się boję to zrobić i tak jest po prostu łatwiej?-wtuliłem policzek w pluszową zabawkę-Dlaczego jestem takim tchórzem i….boję się życia?-zamknąłem powieki.
Już w sumie nie miałem czym płakać. Teraz to mnie tylko nos i oczy szczypały. Przetarłem je lewą dłonią. Dopiero teraz dostrzegłem jedzenie, jakie uszykowałem dla Vergila i przypomniałem sobie o jego obecności. Skoro nic nie zjadł, to pewnie sobie poszedł. Nie przyszło mi do głowy, że siedzi sam w piwnicy.
Ułożyłem się wygodniej na łóżku. W sumie, większość osób, jakie poznałem tak robiła. Przychodziła do mnie do domu, a potem znikała i kontakt się urywał. Tch...tym razem pewnie było to samo, ewentualnie chciał wyciągnąć ode mnie pieniądze. Tak też się zdarzało, bo przecież Twisted Fate ma tyle kasy, to może trochę dać. Chciałbym, żeby był jeszcze ktoś, poza Gravesem, kto dostrzeże mnie przez inny pryzmat, bo w sumie nic się nie zmieniło przez te kilka lat-ludzie widzą mnie na ogół tylko wtedy, kiedy czegoś chcą. To chyba kolejna rzecz, której nie potrafię zmienić, albo może nie chcę, bo przynajmniej, na krótki czas….czuję się komuś potrzebny, chciany…
Zamknąłem powieki, ale nie spałem. Po prostu leżałem na łóżku, bo nie miałem siły, ani ochoty ruszać dupy z łóżka. Chociaż i tak musiałem się ruszyć, bo trzeba było się odlać.Jak tylko to zrobiłem, wróciłem na wyro. Podniosłem to, co leżało na podłodze. Przykryłem się i leżałem dalej tulając pluszowego tygryska.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 19

#5PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Nie Sty 15, 2017 9:52 pm

Vergil ochłonął nieco przez sen, przez co jego chęć spuszczania wpierdolu obniżyła się z niebezpiecznie rosnącego poziomu do zupełnie u niego przeciętnego. Mimo tego, wciąż miał zamiar "dokopać" Fate'owi. Chociaż bardziej finezyjnie niż magią czy bronią, nie myślał w tym momencie nawet o żadnej klątwie. Chciał powalić tego faceta słowem, choć nie był pewny, czy to co miał zamiar powiedzieć, wywrze odpowiednie wrażenie. Jakkolwiek miał taką nadzieję. Choć nie mógł też przesadzić, żeby potencjalnie cenny gość zszedł mu zaraz na zawał czy cokolwiek.
Zwlókł się więc z podłogi, rozprostował kości. Wziął głębszy oddech, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Długo szukać nie musiał. Znalazł go mazgającego się i wtulającego w pluszową zabawkę. Dreszcz obrzydzenia przebiegł mu wzdłuż kręgosłupa.
"Słabość. Też mi to kiedyś dolegało", pomyślał sobie. "Zresztą, jakby cokolwiek się zmieniło", dodał po chwili, żywiąc odrazę również do siebie. Tym bardziej utwierdził się w przekonaniu, że by jakkolwiek zbliżyć się do swych celów, musi zrobić to, co chwilę temu zaplanował.
Z niezauważalną dozą zadowolenia dostrzegł oznaki pokazujące, że Fate nie śpi, choć mógł nie wyczuć obecności Vergila, który znajdował się parę metrów dalej i jak na takiego "kafara" nie stąpał zbyt głośno. Zagadał więc, oparłszy się o framugę.
- Wyglądasz na gościa który ma coś do gadania w tym mieście. - stwierdził na początku, inicjując jakąkolwiek rozmowę, starając się zainteresować rozmówcę i, przede wszystkim, rysując właściwie swoje prawdziwe intencje. - Mam nadzieję, że się nie pomyliłem. Zatem uznałem, że możemy się sobie przydać. Nie chcę złota, mam nieco inne motywy. - zrobił krótką pauzę, zwyczajną przerwę na budowanie napięcia. Doświadczenia aktorskiego może nie miał, ale w rozmowie takie rzeczy często przychodziły mu instynktownie... choć bliżej przy próbach zastraszeń, niż grzecznej i miłej perswazji. - Jestem wampirem. - wyznał pokrótce, przygotowując się na atak. Nie musiał nastąpić, ale cóż... część ludzi mogłaby zareagować z pewną dozą niepokoju na taką wiadomość. Wiedział, że jego Awatar Ciemności nie miał pełnej siły, ale w tej sytuacji, w ciasnym pomieszczeniu jedno ramię wystarczyłoby aż nadto - póki przeciwnik nie okazałby się być potężnym magiem. Jeżeli reakcja nie była zbyt agresywna, nie ociągał się ani chwili z dalszym słowotokiem. - Zatem możesz się domyślać, czego chcę, tak samo jak tego, ze wpuszczanie mnie do siebie pod jeden dach mogło nie być najrozsądniejsze. - spojrzał na niego znacząco, jakby chciał powiedzieć "ciesz się, że nie jestem w dodatku homoseksualistą-gwałcicielem". No, może niezupełnie, ale można było to tak interpretować. - Póki co, obaj żyjemy i mamy się dobrze. Ale z dnia na dzień robię się coraz bardziej głodny, więc im dłużej mnie tu trzymasz, tym... no, rozumiesz. Zmierzam do tego, że warto byłoby mnie stąd wywalić. Mówiłeś, że możesz mieć do mnie jakiś interes, jeśli dobrze pamiętam. Raczej chodziło ci o coś na zewnątrz, nie? - rzekł, żywiąc głęboką nadzieję, że nie będzie musiał zdewastować całej chałupy po odpowiedzi typu "planowałem zrobić z ciebie pokojówkę", która i tak mogła wcale nie być taka najgorsza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#6PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Pon Sty 16, 2017 11:49 pm

Bez przesady, nie mazgaiłem się. Każdy miewa po prostu złe dni, to wszystko. On takich nie miewał, czy jak?
Moje karty, dobrze, że miałem je blisko. Zaczęły lekko drgać. No tak, Vergil był u mnie od wczoraj. Uchyliłem nieznacznie jedną powiekę, aby zobaczyć, gdzie on się znajduje. Stał oparty o framugę. Ach, te jego skrzydła, teraz dopiero mogłem dostrzec jak majestatyczne i piękne były. Musiałem przyznać, że dawno nie widziałem takiego pięknego dzieła sztuki. Istotnie, ich twórca był geniuszem.
-Zależy gdzie i kto. Ogółem rządzi tutaj niejaka Miss Fortune.-odparłem krótko-W sumie, to tak. Powiadasz, że nie chcesz pieniędzy, tak zatem co?-wstałem z łóżka-Ach, to o to ci chodzi.-zacząłem podwijać rękaw od koszuli-Czyli potrzebujesz vitae. Myślę, że mógłbym ci to załatwić, ale nic za darmo. No, ten jeden raz będzie, bo pomogłeś mi wczoraj, a nie należę do newdzięcznych dupków.-podszedłem do Vergila, a następnie podałem mu rękę-Pij. Tylko nie wypij wszystkiego, bo chciałbym jeszcze trochę pożyć.-nie zdziwiłem się na jego widok, bo pewna dama, jaką jakiś czas temu spotkałem też ma kły.
Patrząc na trzeźwo na Vergila, musiałem przyznać, że był naprawdę interesującym osobnikiem. Warto było mieć go po swojej stronie barykady.
-Powinieneś uważać, komu mówisz o tym, kim jesteś. Znam kilku łowców wampirów, Jeden mieszka w tym mieście.-pokazałem palcem w stronę archipelagu-Jestem pewien, że już wie o twojej obecności. Jesteś nowy w mieście. Poza tym, walisz po oczach jak gówno na śniegu. Widać cię na kilometr. Nie wiem czy wiesz, ale tutaj wieści o nowych osobach szybko się rozchodzą. -zawinąłem włosy w prowizoryczny kok-Zwłaszcza, jeśli pracujesz w tutejszej karczmie. Wtedy wiesz absolutne wszystko.-widać było, że facet nie jest obeznany z realiami tutejszego bagna.
Postanowiłem mu jednak, udzielić kilka lekcji.
-Przede wszystkim, jeśli chcesz tu mieszkać, pracować to gęba na kłódkę. Mówisz innym to, co chcą usłyszeć. Druga sprawa…-pokazałem na skrzydła-Są piękne, ale musisz je ukrywać. W tym mieście żyją najgorsze szumowiny, które gotów będą za jakąkolwiek cenę pozbawić cię nich, chociażby, żeby zarobić trochę pieniędzy.I nie mówię tu o małych kwotach.-podsunąłem mu nadgarstek pod nos-Mogę ci pomóc zbudować pozycję w Bilgewater, ale musisz robić to, co ci powiem. Mnie tu znają. Ty jesteś obcy. Nikt ci tutaj, bez pleców nie pomoże.-przez to, że zająłem się Vergilem, nie spostrzegłem gościa w moim domu.
Gościa, który od razu ujął mnie w pasie ręką oraz złapał za podbródek.
-Nie możesz wejść drzwiami, jak normalny człowiek?-mruknąłem niezadowolony-Racja, ty nie jesteś człowiekiem.-odwróciłem głowę, a wtedy nasz wzrok się spotkał.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Sara 'Hunted' Blackhawk
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 26/12/2016

#7PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Wto Sty 17, 2017 12:24 am

Tak, nasz wzrok się spotkał.
Ach, te jego szmaragdowe oczy. Nic się nie zmieniły od tamtego spotkania, na którym...tak, pamiętam to jakby to było wczoraj.
-Oczywiście, że nie jestem. Poza tym, miałam fajny widok na ciebie. Taki niewinny chłopiec przytulający się do maskotki.-zaśmiałam się widząc jego zażenowana minę.-Dobra Fate, nie spinaj tak dupy. Zostaw ją dla kogoś innego, jeśli wiesz co mam na myśli.-puściłam mu oczko, po czym odepchnęłam lekko, aby był nieco dalej od Vergila.-Więc mówisz, że jesteś wampirem tak?-obeszłam Vergila dookoła-Mieli rację, że pojawił się jakiś nowy, ze skrzydłami.-złapałam za jedno z puchatych dodatków, po czym wyrwałam mu pióro.
Zrobiłam to bardzo delikatnie. Powąchałam je.
-Byłeś w wielu miejscach, przyjacielu.-spojrzałam na niego.-Po co tutaj przybyłeś? Miejsce takich jak ty, nie jest tutaj? Sama krew, na pewno cię tutaj nie sprowadza.-zmarszczyłam brwi-Zrób krzywdę Fateowi, a ja zrobię z ciebie ser demacki.-podczas spacerowana, uformowałam z metalowego kluczyka, ostrą igłę, która teraz dotykała gardła Vergila-Jeśli chcesz krwi, to ci ją dam.-pokazałam mu swoje kły-Jestem, prawie taka jak ty. Dlatego lepiej dla ciebie, jeśli zostawisz tego człowieka w spokoju.-wiedziałam, że nie mam szans z wampirem, ale jednak rok znajomości z tym szajmbusem Tobiasem zrobiło swoje- przywiązałam się do niego. Poza tym, zawsze do karczmy znosił sporo pieniędzy, a tej nigdy za mało.
-Wydajesz się na rozsądnego gościa, wiesz?-zabrałam igłę, a kluczyk na powrót wrócił do swojego kształtu-...-przejechałam dłonią po jego klatce piersiowej-Myślę, że to, z czym przychodzę może cię zainteresować.-spojrzałam na Fate-Ciebie nie pytam, bo wiem, że się połasisz, pazerny gadzie.-przeniosłam wzrok na Vergila.-Zaczniemy naszą współpracę...małą dozą zaufania. Pozwolę sobie ci zaufać…-oblizałam usta.
Stanęłam na palce. Ujęłam dłońmi policzki Vergila. Ucałowałam go zachłannie. Polizałam językiem jego wargi, a następnie przesunęłam się na szyję. Ucałowałam delikatne skórę, po czym wbiłam kły. Złapałam go za głowę tak, aby miał dostęp do mojej szyi.
Pozwolę sobie mu zaufać. Nie skrzywdził mojego przyjaciela, zaopiekował się nim wręcz, więc mogę sobie na to pozwolić. Tak dawno nie piłam wampirzej krwi. Będzie to niezłe orzeźwienie dla mojego ciała. Skoro Vergil był wampirem, na pewno wiedział, ile zaufania ode mnie dostanie skoro pozwalam wypić swoją krew z mojej szyi.
Swoją drogą, warto było mruknąć kilka słów do Twisted Fate, których Vergil nie musiał słyszeć. Fate miał łatwo dostępny umysł dla mnie, poza tym ufał mi więc, nie miałam żadnych problemów, by mu przekazać pewną wieść…
-”Fate, swoją drogą, nie omieszkam dorwać Gravesa i powiedzieć mu o tym, coś wyprawiał ostatniej nocy. Jestem bardzo ciekawa, co zrobi, kiedy się dowie, że uważasz go za przybysza z innej planety. Jednak wiesz, przez wzgląd na naszą przyjaźń, mogę o tym zapomnieć, ale za drobna przysługą.”-tak uwielbiałam być podłą suką.
Poza tym, to bywało zabawne, kiedy słynny Twisted Fate popierdalał w różowym fartuszku po mojej rezydencji z miotełką w ręku.
Może i stać mnie było na służbę, ale to było takie zabawne, robić sobie z niego niewolnika. W sumie, to tak trochę za Gravesa. Szanuję faceta, mimo, że znam go z przeróżnych opowieści. Dlatego nie potępiam to, co Tobias mu zrobił. Przynajmniej, tak to sobie odpokutuje, w służbie w mojej rezydencji. Hihihi!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 19

#8PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Wto Sty 17, 2017 2:12 am

Nie widział paniki w oczach Fate'a. To... cóż, dobrze. Nie przyniosło Vergilowi pożądanej z zastraszenia satysfakcji, ale oznaczało, że nie powinno być kłopotów przy współpracy, o ile do jakiejkolwiek dojdzie. Trochę jednak zdziwiła go reakcja z podwijaniem rękawa i dziwny dosyć brak niechęci do oddawania krwi. Ba, przeciwnie, sam się pchał. Kruk uniósł brew i uśmiechnął się ponuro i pobłażliwie.
- Daj spokój, nie chcę. Jasne, potrzebuję, ale... cholera, nie wiem co wiesz o wampirach. No, przedstawię ci krótko moje motywy. Krwi chcę i potrzebuję, ale niekoniecznie teraz. Jestem dość niegłodny, chociaż jakoś raz na tydzień - bardzo chętnie. To, na czym zależy mi teraz najbardziej, to... - zastanowił się chwilę - ...siła. Własna. Zależy mi na rozwoju, nie pytaj dlaczego. - zamilkł na dłuższy moment. Widok gołej ręki i tak chętnego Fate'a na dobroczynny dar spowodował jednak drobne odczucie głodu w wampirze. - Chociaż jeśli nie masz nic przeciwko upuszczeniu sobie krwi, z kieliszka chętnie bym się napił.
Słysząc rady rozmówcy, wzruszył ramionami.
- Ciekaw jestem, jakie mają doświadczenie. Jeśli takie jak ci, których spotkałem do tej pory, to raczej nie mam się czego bać. - prawdę mówiąc, chyba nigdy nie widział się z nikim przyjmującym tytuł "łowcy wampirów"... lub też nie zdążył się tego dowiedzieć przed wyzionięciem ducha takiego osobnika. Tak czy inaczej, nie żywił strachu przed tymi łowcami. Był świadomy, że nie jest wcale taki potężny i że są ludzie znacznie silniejsi od niego, ale strach wobec ich wizji był mu obcy.
- Mhm. - odparł na kolejne złote rady. - Szczerze mowiąc, nie chcę. Wpadłem tu właśnie po to, żeby "rozwinąć skrzydła". Ponoć w tym mieście łatwo o takie cuda jak zdobycie majątku od zera czy zupełnie na odwrót. Stwierdziłem, że może będzie tu najprosciej poszukiwać wiedzy magicznej u niezbyt oficjalnych źródeł. Albo magicznych przedmiotów, czegokolwiek. - gdy Fate powiedział coś o skrzydłach, Vergil parsknąłby śmiechem, gdyby humor mu dopisywał. A że nie dopisywał mu od ostatnich pięćdziesięciu lat, to... no. - Dość trudno jest je ukryć. - rzekł w odpowiedzi, pewno wcale nie odkrywczo. - Jeżeli zrobię masową rozróbę w środku miasta to plotki się rozejdą i ludzie stracą ochotę na te skrzydła, czy nie? - zapytał, raczej retorycznie. - Bez obaw. Nie powinni o mnie wiedzieć. Wylądowałem nocą i od razu wpadłem nocować do podziemi miasteczka. Widziały mnie może - z naciskiem na może - ze trzy-cztery osoby, w tym jedna leży martwa w kanałach. Chociaż, jeśli mają naprawdę cholernie długie języki, to może i się rozeszło... A co do pomocy... szczerze - zawsze byłem samotnikiem i byłem na to gotowy i tutaj. Dość łatwo mi uciec, wiesz. - powiedział, wzruszając ramionami. Nie był głupi, o wszystkim co powiedział Fate albo się domyślał, albo temu zaradził, albo nie - ale był gotowy na konsekwencje. Mógł nie znać ludzkich obyczajów, ale znał ich instynkty.
Jakoś w międzyczasie wyostrzone zmysły ostrzegły go o kimś, kto pojawil się w domu, chociaż niepokojąco późno. Możliwe, że to dlatego, bo uwaga Kruka skupiona była w sporej mierze na gospodarzu tej chałupy, ale to nie było wystarczające. Pewnie był to wprawny złodziejaszek lub zabójca; mało kto potrafił stąpać równie cicho i przenikać niepostrzeżenie do czyjejś posiadłości z taką łatwością.
Dało się też wyczuć, że osoba ta się zbliżała, choć Vergil nie wyczuwał zagrożenia z jej strony. Nie odwracał się, choć położył jedną dłoń na rękojeści koncerza, by w razie nagłego ataku móc zaskoczyć wroga swoją "witalnością" i oddać pięknym za nadobne. Szybkim ruchem, nawet nie obracając się, a jedynie podnosząc ostrze i dźgając cel. Wyglądało jednak na to, że atak nie nastąpi. Co więcej, Fate zdawał się znać tę istotę, bo zagadał do niej, jak gdyby nic się dziwnego nie działo. Kobieta zbliżyła się do gospodarza, jednocześnie przekraczając framugę, zatem Vergil miał na nią czysty widok. Zmierzył ją od stóp do głów, na dłuższy moment zatrzymując wzrok dokładnie między jednym, a drugim. Piękny widok.
Wzrok jednak po chwili skierował na powrót ku górze, akurat tuż przed tym, jak panna obróciła się w jego stronę. I okazało się, że słyszała, o czym rozmawiali. Wyostrzony słuch... Też była wampirem? Trzeba przyznać, coś w sobie takiego miała. Nie komentował jej słów i średnio zwracał na nią uwagę (choć trzeba przyznać, że miała pewne walory, których Fate'owi brakowało, więc była zdecydowanie mniej ignorowana od gospodarza w dniu wczorajszym), póki nie wspomniała o jakichś "nich", którzy ponoć go widzieli.
- Niby kto? - rzucił, nie dowierzając. Jego uwaga jednak została odwrócona przez to, co zrobiła ta kobieta. Emocje od niemal zerowych powoli zaczynały w nim wrzeć, by zaraz wybuchnąć - akurat w momencie, w którym w międzyczasie robienia igły z kluczyka - co nie umknęło uwadze Kruka - zaczęła mówić o zrobieniu z niego sera damackiego.
...doprawdy?
Zza pleców anioła zmaterializowały się dwa ogromne ramiona (przy okazji zasłaniając jego plecy i najpewniej odtrącając Fate'a, chyba że ten był w dość bezpiecznej odległości), choć na potrzeby chwili mniejsze, niż mogłyby być. Rozmówczyni była zbyt blisko, by miała szczególnie duże szanse na unik - zwłaszcza, że do dziesięciu metrów dłonie mogły pojawić się praktycznie obok niej. I tak też było: dwie potężne łapy zachowywały się, jakby miały ją zgnieść - i tak samo zachowywały się rzeczywiste ręce wampira. Gdyby chciała odskoczyć, napotkałaby na palce z mrocznej energii, bynajmniej nie mające zamiaru jej wypuścić. Znajdowała się w klatce, jaka lada chwila miała ją zmiażdżyć, a gniew rysujący się na twarzy Vergila był... cóż, zauważalny. Choć nie przesadny, mimo wszystko. Raczej  nie pozwalał emocjom przejąć nad sobą kontroli, zawsze podchodził do sytuacji na chłodno. Pamiętał też o zabezpieczaniu pleców i był gotowy zareagować całkiem sprytnym manewrem, gdyby nagle Fate'owi zachciało się bronić tej kobiety.
Po chwili jednak zaczął się uspokajać. Z wiadomych względów Sara niezbyt mogła kontynuować gesty takie jak przystawianie igły do gardła. Wciąż palce tworzyły klatkę, choć mniej ciasną, niz na początku. Utrzymywanie tak silnego zaklęcia było nieco męczące, ale jeszcze kilka sekund łapy były dobrze widoczne i odczuwalne. Dopiero po dłuższej chwili całkowicie rozpłynęły się w powietrzu, ukazując nieduży bałagan, jaki towarzyszył utworzeniu ich. Jakaś skrzyneczka w rogu i jedno krzesło było przewrócone, ale nie doszło do żadnych uszkodzeń. Zapewne i jeden i drugi przedmiot został draśnięty każdą z łap.
Emocje opadły, ramiona Kruka również przestały być tak napięte i wróciły na "regularne" miejsce.
- Ostrożnie. - rzekł, mając na myśli zarówno całokształt, jak i szczegół, o którym lada chwila wspomni: - Skrzydła u aniołów są dosyć wrażliwe. - powiedział surowo. Docenił jednak fakt, że mimo wszystko Sara obeszła się z wyrwaniem pióra delikatnie. Prawdę mówiąc, w dziwny sposób zabolała go bardziej duma, niż sam akt. W końcu był w sporej mierze niewrażliwy na ból. - I bez obaw. Byłem wyjątkowo miły dla Fate'a. - obrocił głowę w jego stronę, szukając jakiegoś potwierdzenia. - Przynajmniej jak na mnie. - słowa o krwi póki co jednak zignorował, lecz raczej je zapamięta.
Widać jednak było, że ta kobieta zmierza do czegoś konkretnego, choć póki co - trudno było powiedzieć, do czego dokładnie. Oblizanie przez nią  ust... chyba trochę przybliżyło rozwiązanie.  
Kruk nie oponował, wręcz przeciwnie. Od początku czuł fizyczny pociąg do Sary. Odwzajemnił pocałunek jeszcze bardziej chciwie, kładąc jedną z dłoni na jej biodrze, a drugą w talii.
Delikatnym określeniem będzie opowiedzieć w skrócie, że znaleźli wspólny język. Wyjątkowo satysfakcjonujące...
Aczkolwiek krótkie doznanie.
Vergil odepchnął lekko czarnowłosą, zanim doszło między nimi do wymiany innych płynów, już bardziej kojarzących się ze stosunkami między wampirami.
Czuł dziwne, wewnętrzne obrzydzenie i odrzucenie, choć jednocześnie był bardzo podniecony.
Wciąż w jego odległych wspomnieniach majaczyła się jego poprzednia partnerka. Trudno powiedzieć, czy odtrącił Sarę, gdyż cały czas czuł coś do byłej żony, czy może przez fakt, że ogólne wspomnienia wydarzeń sprzed półwiecza uderzyły go aż tak mocno.
W każdym razie - pocałunek został przerwany równie szybko, jak się zaczął. Parę chwil później Vergil tego żałował, zwłaszcza spoglądając na sylwetkę tej kobiety, ale trudno.
- Najpierw wypadałoby się chyba poznać. Vergil. - rzekł, kłaniając się niemal tak słabo, że prawie niewidocznie. Właściwie, jego głowa ledwo drgnęła. Był w stanie się chyba opanować w jej obecności, choć na tę chwilę wciąż został w nim lekki uraz za to pióro. I za urażoną dumę, że była zdolna do ryzyka, jakie podejmowała, prowokując go.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#9PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Wto Sty 17, 2017 7:12 pm

-Co za babsztyl jeden z ciebie…-mruknąłem niezadowolony, widząc jak Sara wtrąca się w męskie rozmowy.
W sumie, na pewno po coś przyszła. Ciekaw byłem, po co. Może znowu będzie potrzebować pomocy w karczmie? Na dobrą sprawę, to była zabawna robota. Można sporo na napiwkach zarobić.
-Ej, ej! Romanse to może nie tutaj, co?-usiadłem na podłodze ze skrzyżowanymi nogami.
Oparłem prawą rękę w taki sposób, aby jej łokieć oprzeć o nogę. Wsparłem o dłoń policzek.
-Błagam no, nie rozwalcie mi chaty, tą waszą miłostkową wymianą zdań-jakoś mnie nie dziwiło to, jaką moc posiadał Vergil.
Jakby nie patrzeć, był wampirem. Trochę się na ich temat dowiedziałem od Sary. W sumie na tyle, aby nie zdziwić się z ich umiejętności. No dobra, w sumie byłem pod wrażeniem magicznych zdolności czarnego anioła. Widać było, że facet zdaje sobie sprawę ze swojej siły. Między innymi dlatego, nie wtrącałem się w to, co było teraz między Sarą, a Vergilem.
Poczekałem, aż oboje skończą te swoje, a cholera wie co, dopiero się odezwałem. Nie miałem jednak zamiaru komentować tego, że Ver odepchnął Sarę. Niemniej zaciekawiło mnie to.
-Widzisz, ja i Sara mieszkamy tutaj od dziecka. Wiemy, jak funkcjonuje tutejsze społeczeństwo.-patrzyłem z dołu na Vergila-Zrobiłeś duży błąd, zostawiając trupa w kanałach. Ciało, wysuszone z krwi od razu rzuca się w oczy i bije na alarm tutejszą społeczność. Mogłeś się tutaj zakraść w nocy, nie ważne w jaki sposób, ale ujawniłeś swoją obecność.-sięgnąłem do pudełka z papierosami, bo przy fajku lepiej mi się rozmawiało-Mamy tutaj takich, co lubią buszować po kanałach. Na pewno ciało zostało już znalezione.-wypuściłem biały dym z ust, bardzo powoli-Wnioskuję, bo takim rażącym błędzie, że jesteś dość krótko, na ziemskim padole, żeby zrozumieć funkcjonowanie naszego społeczeństwa. Wiesz, mówię ogółem, o życiu na na tej planetce.-złapałam za popielniczkę.
Puknąłem w papierosa dwa razy, a spalone fragmenty wpadły do szklanego naczynia o kształcie pelikana.
-A ukrycie skrzydeł nie powinno być trudne. Chyba, że będziesz po prostu robić za anioła z czarnymi skrzydłami.-zacząłem wypuszczać kółka z dymu-Wiesz, aniołku w Bilgewater każdy zna każdego. Ja nawet wiem, kiedy taki jeden gruby kutas z obrzeży miasta pieprzył się ze swoja kochanka. I gdybym był podłym chujem, a za takiego uchodzę, to bym mógł powiedzieć jego żonie, ale wolę szantażować gnoja. Mam więcej zysku z tego, bo mam kogoś kto daje mi informacje o każdym przybyłym statku do Bilgewater.-opukałem papierosa do naczynia- Tak to u nas mniej więcej wygląda, albo ty ruchasz innych albo to oni rżną cię w dupę. Ja preferuję to pierwsze. Nie wiem, jak ty-oparłem się łokciami o brzeg łóżka.
-Swoją drogą, przestań się patrzeć na Sarę jak wygłodniały wilk na sarnę. Po prostu spytaj czy nie pozwoli ci spędzić nocy w swoim łożu. Tylko uważaj na tyły.-na samą myśl, o mojej i Sary nocy tak trochę ciarki mnie przeszły.
Tylko kurwa, laska była naprawdę dobra. W sumie ciekawe czy takie coś działało by, na pewnego osobnika dobrze mi znanego...ale najpierw, będę musiał go upić porządnie, a wtedy dopiero...wtedy usłyszałem słowa Sary w myślach.
-”Kurwa! Ani mi się waż!”-mimowolnie moja twarz zrobiła się czerwona jak świeży pomidor.
Jak Graves się dowie, to chyba mi załaduje cały ołów w dupsko. Poza tym, nadal nie wie o moim małym skoku w bok z Sarą. Przecież on mnie zabije...już sobie to wyobraziłem, jak ładuje mi śrut w dupsko.
-”W domu u ciebie sprzątać, nie będę, bo ja nie służba. Mogę za to, popracować w karczmie.”-wypuściłem dym z ust.
Ciekawe, czy Vergil, także mógł czytać rozmawiać w myślach, jak Sara? Może go kiedyś o to spytam.
-Ja jestem Twisted Fate, albo po prostu Fate.-odparłem-A imię mojej przyjaciółki już poznałeś. Chociaż wygląda na młodą, to stara babcia z niej.-szybko pożałowałem, nazwania jej babcią.
W ostatniej chwili rozchyliłem nog na boki. Sztylet, który miała przy sobie, wylądował między moimi nogami, tuż przy moim kroczu.
-Dobrze, dobrze odwołuję co powiedziałem o twoim wieku, heheh.-zaśmiałem się głupkowato, wyjmując sztylet z drewnianej posadzki-Niech cię. Wiesz ile ta podłoga kosztowała? Zabuliłem za nią trochę.-przetarłem dłonią uszkodzone miejsce.
Przesunąłem fajka w drugi kącik ust, wypuszczając bokiem biały dym.
-To powiedz, z czym przychodzisz, skoro twierdzisz, że się skuszę na twoją propozycję.-skrzyżowałem ręce na piersiach.
Ona zawsze miała ciekawą robotę, a do tego zawsze sowicie się człowiek obłowił. Raczej tym razem będzie tak samo.
Patrząc to na Vergila, to na Sarę doszedłem do wniosku, że ci dwoje pasowaliby do siebie. Oboje mają nierówno pod sufitem, nie żebym ja nie miał. Do tego jeszcze są krwiopijcami. Symbioza idealna by między nimi nastąpiła. Poza tym, chyba oboje lubią górować, więc tym bardziej byłoby ciekawie, gdyby ta dwójka spiknęła się ze sobą. W sumie, może mógłbym im trochę...dopomóc?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Sara 'Hunted' Blackhawk
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 26/12/2016

#10PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Wto Sty 17, 2017 8:07 pm

-A żebyś wiedział, że ze mnie babsztyl jest.-spojrzałam na Twisted Fate.
Przewróciłam oczyma, słysząc jego słowa. Jedne co mi przyszło na myśl to “faceci”. Z nimi to jak z dziećmi, nie ważne jakiej są rasy. Nawet Vergil się do tego zaliczał. Najpierw oddaje pocałunek, już prawie na wszystko się zgadza, by po chwili mnie odepchnąć. Zapamiętam mu to. Jeszcze popamięta, w najmniej oczekiwanym momencie.
-Ten burak, dobrze gada.-pokazałam kciukiem na palącego Fate-Tutaj wszystko, co odbiega od normy, od razu jest notowane i rozgłaszane. Bilgewater to, tak naprawdę jedna wielka rodzina, która jak to bywa, potrafi się podzielić. Jednak, jeśli coś z zewnątrz zagraża tej społeczności, od razu się jednoczą. Wiesz, takie ja odniosłam wrażenie, od czasów kiedy tutaj mieszkam. Na pewno, trupa w kanałach nie powiążą ze mną. Mam pewną pisaną umowę z rządzącą tego, że tak to ujmę burdelu. Dostarcza m krew, a w zamian za to, nie tykam mieszkańców i jestem na każde jej wezwanie. Układ dość dobry. Zwłaszcza, że prowadzę karczmę która jest dobrym źródłem plotek, pogłosek i innych takich rzeczy. Grunt, to poznać, co się przyda, a co nie.-nadal stałam koło Vergila.-Coś ty powiedział, pieprzona łachudro?-nim Fate się obejrzał, już miał sztylet między nogami-Nazwij mnie tak jeszcze raz, a twoje jaja zamienią się w jajecznicę na gorąco, ze szczypiorkiem.-fuknęłam-Gówno mnie obchodzi twoja podłoga. Ty rozwaliłeś mi kafelki w kuchni, za jakieś sto koła. Uznajmy to za rewanż.-uśmiechnęłam się podle-”A pracuj sobie w karczmie. Verga też zatrudnię, żeby cię pilnował, bo znowu spałeś mi na zapleczu, obiboku jeden cholerny. I co pokazujesz ten jęzor i wzruszasz ramionami?”-z nim było gorzej jak z dzieckiem.
Jakim cudem ten cały Graves z nim tyle wytrzymywał? Stary koń, a zachowywał się jak gówniarz z podstawówki.
-Już mówię…-wsadził dwa palce do buzi, po czym zagwizdałam.
Chwilę potem, z jednego z pomieszczeń przyleciał do nas Otto, mój mały nietoperz przyjaciel
-Mlask, mlask.- Otto przetarł oczy-Wołałaś?-rozejrzał się dookoła.-Co tam Fatciu? Kacyk dokucza?-odparł złośliwym tonem.-A ciebie nie znam, wielkoludzie, ale śmierdzisz tak jak Sara. Wiesz, no walisz trupem.
Widziałam, jak Tobias gotuje się od środka. Dzisiaj, chyba wszyscy mu dokuczają. W sumie, zasłużyły sobie na to.
-Tak, Otto. Masz to, dla mnie?- usiadłam na podłodze krzyżując nogi.
-Si, mademoiselle!-Otto rzucił francuskm akcentem, po czym zatoczył kółko w powietrzu.
Na moje kolana spadła księga. Zdolność Otta, z przywoływaniem przedmiotów mu znanych, z miejsca, które znał oraz było dość blisko, była dość przydatna.
Księga miała grubą skórzaną oprawę, a na jej wierzchniej okładce widniał runiczny symbol. Fate nie znał run, więc nie wiedział, co to jest. Co do Vergila, pewności nie miałam.
Jak tylko Otto przysiadł na moim ramieniu, pogłaskałam go po łebku.
-Znalazłam tą księgę na pchlim targu. Ot, zwykła runiczna księga, ale miała w sobie coś ciekawego.-otworzyłam tomiszcz, który pachniał kurzem-W środku, ukryty był ten oto medalion.-wyjęłam z ukrytej skrzynki medalik.-Wygląda jak zwykły, mały łapacz snów, ale kiedy się dobrze przyjrzeć…-uśmiechnęłam się-...to okazuje się, że jest to mapa. Mapa Bilgewater sprzed kilkunastu lat, dokładnie sprzed około dwustu lat. Przez prawie pół roku, szukałam odpowiedzi. Tak, Fatce, dlatego ty musiałeś w karczmie pracować zamiast mnie. Udało mi się dokopać do starych map, nałożyć je na nową mapę Bilgewater. Sporo się zmieniło, tylko…-z zewnętrznej kieszeni wyjęłam dwa rulony.
Rozwinęłam je przed sobą. Były to dwie mapy-pod spodem nowa, na wierzchu, na przezroczystym papierze stara.
-Widzicie?-popukałam palcem w miejsce, po prawej stronie-Na nowej mapie, tego miejsca nie ma. Byłam tam, jakiś czas temu, ale nie znalazłam nic.
-Nie zupełnie nic!-Otto zamachał skrzydełkami- Coś tam jest. Jakieś pole magicznej energii. Sara jej nie wyczuła, bo nie ma takich zdolności, Ja już tak. Jak tylko Sara się zbytnio zbliżyła, straciła przytomność.
-Niestety tak. W sumie na kilka godzin, bo kiedy się ocknęłam, była już noc. Ech…-spojrzałam to na Vergila, to na Fate-To musi być jakieś proste zaklęcie. Niestety, ja się na takich nie znam. Fate, możesz próbować, Vergil, nie wiem jak u ciebie sprawa ma się sprawa z magią.-popukałam jeszcze raz w mapę-To miejsce, jest tak dobrze ukryte, że nikt tam nie chodzi, jestem tego pewna. Zbadałam okolice i ostatnie ślady w okolicy, należały do kogoś, sprzed dziesięciu lat, może więcej? Vergil, myślę, że ty na swoich skrzydłach mógłbyś zrobić badanie terenu z góry. No i trzeba się czegoś więcej dowiedzieć o tym miejscu, a przede wszystkim o starym Bilgewater.-przeczesałam włosy-Vergil, swoją drogą, Fate ma rację. Jak chcesz się zabawić w nocy, to zapraszam...na kolację, ze mną jako daniem głównym.-puściłam mu oczko-Jakieś pytania, panowie? Wiem jedno, tam musi być coś cennego, skoro ktoś postanowił tak to miejsce zabezpieczyć.-nie miałam nic do dodania więcej.
Pozostało mi czekać na reakcję obu panów. Otto zaś, dostał ode mnie krakersa, którego teraz zajadał siedząc na moim ramieniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 19

#11PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Wto Sty 17, 2017 11:36 pm

Nie skomentował Fate'a narzekającego o "romanse". W końcu to Sara zaczęła, pff. Nie wzruszył go też tekst o demolowaniu chałupy - przecież już wystarczająco się powstrzymał. Nie odpowiedział więc.
Zwrócił natomiast uwagę na dalszą gadaninę gospodarza.
- Może i masz trochę racji. Prawdę mówiąc - moim zamiarem było siedzieć w tych kanałach, więc pilnowałbym tego miejsca. Trafiłeś mi się po drodze dość niespodziewanie i zapomniałem o zatarciu śladów. Tak czy inaczej, trudno. Jeśli coś mnie przerośnie, a w to z wiadomych mi względów śmiem wątpić, po prostu odlecę. - wzruszył ramionami. Mało co go ruszało; nie dbał o poczucie bezpieczeństwa.
Gdy usłyszał o tym, że ukrycie skrzydeł nie powinno być trudne... cóż, parsknął z lekka.
- Jak masz zamiar ukryć te kilkumetrowe skrzydła? Trudniej byłoby chyba tylko, gdybym je jaskrawo pomalował w tęczę. - stwierdził. Chyba ze Fate planował w jakiś sposób użyć magii by zakamuflować te kończyny. Sam tego nie potrafił. - Myślę, że jakbym nakrył je kocem to wiele by nie dało.
Co więcej, ten chuj go zdradził. To tak a propos "albo ruchasz innych, albo inni rżną ciebie": podkablował Sarze miejscami uciekający wzrok Vergila.
Hm. W sumie to nic się nie stało. Nie było to nawet stresujące.
Na słowa Sary zareagował z kolei lekkim uśmiechem. Widać, myślała w podobny sposób.
- Nieźle. Chciałem zawrzeć taki sam układ z Fate'm. Chociaż nieco później. Nie wiem, na ile dobry byłby w dostarczaniu świeżego mięsa. - powiedział, spoglądając na owego faceta ze znaczącym spojrzeniem, jakby oczekiwał odpowiedzi. Jeśli jej nie było, obeszło się i bez niej, chociaż chętnie by takową usłyszał. Byłoby miło, gdyby nie musiał polować sam... zwłaszcza, gdyby zupełnym przypadkiem natrafił nocą na jakiegoś bliskiego współpracownika Fate'a lub Sary, a w to nie wątpił. Ta dwójka mogła mieć całą siatkę szpiegów, jeżeli faktycznie znaczyli coś w tym zepsutym - z tego co zdążył się Vergil zorientować - miasteczku.
Zorientował się też w porę, że wlatuje do mieszkania jakiś nietoperz. Tego czego się natomiast nie spodziewał to to, że zaraz zacznie gadać... I to jak.
"A ciebie nie znam, wielkoludzie, ale śmierdzisz tak jak Sara. Wiesz, no walisz trupem.", tak od niego uslyszał.
No ładnie.
Vergil uniósł jedną brew i przyjął nieco inny, choć nie ukazujacy wciąż żadnych konkretnie emocji wyraz twarzy.
- Nie obrażaj mnie, mały. Niektórzy kojarzą wampiry z nietoperzami. - wytknął mu. Był natomiast pod wrażeniem nosa tego malucha. Może faktycznie miał w sobie coś z wampira? A to ciekawe... W sumie - czy zwierzęta mogły przemienić się w wampira? Może warto byłoby to kiedyś sprawdzić...
Sara jednak była dużo bardziej godnym zainteresowania obiektem. I to tym razem nawet nie tylko ze względu na jej, khm, walory, a na to, co mówiła - mogło to w sporej mierze zaciekawić Kruka. To, do czego zmierzała. Wyglądało bowiem na to, że ta panna znalazła coś cennego. Cokolwiek było na tyle dobrze strzeżone, musiało być cenne. Co więcej, mało kto zabezpieczał w ten sposób wyłącznie swoją kasę... chyba. A jeśli nie - być może gdzieś tu na rynku można było kupić też jakieś magiczne perełki za złoto? Łatwiej było co prawda zarżnąć kupca i zabrać, co jego. Jednak ryzykując wypad do pilnie strzeżonego miejsca miał większą szansę na rzeczywiście cenny przedmiot, a jeżeli okaże się, że czeka na nich tylko kasa - nie będzie to przygoda tak całkiem stracona.
Propozycja Sary, tak śmiała, z początku odrzuciła Kruka. Po chwili jednak zmienił zdanie. I nie trzeba było nawet spoglądać na tę kobietę, która, budząc pożądanie, mogła ze sporą łatwością opętać wielu mężczyzn. Cholera, potrafiła się ustawić - w ten sposób nie musiała nawet polować. Wystarczyłoby zwykłe zaproszenie. Takiej to dobrze, co?
Z drugiej strony, przypomniał sobie o tym, co przyszło mu na myśl przy pocałunku. Tęsknota... chciał sobie udowodnić, że to uczucie w nim nie istniało. Zatem... chyba postanowione.
Ba, co więcej, Sara dała mu kolejny motyw.
"Ze mną, jako daniem głównym", brzmiało co najmniej kusząco. Naprawdę była gotowa stawiać się w roli posiłku? Miłe. I w przypadku wampira pokroju Vergila, bardzo... funkcjonalne. Chociaż z drugiej strony, można było to rozumieć dwojako.
- Nie jestem ekspertem. Znam się na magii światła, chociaz teraz jej już nie używam, no i na tym, co widzieliście. I dość dobrze nakładam klątwy. - uśmiechnął się pod nosem, bo ten aspekt pozostawiał mu tak duże pole do popisu, że nawet znając tę umiejętność nikt nie mógł się spodziewać, co może z niej wyniknąć. - Jeśli chodzi o wyczuwanie i zdejmowanie barier magicznych, może być gorzej. Ale możliwe, że dałoby się tam przedrzeć brutalną siłą. Zauważyć cykl, w którym bariera jest odnawiana, i uderzyć w najodpowiedniejszym momencie. Jeżeli jest to tak silne zaklęcie, nie ma takiej opcji, żeby istniało od dziesięciu lat i nie słabło. Chyba że trwale utrzymuje je jakaś grupa potężnych czarowników, co jak dla mnie raczej odpada, ale kto wie... - powiedział, zastanawiając się. Przedstawił się tym samym z lepszej strony zrozumienia materii magii, niż można było się spodziewać po samym streszczeniu. - I tak, mógłbym wyjść na zwiady na skrzydłach. Ale dopiero w pełnię. Inaczej będzie słaba widoczność... i nawet mi będzie trudno coś konkretnego wypatrzeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#12PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Sro Sty 18, 2017 12:31 am

Och, super jak miło ten ćwok przyznał mi rację. Chociaż częściowo, bo przecież gnojek musiał zwalić winę na mnie za swoje niepowodzenie. Phi! Też coś. Najważniejsze, to nie dać się zdezorientować i odwrócić uwagi od tego, co aktualnie robimy. Ciekawe, czy Vergil ogarniał pojęcie podzielności uwagi. Jak nic, kolesiowi by się przydało.
-Nie twoja sprawa, mały półsierściuchu.-jeszcze mi tego gówna upierdliwego brakowało.
Może i Otto był przydatny, ale zawsze widział to, czego nie powinien. Jak chociażby moje i Sary zabawy, więc potrafił to żywnie i perfidnie wykorzystywać. Podłe to takie, małe  wredne. Do tego dziadostwa idealnie pasuje stwierdzenia “Cwańsze niż wyższe.”
Na słowa Vergila pokiwałem lekko głową na boki. Ta, ciekawe, kto by mu robił za bank krwi...bo coś czuję, że ja. Wystarczy, że Sara sobie mnie w taki sposób wykorzystuje od czasu do czasu. Chociaż dobrze mi za to płaci, więc nie będę narzekać.
W końcu przeszła do sedna sprawy! Słuchałem jej z uwagą, potem Vergila. Myślałem intensywnie. Nie wyglądało mi to na barierę, raczej na coś w rodzaju klątwy.
-Vergl, mówisz, że znasz się na rzucaniu klątw tak? Może to wcale nie jest bariera, tylko klątwa? Gdzieś, kiedyś o takim czymś zasłyszałem, ale to było bardzo dawno temu  mogę się mylić.-wypuściłem biały dym z ust.-Znam te okolice. Tutaj, kiedyś był taki stary cmentarz. Kiedyś ojciec mnie tam zaprowadził. Nie wiedziałem, że to miejsce dalej istnieje. Byłem pewien, że przestało dawno istnieć, wraz z rozwojem miasta.-przetarłem podbródek.-Zwiad się przyda, ale bezpieczniej będzie, pók co zaadaptować cię do środowiska, Vergil. Podczas pełni będziesz bardzo widoczny. Może się to nie spodobać mieszkańcom, że jakiś obcy węszy po okolicy.-otrzepałem fajka do popielniczki-Popracujesz ze mną w karczmie Sary. Zobaczysz, jak się zachowują mieszkańcy. Na kogo trzeba uważać, na kogo można lać. Poza tym, oni muszą oswoić się z tobą, wielkoludzie.-zmierzyłem go wzrokiem-Oficjalna wersja jest taka, że pracujesz dla mnie, bo cię wynająłem do ochrony karczmy. Sara, zapewne wymyśli jakąś bajeczkę, czemu. Trzeba odwrócić uwagę od ciebie i zrzucić na kogoś innego lub ewentualnie coś.-znowu oparłem się łokciami o brzeg łóżka.
W mojej prawej dłoni pojawiła się karta. Zacząłem się nią bawić. Czasami tak robiłem, kiedy się nad czymś mocno zastanawiałem. W sumie, to byłem nieco zły, że nie wiedziałem nic o tym dziwnym miejscu. Na ogół wszystko wiem, a tu proszę. Widać, zbyt mocno ostatnio spocząłem na laurach, więc moje informacje znowu stały się niekompletne. Nie mogłem sobie więcej na to pozwolić.
W mojej dłoni pojawiło się więcej kart. Rozłożyłem je przed sobą, aby ułożyć pasjansa. Nikt mi nie zabroni, poza tym, byłem u siebie. Poza tym, miałem dobrą podzielność uwagi, więc mogłem robić kilka rzeczy jednocześnie. Co jakiś czas opukałem papierosa do popielniczki. Nie ma to jak omawiać plan działania przy partyjce pasjansika.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Sara 'Hunted' Blackhawk
Liczba postów : 28
Dołączył/a : 26/12/2016

#13PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Sro Sty 18, 2017 12:59 am

-Sara, słyszysz, słyszysz? On mi ubliża!-Otto był bardziej obruszony słowami Fate, niż Vergla-Panie wielkolód, ja to wiem. Tylko mówię, że masz zapach jak Sara.-wampirek dalej wcinał krakersa.-Tak, tak wielki latający człowiek mógłby zwrócić uwagę!-nawet i on znał, że Vergil musi się zaadaptować do środowiska.
-Jednak jesteś kimś, na kogo trzeba bardzo uważać. W sumie, to widać po tobie. Nie, nie mam na myśli wzrostu.-odparłam, patrząc na wampira-W sumie, tego w was nienawidzę. Bije od was potężną siła, ale zobaczy to tylko ktoś, kto patrzy nieco inaczej na pewne rzeczy.-spojrzałam na Fate, bo to teraz on zaczął mówić.
Co do Vergila, to z chęcią przygarnę tego wampirka pod swoje skrzydła. Wydawał się interesującą osobą, a jeszcze ten pocałunek. Warto było wywnioskować, że ten oto facet, dawno nie miał u boku kobiety. Mogłabym to wykorzystać, do swoich celów, ale z jakiegoś powodu nie zamierzałam tego robić. Facet nie bez powodu mnie odepchnął. Jest kilka wariantów, czemu tak postąpił. Jednym z nich jest ucieczka, ogółem od takich uczuć, bo został zraniony przez inną kobietę, a może nawet więcej. Kolejną opcją był brak pociągu seksualnego, ale wahałam się z tym, ponieważ oddał mi pocałunek. To jednak, o czymś świadczy.
-Fate ma rację. Za bardzo rzucasz się w oczy, a druga sprawa, narobiłeś bałaganu. Nawet siedząc w kanałach, ktoś by cię, prędzej czy później dostrzegł. I nie zwalaj winy na Fate z powodu swojej nieostrożności. W tym miejscu nie masz prawa tego popełniać, bo możesz bardzo źle skończyć. Uwierz mi, czasami śmierć, w niektórych przypadkach jest najlepsza.-patrzyłam Vergilowi prosto w oczy.
Coś było pociągającego w jego spojrzeniu. Sama nie wiem, cóż to takiego było. Niemniej, nie o tym powinnam teraz rozmyślać. Wróciłam wzrokiem do Twisted’a, który rozłożył pasjansa. Widziałam, jaki jest zły, że to nie on o tym wiedział. Trochę mi go było szkoda, ale nie jest alfą i omegą. Ja, w sumie też bym nie wiedziała, gdyby nie zrządzenie losu.
Sama nie wiem czemu, przesiadłam się koło niego. Szturchnęłam go w ramię.
-Już się tak nie bocz, jak dziecko, które nie dostało cukierka. Czasami tak się zdarza, Fate, pieruńska łachudro.-potarmosiłam mu włosy.
Szkoda, że chyba to zignorował. No nic, trzeba było wrócić do Vergila.
-Proponuję taką solucję, że zaczniesz pracować w karczmie. To taka karczma w porcie, nazywa się Spocony Niedźwiedź. Fate będzie tam jutro od rana, cały dzień. Ja będę na górze. Muszę ogarnąć papierkową robotę. Przyjdziesz z samego rana, przed otwarciem. Fate pokaże ci wszystko, da ci klucze. Trzeba oswoić ludzi z twoją obecnością.-zwinęłam mapy-Zabieram je ze sobą. Obaj mi się jutro stawicie w karczmie. Nie wiem tylko, jak z ubraniem dla ciebie, bo jesteś...dużym chłopcem.puściłam do Vergila oczko-Ciekawe, dosłownie jesteś duży.-oblizałam usta, patrząc nadal na wampira-Fate, pokaż mu nasze skróty.-wstałam-Ja się będę zbierać spać. Fate, tym razem bądź grzecznym chłopcem.-strzeliłam go w czoło palcem, taki czołopstryk- Wiesz, nie chce mi się trochę samej wracać do domu. Zostaję u ciebie. Poza tym, chyba nasz gość...raczej zostanie tutaj, dla swojego bezpieczeństwa, a potem pomyślmy-przeczesałam włosy.-Sypialnia nie będzie ci potrzebna, prawda?-tak, uwielbiałam wpraszać się do jego sypialni.
Przeszła mi przez głowę myśl, patrząc na Vergila-ciekawe, jak zareaguje, gdy zobaczy, jak naprawdę wyglądam. Póki co, teraz, to był niejako kamuflaż. W końcu nie mógł wiedzieć, że łowcą, o którym mówił mu Fate, to właśnie ja. Będę musiała wymusić na nim tajemnicę, tak jak to zrobiłam z Fatem. Tylko, że tu sprawa ma się inaczej, oboje mieliśmy swoje tajemnice. Ja znałam jego, on znał mną, więc z Vergilem będzie, nieco inaczej, ale to się zobaczy.
Skierowałam kroki do łazienki. Zatrzymałam się, aby rzucić Vergilowi wymowne spojrzenie, po czym zniknęłam obojgu z pola widzenia.
Otto zaś, po zjedzeniu krakersa, zasiadł Fatowi na głowie. Obserwował jak ten układał kw najlepsze karty.
W sumie, Fate nie był taką wredną łachudrą, za jaką uchodził, ale to ludze sami muszą się o tym przekonać. To po prostu, cholernie samotny facet, który nie chciał się do tego przyznać.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 19

#14PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Sro Sty 18, 2017 1:39 am

- Nie powiedziałbym. Klątwy mają to do siebie, że niezbyt trudno je zdjąć. Pierwszy lepszy mag światła mógłby to zrobić. Tak się nie zabezpiecza majątku. Przynajmniej póki ma się zdrowy rozsądek. Wydaje mi się, że bariera z czystej magii byłaby znacznie trudniejsza do zdjęcia.
Z drugiej strony - raczej mało który adept tego rodzaju magii trudnił się czymś uznawanym powszechnie za złe. Który to anioł czy kapłan decydowałby się na parszywą kradzież? Zatem opcja klątwy miała rację bytu, chociaż Kruk wciąż raczej odrzucał tę wizję.
Słysząc próby zaadaptowania go do funkcjonującego tutaj społeczeństwa, Vergil parsknął.
- Nie ma takiej opcji. - i rzeczywiście, ani myślał o siedzeniu tu i udawaniu przyjaznych stosunków z innymi. - Jestem samotnikiem. Nie nadaję się do ludzi. - kontynuował, próbując odgadnąć, dlaczego próbowano go tak nakłonić do jakiejś zwykłej roboty w karczmie. Jakby jeszcze sądzili, ze się do tego idealnie nadawał. I... po chwili chyba odgadnął, o co chodziło. Ostatecznie nie było to zbyt trudne. - Mi nie zależy na moim bezpieczeństwie, ale rozumiem, że wy, współpracując ze mną, też narażacie swój tyłek. O to chodzi? - rzucił, praktycznie retorycznym pytaniem. Dla niego mimo wszystko nie było aż tak proste. Do wielu odnosił się podobnie, jak odnosiłby się do siebie, a skoro nie miał poczucia obawy o własną rzyć, ledwo skojarzył, że inni mogliby takowe jednak posiadać. - Przecież to mogłaby być szybka akcja. Udajecie że się ze mną nie znacie czy cokolwiek, w kluczowym momencie - jak już zbierzemy informacje - robimy bum... - tu uderzył lekko pięścią w otwartą dłoń - podział, ja znikam i nikt stąd mnie już w życiu na oczy nie widzi. I wszystko. Czy to nie brzmi lepiej? Wątpię, żebyście na dłuższą metę czuli się dobrze z kimś, kto dobierze wam się do karków, jak tylko zrobi się głodny.
Wiedział, że to odnosi się też do niego - Sara w końcu też okazała się być wampirem... Chyba. Czy czymkolwiek podobnym. Nie czuł jednak przed nią obaw, choć wiedział, ze mogłaby być wymagającym przeciwnikiem. Użycie koncerza przeciwko niej raczej odpada... w końcu widział, co robiła ze stalą. Niemniej jednak magią był w stanie uzyskać nawet ciekawsze efekty. A przy użyciu gołych rąk też nie byłby jakoś od razu na straconej pozycji. Raczej. W końcu nie miał pojęcia, co jeszcze w boju potrafi ta kobieta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Tobias Fokstrot/Twisted Fate/TF
Liczba postów : 139
Dołączył/a : 21/12/2016

#15PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Sro Sty 18, 2017 2:03 am

-Vergil, nie oto chodzi. Walisz po oczach jak gówno na śniegu. Ile razy mam ci to powtarzać? Tutaj, mieszkańcy nie lubią obcych. Ty jesteś obcy. Jeśli zaczniesz, kręcić się po terenie, węszyć, szukać, a co bardziej robić zadymę, całe miasto zacznie na ciebie polować. Wątpię, abyś sam jeden dał radę całemu miastu.-przetarłem nos-Nie obraź się stary, ale albo jesteś głupi jak but, albo naprawdę nie wiesz, co znaczą zamknięte społeczności. Bilgewater to miejsce najgorszych szumowin, jakie chodzą po tym świecie. Każdy tutaj zdobył swój majątek nielegalnie, przynajmniej większość. Każdy z nich ma także swoje mroczne sekrety. Znają je tylko ci, co tu mieszkają. Nie wyjdzie ci to poza granice miasta. Może i jesteśmy skurwysynami, ale o swoich dbamy. Ty jesteś obcym. Zagrożeniem, że jakiś sekret może się wydostać poza obręby miasta. To my, będziemy chronić ciebie, nie inaczej.-wypuściłem biały dym z ust-Pamiętaj, jesteś w najgorszym siedlisku Valoranu. Tu każdy dba o swoje sekrety. Myślisz, że na mnie czy na Sarę to nie mają haków? Oczywiściem że mają, ale jak mówiłem, swoi o swoich dbają jeśli przychodzi o dochowanie tajemnicy przed obcymi.-trzymałem papierosa między palcami, a w między czasie przekładałem karty.
Spojrzałem na Sarę, która znów panoszyła mi się w domu. Jednak, nie potrafiłem jej odmówić. Widok kobiety w tym domu był czymś miłym dla oka. Zwłaszcza takiej jak Sara. Może była drapieżna niczym czarna pantera, ale gdy chowała pazury, była bardzo kobieca. Właśnie dlatego byłem tak zachwycony jej towarzystwem. Twarda babka, nie bojąca się wyzwań. Idealna partnerka do przygód dla mnie.
-A, rób co chcesz. Masz rację…-zerknąłem na Vergila-...sypialnia nie będzie mi potrzebna.-patrzyłem, jak Sara znika za drzwiami pokoju.
Pokiwałem głową, nie widząc żadnej reakcji ze strony wampira.
-Kurwa, stary, jaki ty jesteś ślepy. Normalnie jak stary kogut. Laska daje ci znaki, żebyś ją przeleciał, a ty co? Ruszaj dupę, zanim się jej odwidzi.-rzuciłem krótko, przekładając fajka w drugi kącik ust-Nie wiem do końca, jak to z wami jest, ale w szafce nocnej masz gumki, jakbyś potrzebował.-no cóż, przezorny zawsze ubezpieczony.
Poza tym, to pewnego rodzaju higiena. Jak sobie Vergil zajrzy do szafeczki, co pewnie Sara dawno zrobiła, to sobie będzie mógł wybierać w kolorach i innych tego typu pierdołach. Ktoś mnie w te, bardziej wyrafinowane zaopatrzył. Chyba, nie muszę mówić kto…
Zerknąłem na Otto, który to zasiadł na mej głowie. Może i mnie ten stwór irytował, ale nadawał się na kompana podczas samotnych nocy.
-Kurwa, Vergil, no co tak stoisz?-wstałem.
Podszedłem do Vergila i wypchałem go z pokoju.
-W podskokach wypierdalaj do tej laski.-skrzyżowałem ręce na piersiach-No, wypieprzaj, raz raz. Niby taki duży, a jak mu kobieta pokazuje, żeby ją dmuchnął, to nie potrafi dostrzec.- wróciłem do układania pasjansa.
Chociaż, to zaczęło mi się nudzić, więc zebrałem karty, po czym przetasowałem. W ogóle, to musiałem się wynieść, skoro jaśnie wielmożna pani, łaskawie zajęła moją sypialnę. Ruszyłem dupę, jak tylko Vergil zniknął z mojego pola widzenia.
Skerowałem kroki do pokoju na leniwe dni. Zabrałem mojego nowego kompana ze sobą. Posadziłem Otto na przeciwko siebie i zaczęliśmy grać w starą dobrą wojnę. Idealna na długi samotny wieczór.
Kto to słyszał, żeby Twisted Fate spędzał wieczór grając w karty z...miniaturowym wampirem, w dodatku potrafiącym mówić.

z.t




Ostatnio zmieniony przez Twisted Fate dnia Sro Sty 18, 2017 2:46 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar

Miano : Vergil Lacroi
Liczba postów : 32
Dołączył/a : 22/12/2016
Wiek : 19

#16PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   Sro Sty 18, 2017 2:17 am

- Pewnie tyle samo, ile ja razy powtarzam, że z mojej strony to żaden problem. Nie boję się motłochu i nie potrzebuję pleców. Robię sam na siebie i gdy coś poszłoby nie tak, po prostu stąd spierdolę. Tyle. - odparł, po raz chyba setny się powtarzając. Nie lubił tego, nie tolerował też pustych przechwałek, a teraz czuł się jak hipokryta - powtarzając setny raz, że jest "nieustraszony". Co prawda w innych, delikatniejszych słowach, ale tak to mogło brzmieć. Nic dziwnego, że Fate'owi trudno było to znieść, ale po części sam był sobie winien. Sam się powtarzał, więc nic dziwnego, że Vergil się tym odwzajemniał.
Na wychodzącą Sarę gapił się, jak zahipnotyzowany, ale przypomniał sobie o swoich oporach.
Nie, nie, to nie pora na jakieś durne wspomnienia. To już przepadło.
Fate chyba pomyślał to samo, bo zjebał wampira jak psa za jego ponoć niedomyślność. Może i coś w tym było, hmh.
Anioł już zaczynał się odwracać, kiedy Fate rzucił to swoje "wypierdalaj w podskokach". Już się odwrócił, już miał mu posłać któreś z arsenału swoich morderczych spojrzeń za tę obelgę, ale... w sumie to po cholerę? Zamiast tego lekko wyszczerzył kły, co mogło - przy dobrych wiatrach - przypominać jakiś dziwny uśmiech.
Od pięćdziesięciu lat bezustannie zabijał. Dziwnie było pierwszy raz z kimś współpracować... ba, może nawet szykować się na dłuższą i niekoniecznie kończącą się nożem w plecy znajomość. W końcu ta parka była dziwnie chętna na oddanie mu krwi, a nie musiał niby pić całej.
Nie rozmyślał długo, Twisted Fate zdenerwował się po prostu nieco za szybko.
Kruk obrócił się i ruszył śladami Sary.

z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content


#17PisanieTemat: Re: Sypialnia z przedpokojem   

Powrót do góry Go down
 
Sypialnia z przedpokojem
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Last Bastion :: 

Guardian's Sea

 :: Wyspy Niebieskiego Płomienia :: Dzielnica szczurów :: Rezydencja Twisted Fate'a
-
Wymiana
Forum oparte na realiach gry firmy Riot Games, League of Legends. Styl został wykonany przez Przyczajoną Grafikę z Monochrome Layouts. Prosimy uprzejmie o niekopiowanie treści zamieszczonych na łamach forum.
Fragment kodu w ogłoszeniach: ©corazon